czwartek, 2 marca 2017

Wracam, skąd przyszłam.


 Wracam tam, gdzie wszystko się zaczęło. I życie się zaczęło, i szkoła się zaczęła i małżeństwo się zaczęło. 

 Wracam razem z mężem, który też jest stąd, choć nie od tak dawna jak ja. A więc klamka zapadła i wielki powrót już trwa. Przeprowadzamy się. Wracamy na nasz ukochany, stary Żoliborz, gdzie jak promienie słońca ulice trzech wieszczów przecinają Plac Wilsona.

 Po urodzeniu mieszkałam na ulicy Mickiewicza, potem, od kiedy zaczęłam chodzić do przedszkola, na ulicy Słowackiego, z której wyprowadziłam się w noc po ślubie, a teraz będę mieszkać na ulicy Krasińskiego. Gdyby wbić wielki cyrkiel w środek Placu Wilsona i narysować kawałek okręgu, wszystkie te trzy domy znalazłyby się na łuku, oddalone od siebie o kilkaset metrów. A tuż obok placu wciąż jest nasza szkoła podstawowa, choć dziś to gimnazjum, i nasz kościół Św. Stanisława Kostki, z grobem księdza Jerzego, i Teatr „Komedia”, i park przy Komedii i oczywiście moje przedszkole, i moje podwórko i to pierwsze i to drugie. 

 Wracamy razem na nasz Żoliborz, który połączył nas dwoje na to wspólne, już trzydziestoośmioletnie życie. To tu zaczęło się wszystko między nami, wspólna szkoła, jedna i druga, pierwsza randka, pierwsze trzymanie się za ręce, pocałunki, pierwsza kłótnia, decyzja o ślubie, tu zaczęła się miłość na całe życie. 

 I choć prawie od roku wędruję małymi uliczkami serca Żoliborza, remontując i urządzając mieszkanie na Krasińskiego, to wciąż jestem niezmiennie zadziwiona i wzruszona. Strasznie mnie rozczulają te znajome miejsca i bardzo się cieszę, że podjęliśmy decyzję o powrocie na Żoliborz.

 Przez ostatni rok, rok nieobecności na tym blogu, zrobiłam mnóstwo różnych rzeczy w „czterech ścianach” mieszkania, w którym kiedyś mieszkał mój mąż ze swoją Mamą i Ojczymem, a do którego teraz my się przeprowadzamy. Przed rokiem to było zupełnie inne mieszkanie. W ciemnych kolorach, ciężkich tkaninach i futrach, pełne obrazów, rzeźb, różnych „staroci”, bo taki wystrój lubiła moja Teściowa. Zmarła rok temu.
 Ponieważ rok temu nie zamierzaliśmy tu zamieszkać, a mieszkanie miało być wynajmowane, zaczęłam je remontować i urządzać, właśnie pod wynajem. Miało być ładnie, ale niedrogo. Prosto i raczej skromnie. Zaczęło się od zlikwidowania ścianki działowej między aneksem kuchennym, a pokojem dziennym Założyłam, że wykorzystam kilka pozostawionych przeze mnie mebli, wszystkie poza przedwojennym biurkiem, pochodziły z lat 60tych. Szafy i regał na wysoki połysk, ława-jamnik i dwa fotele. Zostawiłam też niezwykle dla mnie sentymentalne meble z giętego metalu, bo w moim dzieciństwie też takie były w moim domu. Malowałam meble, wymieniłam fugi w glazurze, a terakotę pomalowałam farbą do betonu. Wymiany wymagał też kit w parkiecie, podłogę potem polakierowałam prawie na biało. Znowu malowałam szafy, też tę wielką do sufitu w kuchni. Malowałam krzesła, lampy, stołki obrazki.Zrobiłam abażury, pokrowce na fotele, uszyłam tapicerkę na krzesła. No i oczywiście szyłam: zasłony, narzuty, zagłówek do łóżka, poduchy, poduszki, poduszeczki. I szydełkowałam: obicia stołków, poszewki na poduszki, dywaniki, kieszenie na drobiazgi, a nawet ramę do lustra. I coś z czego jestem najbardziej dumna: odrestaurowałam to przedwojenne biurko, które było pokryte kilkoma warstwami bejcy i lakierów, a ja zrobiłam z tego dąb szczotkowany. Kupiliśmy nowe sprzęty AGD, rząd nowych szafek kuchennych, nowe łóżka do dwóch sypialni, dwa regaliki i czarny stół, wszystko najtańsze, bo pod wynajem. Na podłogę, poza dwoma sypialniami, gdzie pozostał parkiet, położona została wykładzina PCV, żeby było szybko i tanio, i żeby wynajmujący mieli ułatwione sprzątanie. A do tego dywany, bo trzeba jakoś "ocieplić". Zamiast rolet na okna zdecydowałam się na karnisze jednoszynowe i zasłonki, bo rolety wynajmujący szybko by zepsuli. I tak wszystko planowałam z myślą o wynajmie.

