Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 grudnia 2017

Jak to dobrze, że są Święta :)


I jak to dobrze, że tyle dobra z tej okazji powstaje: dobrych myśli, dobrych intencji, dobrych emocji i dobrych życzeń. I jak to dobrze, że mamy komu dobrze życzyć :) I jak to dobrze, że nie tylko od święta.

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam Mili Czytacze, aby radość i spokój tych świątecznych dni pozostały z Wami na długo. Niechaj mnoży się dobro w nas, bo ono zło zwycięża ! Nie tylko w Noc Pańskiego Narodzenia...

P.S.
Całego świata nie zmienię, ale cały świat tych dwóch sierściuchów zmieniłam :)

Ich świat się zawalił. Przeżyły śmierć swojego ukochanego pana ( bo pan dla psa jest najukochańszy, nawet jeśli nie jest dobry) i na pewno było to dla nich straszne. Trafiły do Schroniska na Paluchu, czyli z domowych pieleszy do betonowego boksu, do nieustającego jazgotu setek psów, do jednego spaceru dwa razy w tygodniu. Cały czas miały biegunkę. Po pięciu miesiącach zdecydowano, że trzeba ich rozdzielić, bo dwupaka nikt nie chciał adoptować.

A jednak są razem! Znowu mają pańcię, ciepły kąt, miękkie piernaty,  pełną miskę, codziennie trzy półgodzinne spacery,  leczenie i głaskanie.

A w poprzednie Święta nawet mi przez myśl nie przeszło, że znowu będę miała psa. Ot, życie ... jest piękne :)   


















piątek, 24 listopada 2017

W sprawie psów się pomyliłam.


Wybaczcie, ale znowu o tych psach muszę.


Jak sobie człowiek coś wmówi i jak się czymś zasugeruje, to żeby żabami padało i tak nie zobaczy oczywistej oczywistości. I będzie się upierał przy swoim i zaprzeczał temu, co gołym okiem widać, i naginał fakty do swojej błędnej teorii ☹.
Tak było ze mną i z psimi bliźniakami. Co do nich to się sromotnie pomyliłam. No, żeby tak się dać ograć, tak pomylić ? Ja, psiara, niby wyjadaczka, ha, ha, ha.

W schronisku ocenili wiek Twixa na 9-10 lat, a Tito na 7-8. Już w schronisku zasugerowałam się tym, że Tito (biały) jest taki biedny, taki piszczący, skomlący i z podkulonym ogonem, a Twix (czarny) spokojny, węszy w trawie, ma swoje sprawy, nie łasi się przesadnie, tylko do psów bojowy i rzuca się na przechodzące obok. Co widzę? Twix jest opoką i przewodnikiem dla Tito.

Potem w domu obserwuję jak Tito w momentach jakiejkolwiek ekscytacji podbiega do Twixa i liże go po pyszczku. No to myślę – mały Tito nie dorósł, ciągle jest jak szczeniak i do swojego przewodnika, większego i silniejszego psa,  podbiega jak szczenię do matki. Kiedy Twix się kładzie Tito biegnie i kładzie się obok, przytula się do kumpla, wręcz do niego przywiera. Tito wszędzie pełno, chce być zauważony i głaskany, przepycha się do kolan psiej matki. A Twix leży sobie spokojnie, czeka na swoją kolej, małego pędziwiatra w drzwiach przepuszcza. Podziwiam, jak Twix to wszystko znosi ze spokojem, i myślę: taki zrównoważony pies, wie, że mądry głupiemu (za przeproszeniem) ustępuje.