W grudniu zmagania remontowo-wnętrzarskie prawie dobiegły końca, a mieszkanie zmieniło się nie do poznania. Wtedy jakoś tak mi się strasznie żal zrobiło tego miejsca. Wyjątkowego, bo budynek jest z 1930 roku, zachowała się przedwojenna stolarka, zamek w drzwiach i wizjer, mosiężne klamki i tyle dawnych historii. Pożałowałam też mojej gigantycznej pracy włożonej w to mieszkanie, której wynajmujący zapewne by nie uszanowali. Aż wreszcie do głowy przyszła ta przewrotna myśl: to może, zamiast wynająć obcym ludziom, sami się tu przeprowadźmy? Pomimo tego, że przyzwyczailiśmy się do mieszkania na Ursynowie i tego, że na Żoliborzu nie ma gdzie parkować, i nie ma supermarketów, a właściwie to w ogóle nie ma porządnych sklepów i pomimo tego, że nie ma tu balkonu. No i na przekór wielkiemu przywiązaniu do lotniczych, przepięknych widoków z okien na naszym ursynowskim XI piętrze.
Żałujemy, że nie zrobiliśmy generalnego remontu łazienki i nie wstawiliśmy prysznica zamiast wanny. Sobie wymienimy jedynie kibelek, bo to nie jest inwazyjne. A wanna dostanie zasłonkę prysznicową.

 Porzucimy niebo na Ursynowie, ale zostaną bardzo miłe wspomnienia, bo było nam tu dobrze. No i tu przez trzynaście lat mieszkała z nami ukochana Dingunia. Teraz przyszedł czas na zupełnie nowy etap w życiu, bez dziecka i bez psa... Wracamy skąd przyszliśmy, bo zwyciężyło przywiązanie do miejsca dziecięcej beztroski i nastoletniego buntu, do miejsca, gdzie przez szczenięce lata spenetrowaliśmy każdy zakamarek i skąd wreszcie wyruszyliśmy razem w prawdziwe, dorosłe życie. To jest jak sentymentalna podróż do przeszłości. Fajnie jest wrócić do korzeni :)

P.S. Zdjęcia wnętrz fotograf Michał Młynarczyk
Zdjęcia zimowe- Justynka, a reszta to ja :)

Budynek WSM, Kolonia IV, został przed wojną zaprojektowany przez
małżeństwo architektów -słynnych Państwa  Brukalskich. Trzypiętrowy,
po dwa mieszkania na piętrze, w lustrzanym odbiciu.
Wybudowany w latach 1929-1930.

Mój podziw budzi przedwojenny projekt mieszkania,
gdzie pokój dzienny ma aneks kuchenny.




To był kiedyś pokój męża, tu się spotykaliśmy. Tak zrobiłam dla wynajmujących.
Mąż zamieni ten pokój w ... modelarnię i będzie już inaczej :)


A to będzie mój pokój.

W pudłach same włóczki :)))



Łazienka z dużym oknem ma wiele zalet :)

Włoska glazura z 1976r.  po wymianie fug wygląda jak nowa. 



Nasza suńka będzie z nami :*

Podwórko, budynek na przeciwko.

Nasz nowy dom.

Widok na ulicę Krasińskiego.

Widok na podwórko latem.

A tak było zimą :)



Dziękuję, że dotrwaliście do końca :)


37 komentarzy:

  1. sympatia, zyczliwość i dobre blogowe relacje- chyba mnie przygnały po nocy do komputera- dopiero biegnę czytać.

    taka radość z postu

    hahahaha, dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaka radość we mnie, że wciąż o mnie pamiętasz, Alis :)))

      Dziękuję !

      Usuń
    2. Pięknie jest. I tak domowo.....
      Zaciekawiłaś historią z cyrklem, Twoja genealogia ciągle Cię przyciąga. A swoja drogą masz jeszcze jakąś ciekawą opowieść?

      Ja muszę rozsądnie do geni podchodzić, bo wciągnęła by mnie na maksa.... u Ciebie Kaczko chętnie poczytam.

      Usuń
    3. niesamowicie rozczuliło mnie krzesło przy biurku, co za pomysł z pomponikami :) bossskie....
      :))))))
      Skojarzenie z Tobą, tylko ze znajomości blogowej wręcz mnie zaskoczyło..... było takie realne.

      Usuń
    4. Powieści Alis jest jeszcze mnóstwo, nawet jeszcze więcej. I pięknych zdjęć i pięknych ludzi i pięknych historii. Tylko czasu tak dramatycznie mało :(

      A co do krzesła przy biurku, to jeszcze je pokażę osobno, bo naprawdę wyszło ciekawie :)

      Miłego weekendu, Alis, kwa, kwa :)

      Usuń
    5. można tak sobie poklikać w te piękne zdjęcia...
      tym razem mnie zachwyciły buty i torebka....... :)
      sprytny pomysł... :)

      Usuń
    6. Sprytny i tani :))) Buty nienadające się do chodzenia, takie plastikowe, więc nowe kosztowały 10zł, a torebka 5 zł. Choć jak na mój minimalistyczny gust, to mogłabym się bez tych ozdób obyć ;) Skusiły mnie po prostu.

      Uściski Alis ślę :)

      Usuń
  2. Wspaniałe wnętrza :) misterna praca i kolory :) Już to mówiłam i pisałam, jesteś niezwykła! I widzę fotele, co to po tysiaku na allegro 'chodzą'. Miejcie na Żoliborzu bardzo dobry czas ze sobą i piękną wiosnę, lato i resztę czasu, który sobie wspaniale urządzicie, więcej i dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Małgosi za dobre życzenia i za to, że mnie doceniasz. To jest wspierające :)

      Fotele, to tzw. "liski". Ja miałam za dzieciństwa jeszcze bardziej kultowe fotele projektu Chierowskiego - model 366, ale już od dawna ich nie ma. Na zdjęciu pokazującym wejście do przedpokoju stoją dwa metalowe stołki, projekt Władysława Wołkowskiego. Zbeszcześciłam je robiąc inne siedzisko, bo oryginalne sznury Wołkowskiego wpijały się co nieco ;-) Z rozrzewnieniem oglądam zdjęcia wnętrz na których widać wielki powrót design`u z lat 60-tych, bo to była piękna sztuka wnętrzarska. Ceramika z Ćmielowa,tzw. picassiaki, szkło z Huty w Ząbkowicach, krzesła i stołki patyczaki, proste fajne meble fornirowane drewnem, po prostu miej dzieciństw :) Mam szczęście, że akurat znów są na topie. A pamiętam, kiedy byłam młoda, pod koniec lat siedemdziesiątych miałam zupełnie inne meblowe marzenia ...

      Uścisków moc posyłam :)

      Usuń
    2. Kupiłam jeden fotel Chierowskiego, właśnie model 366 i znalazłam we Wrocławiu warsztaty odnawiania tych wszytkich tapicerowanych cacek. Paddy namawia mnie abym wzięła tam fotel i zrobiła od nowa :) myślę, że jak się zrobi cieplej to polecę, fotel mam w Polsce :) I dobrze, ze wymieniłaś siedziska w stolkach. Jestem właśnie za takimi zmianami. No i masz stół cacuszko i krzesła. Stoliki i fotele - identyczne miała moja babcia ale po jej odejściu ciotka zdewastowała je wystawiając po gruszę. Nie chciała ich nam sprzedać, wolała zniszczyć. W Warszawie, chyba na Wilczej ale mogę się mylić, jak będę przy kompie to sprawdzę, jest galeria z takimi meblami, które otrzymały drugie życie. Ale ceny są poza moim zasięgiem, dlatego kupiłam fotel do samodzielnej renowacji :) wykonalas mnóstwo wspaniałej pracy :)

      Usuń
    3. Sprawdziłam to SH Studio, właścicielem jest przemiły człowiek, bo kiedy tam się pojawiliśmy, ogladaliśmy każdy mebel i nawet powieka mu nie drgnęła, chociaż wiedział, że nic nie kupimy. Nawet dostałam katalog odnowionych mebli :) jak szybko można zadowolić kobietę :P poza tym, to wspaniała inicjatywa w dobie wyrzucania wszystkiego na śmietnik :*

      Usuń
    4. Jestem tego samego zdania, że dobre rzeczy powinny dostawać drugą szansą. Bardzo żałuję, że meble, które kupował jeszcze mój ojciec w połowie lat 60-tych zostały zamienione na "nowszy" model, niby nowocześniejszy. U mojej Teściowej zachowały się, bo inwestowała w utrzymywanie piesków, a nie w nowe meble, i dzięki Bogu :) też oglądam fajne przeróbki mebli z PRL-u, wszystkie mi się podobają. A ceny nowych rzeczywiście powalające. No cóż popyt kształtuje ceny. Każdą rzecz w tym mieszkaniu odnowiłam- wyczyściłam, uzupełniłam ubytki, pomalowałam, jeśli trzeba było zupełnie odmienić, bo zupełnie nie pasowały, tak jak w szarej sypialni.