Trzeba mi było przeszło dwóch miesięcy na  spostrzeżenie, że jest zupełnie na odwrót i że się bardzo pomyliłam, choć sygnały były oczywiste.
To Tito rządzi Twixem. I być może to Tito jest starszy od Twixa. Don Tito Makarroni Spagettino – ojciec chrzestny Olaboga. Histeryczny Ducze, jak mówi mój mąż, bo Tito właściwie boi się bardzo wielu rzeczy, a może nawet boi się sam siebie. To nerwus, czujny i śpiący jak wróbel na gałęzi. Cały świat jest na głowie Tito. To Tito musi wychodzić pierwszy przez drzwi i ujadać, jeszcze zanim wyjdzie na klatkę schodową. To już na szczęście przeszłość, bo udało mi się oduczyć go tego rytualnego szczekania. Wzięłam się i jego na sposób i udało się.  Tito liżąc Twixa po pysku, choć ten nie jest z tego powodu szczęśliwy, po prostu dominuje nad nim i wciąż mu o tym przypomina. Tito układając się do leżenia przytula się do Twixa i kładzie na nim głowę – kolejny przejaw dominacji i na dokładkę wygodnictwa – traktuję go jak miękką poduszkę. Na spacerach Tito rwie do przodu – on musi prowadzić naszą wycieczkę, obszczekiwać wszystko, co się rusza, bo on, Tito, musi odstraszać niebezpieczeństwa, choć sam się boi. Olaboga! Twix idzie spokojnie troszkę z tyłu albo obok mnie, nie ciągnie na smyczy – no chyba, że musi się rzucić na psa. Tito jako pierwszy określa, czy jakiś pies jest do polubienia, czy do rzucenia się – jak do polubienia, to przymilnie piszczy (jak szczeniak) i merda ogonem, jak do rzucenia się to milczy i wtedy Twix się rzuca. Jeśli Twix się rzuca to Tito mu pomaga. Tito zawsze musi być pierwszy, a jeśli akurat głaszczę Twixa, to podbiega, wciska się między nas, odtrąca Twixa, odpycha moją rękę. Tito terrorysta o niewinnych oczkach. I to te oczęta mnie tak zmyliły. O Don Tito, mały przebiegły mafioso, nabrałeś mnie.

Tito zwany Titek-Sprytek to nietuzinkowy pies. Nie tylko z powodu wyglądu, ale również z zachowania. Z nim nie sposób się nudzić. Jest przymilny, do poznanych ludzi sympatyczny, w parku ma już kilka ludzkich fanek. A ostatnio, po wieczornym spektaklu poderwał dwie aktorki z teatru Komedia. Titele-Serdele, albo Spagetka, jak ten piesek z kreskówki „Psi żywot”. Tam był Staflik i Spagetka, tylko ubarwienie miały na opak.

Twix to super pies z jedną małą wadą, bo rzuca się na niektóre psy. Poza tym jest spokojny, niekłopotliwy, nie nachalny, delikatny w kontaktach z ludźmi. Przymilny, ale nie narzuca się. Nauczył się podawać łapę. Pięknie bawi się zabawkami i to tak trochę jak kot: podrzuca do góry i skacze na nią, rzuca sobie do przodu i podbiega. Umie też się uśmiechać pokazując na chwilkę ząbki. Nasz pierwszy pies Kajtek robił tak na komendę „uśmiech”. Twix ma mięciutkie, milutkie, aksamitne futerko, tak jak nasza Dinga. Czasem zrobi jakąś minę tak jak Dinga, czasem spojrzy jak ona, ale na tym koniec podobieństw. Dinguni, Tuni, Pusi, mojego Lalika  nikt nie zastąpi.

Każdy pies jest inny, niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju. I każdy pisze w naszym życiu zupełnie inną historię....



















.

środa, 4 października 2017

Dwupsiak, czyli dobra decyzja :)





Po pierwsze jestem szczęśliwa, bo moje życie dzięki nowym dwóm pieskom wróciło na dawne psiarskie tory: są spacery, karmienie, głaskanie i dbanie. Są też wyzwania, ale... tak miało być :)

Moim zdaniem przyjęcie jakiegoś psa pod swój dach, to decyzja zawsze obarczona ryzykiem, że ten wybrany przez nas nie będzie taki o jakim marzyliśmy. Nieważne, czy to szczeniak z renomowanej hodowli, czy dorosły pies z fundacji, schroniska, czy znaleziony w lesie, albo przybłęda z ulicy. Oczywiście, te ostatnie, to zwierzaki „po przejściach”, więc być może pojawią się jakieś problemy zdrowotne, albo wychowawcze, ale wcale tak być nie musi, a nawet jeśli się pojawią, to są do rozwiązania. My mieliśmy najpierw przybłędę Kajtka, potem najlepszą suczkę na świecie, czyli Dingę z Fundacji Canis, a teraz dwupsiaka Twixa i Tito ze Schroniska na Paluchu. Znowu mieliśmy szczęście, bo to są psy, które mają więcej zalet niż wad :)

U nas z każdym dniem, a przecież to dopiero niecałe cztery tygodnie, psiaki oswajają się z nami, z nowym domem i z okolicą. Mamy już znajome pieski i znajome ciocie psiary, które bardzo czule odnoszą się do naszego dwupsiaka. To bardzo ważne, bo psy przez 5 miesięcy zamknięte w betonowym boksie, pomimo wizyt wolontariuszy, przeżywają ogromny stres wracając do środowiska domowego, normalnych spacerów, na których spotyka się ludzi i psy. Pracuję nad niefajnymi nawykami: Twix potrafi rzucić się na psa nastawionego konfrontacyjnie, a Tito obszczekuje ludzi. Robi to ze strachu. Poza tym odkryłam, że niestety psy musiały być bite przez poprzedniego właściciela. A i z brzuchami raz jest lepiej, raz gorzej, a odrobaczanie w trakcie.

Najważniejsze dla mnie jest to, że sposobem i podstępem, metodą prób i błędów. udało mi się ogarnąć wycie i szczekanie, kiedy wychodzimy z domu. Oczywiście zdarza im się szczekać, a nawet zawyć, ale nie trwa to długo i same się uspokajają. Tito sika w domu już sporadycznie, ale jeszcze pokój musi być zabezpieczony tekturami i folią, bo szkoda mebli tapicerowanych.

Twix pięknie bawi się zabawkami, tarza po posłaniu, po dywanie i nauczyłam go podawać łapę. Tito już więcej śpi, nie jest taki spięty i czujny, a na spacerach już tak strasznie nie ciągnie, interesuje się okolicą. Obaj już się do mnie przywiązali:i bardzo lubią głaski i mizianie)

Jedno jest pewne: to była dobra decyzja, żeby psów, które tyle lat wychowywały się razem nie rozdzielać i dać im obydwu jeden dom. Są ze sobą niesamowicie zżyte i gdyby były rozdzielone, to byłaby dla nich prawdziwa tragedia. Już i tak wystarczająco się nacierpiały w schronisku. Pracy przy „bliźniakach” jest więcej, ale za to jakie mamy widoki! Po prostu bezcenne :)))
.

















.
.




niedziela, 17 września 2017

Serce nie sługa, czyli jednak pies...



... a nawet dwa psy :)


Czarny Twix i biały Tito :)

Tak to już jest. Jeden rodzi się lotnikiem i w nocy śni, że ma skrzydła, drugi kierowcą i uwielbia jeździć 12 godzin na dobę, a jeszcze inny rodzi się psiarzem. I na nic zdadzą się zdroworozsądkowe rozmowy z samym sobą, że się już psa brać  nie powinno. Cóż, serce nie sługa...
Po śmierci Dingusi w listopadzie ubiegłego roku moje serce długo było szczelnie zamknięte na psie uroki. Ale wakacyjna  psia przybłęda Rojek, która na wczasach spędziła ze mną zaledwie cztery dni i potem wróciła do właściciela, przełamała tamę moich zblokowanych uczuć. 

Zaczęłam zglądać po internetowych stronach fundacji i schronisk. Właściwie chciałam małą, niemłodą i niekłopotliwą suczką , ale tak się stało, że nasz wybór padł na dwa psiaki ze Schroniska na Paluchu w Warszawie, dwupak po zmarłym właścicielu, od zawsze razem. Do schroniska trafiły pięć miesięcy temu, wystawiane do adopcji razem, czarny około 9 lat, biały około 7 lat. Brak jakiegokolwiek zainteresowania skłonił schronisko do zaoferowania adopcji oddzielnie. I serce, nie sługa, się nam pokroiło, na myśl o tym, co te psy przeżyją rozdzielone. W dodatku adopcja razem mogła dawać nadzieję, że szybko i bez problemów się zaadaptują w domu. I tak Twix (czarny) i Tito (biały) znalazły się pod naszym dachem w zeszłą sobotę. 

Ze schroniska wyniosły imiona, złe wspomnienia, strach po zamknięciu w klatce i biegunkę, która trwała właściwie przez cały czas pobytu. Biały jest chudy jak szkielet. Choć jadł normalnie, we krwi wyszły wskaźniki dla psa głodzonego. Po czarnym chudości nie widać, ale też jest bardzo szczupły. Przemiła wolontariuszka Bożenka, robiła co mogła, aby ich los polepszyć, ale to tylko krótki kontakt trzy razy w tygodniu. Twardy beton zlewny wodą z węża, nieogrzewana buda ze słomą, licha karma i wet, który siłą rzeczy ogranicza się do szczepień i ciągłego, bezskutecznego zresztą, odrobaczania. A tu brzuchy bolą, biegunka męczy i szczypie w pupy, a dokoła niemilknące nigdy ujadanie prawie 800 psów, które nie pozwala na sen, a jedynie na czuwanie. A do tego złamane przez zły los psie serca, które w jednej chwili straciło wszytko co w psim życiu cenne: swojego pana i dach nad głową. Wolontariuszka była pewna, że Tito zimy w schronisku by nie przetrzymał. 

Prosto z Palucha pojechaliśmy do naszego nowego weta. Na pierwszy ogień poszła biegunka. Idzie nam ze zmiennym szczęściem, dziś sraczka większa :(  Jak tylko brzuchy się uspokoją to pilnie trzeba będzie odrobaczać. Potem będzie jeszcze parę ważnych spraw do ogarnięcia: koszmarny kamień na zębach u obydwu ( biegunka też może się wzmagać i od kamienia i od robali). U Tito trzeba się zająć zmianami skórnymi, przebadać wątrobę i trzustkę. Już drenują mi kieszeń, że uch!

Jednak zdrowie fizyczne jakoś się ogarnie. Dziś bardziej mnie martwi to, że Tito od pierwszych godzin wykazywał lęk separacyjny. Odkleił się od nogi wolontariuszki, do której tulił się popiskując i przykleił się do mojej nogi :( Kiedy mu znikam z pola widzenia, w łazience, w pokoju, piszczy i skomle jak szczeniak. Lęk oczywiście nasila się kiedy wychodzimy z domu. Wtedy oprócz skomlenia pojawia się wycie i szczekanie, do którego dołącza się Twix. Zdarza się też niekontrolowane siknięcie. A przecież musimy wychodzić do pracy. Nad lękiem i adaptacją pracujemy z psami od pierwszego dnia. Jestem też po konsultacjach z behawiorystą ze schroniska. Potrzeba nam dużo czasu i cierpliwości. Nie wiem, kiedy cierpliwość stracą nasi sąsiedzi :( 
W tym przypadku teoria o łatwiejszej adaptacji dwupaka  akurat się nie sprawdziła. 

Moje życie się bardzo zmieniło. Mam zajęcie od świtu do nocy :) Wychodzę regularnie na długie spacery. Głaszczę futerka moich :) piesków. Obserwuję, jak zmienia się ich zachowanie, jak Twix się zadomawia, jak Tito pomalutku przestaje się szarpać na spacerach. I znów mam psie oczy we mnie wpatrzone :***

P.S. 
Nasze wypieszczone "dizajnerskie" gniazdko zmieniło się tymczasem w psią budę ;-), bo trzeba zastawiać, owijać folią, zabezpieczać i barykadować. Mam nadzieję, że kiedyś wrócimy do normy.


Taki świat zza krat :****

Schronisko na Paluchu, to niezła infrastruktura,
ale nic nie zmieni faktu, że to jest więzienie...

Już przy wejściu tablica polecanych do adopcji piesków.
Idąc między boksami patrzyłam pod nogi, nie rozglądałam się,
żeby nikt inny, na pewno też bardzo biedny,
 nie zmienił mojego, już dokonanego wyboru.

Na drodze do nowego życia zaświeciło nam piękne,
wrześniowe słońce. Psy w wielkim stresie,
a ja również w wielkich emocjach.

Pierwszy wspólny wieczór. Zrobiłam im dwa posłania:
 dwupsowe i jednopsowe, bo nie wiedziałam jak chłopaki sypiają.

Z lotu ptaka :)

Zwiedzamy okolicę :)

Trudno ich obu złapać w kadrze.

Na razie na biegunkę gotuję ryż z piersią kurczaka,
 a potem się zobaczy, co będzie im dobrze wchodzić do brzuszków.

A było tak ładnie ;-)

A teraz jest tak. Wszystko pozastawiane tekturami i
 owinięte  w folię, żeby nie zostało zasikane.
Zamiast dywanów podkłady. Minimalizuję straty.

Kolumny też w workach na śmieci,
bo wiedziałam, że się spodobają ;-)

Twix szybko się zadomawia :)

Tito ciągle czujny, mało śpi, nie chce ( nie umie?) się bawić,
ale dziś pierwszy raz kokosił się na plecach na posłaniu :)

Sukces :) Po niecałym tygodniu słodki Twix
 śpi z łapami do góry :)
A biedny Tito wciąż spięty, czujny, rozedrgany :(

.
.