      Fotel Chierowskiego 366 jest bardziej "skomplikowany" do tapicerowania niż "lisek", bo ma dwa guziki i rancik na brzegu. Ja dałam do tapicera do wymiany wszystkiego (gąbki, pasy itd, i z moim materiałem zapłaciłam po 250zł od fotela. Potem sama uszyłam już na same siedziska obicie z tego samego materiału, żeby wynajmujący :) nie zniszczyli.

      Usuń
    5. No właśnie rancik, ale może ten kurs tapicerski da mi jakąś możliwość wejścia w te niuanse, kurs nie jest drogi, bo niewiele więcej niż zapłaciłaś za usługę tapicera, a mnie chodzi o to, by sobie tutaj w IE naprawiać stare krzesła, bo mogę kupić niekiedy takie odjazdowe krzesła, ale kto to naprawi, a ja lubię takie właśnie odnawianie. Woskowanie drewna, olejowanie, tak, to mnie pociąga. Poza tym biurko pięknie się prezentuje i te wszystkie stołki, taborety, no bardzo lubię. I powtórzę się, dla mnie jesteś mistrzynią! I Dinusia też ma swoje miejsce :)

      Usuń
    6. Idź za głosem serca eM, na kurs tapicerski :) A może stanie się kolejną rzeczą, która pokochasz robić ? Dziękuję za mistrzynię i przyjmuję ten tytuł z lubością :)

      Buziaki i kwaki ślę...

      Usuń
    7. No i szydełkowane rzeczy, moja babcia potrafiła, ja nigdy się nie nauczyłam :( ale spoko, wiem, że nie można mieć wszystkiego, talentów również :P buziaki ciepłe moja Guru :)

      Usuń
  3. Pięknie! Idzie nowe! Ale po co Wam pięć zamków w drzwiach wejściowych ? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Dudi ... zamki są tylko cztery ;-) i wszystkie na chodzie ! Ten nad klamką jest przedwojenny, podobnie jak całe drzwi i klamka i wizjer. Przeżył wojnę, a ja miałabym go wyeksmitować? Ten pod klamką jest powojenny i też wiele pamięta. Ten najniżej założyła moja Teściowa, więc jakbym mogła go wywalić, no jak ? A ten najwyżej to już ja zarządziłam, a co, też chcę mieć swój zamek !!!

      Usuń
  4. Ojejku!!!! Jak pięknie!!

    Wiele miłości, chwil cudownych, poranków słonecznych, widowiskowych zachodów (choć już nie z dziesiątego piętra), smacznego przy stole, rozmów długich jak korki warszawskie (i co tam jeszcze trzeba) Wam życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baaaardzo dziękuję, Fibulo za piękne życzenia na nową drogę życia :)))

      Usuń
    2. *jedenastego piętra (skąd w mej głowie to dziesiąte?)

      Usuń
    3. A tak w ogóle to wróciłam sobie jeszcze raz popatrzeć. :-)

      Usuń
    4. Dziesiątka wzięła się pewnie z odjęcia pałki od iksa :) Strasznie się cieszę, że Ci się podoba Fibulo :)

      Usuń
  5. Ogrom pracy, piękne wnętrza, niech Wam się wiedzie w nowym-starym otoczeniu; świetny pomysł, żal byłoby wynajmować; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty Mario możesz najlepiej sobie wyobrazić jak tu było przedtem. Teraz naprawdę jest inaczej i tak, że dobrze się tam czujemy, bo jest jakoś tak wesoło. W każdym kątku praca moich rąk :), choć rzeczy ze spadku pokoleniowego.

      Najserdeczniejsze pozdrowienia ślę na Pogórze :)
      BB

      Usuń
  6. Ależ to wszystko cudne! I opowieść i mieszkanie. Nie mogę się napatrzeć! Wchodziłam dzisiaj w pracy kilka razy żeby sobie oczy napaść, a dopiero teraz mam czas coś skrobną. Ile tutaj pomysłów, jakie piękne ciekawe detale! Jesteś naprawdę niesamowita!
    I dobrze, że nie wynajęłaś. Wynająć TAKIE mieszkanie - z 20-lecia, oryginalne (chyba lampa wisząca w jednym pokoju też oryginał - piękna), budowane z cegły, pomieszczenia dla ludzi, drzwi, że można przez nie swobodnie przejść - i kisić się w bloku, to byłby grzech ciężki! Gorszy niż opychanie się kiełbasą w Wielki Piątek! Meble z lat 50-60 to ostatni pisk mody, a jeszcze te na wysoki połysk. No i te słodkie udziergi! Boszszszsz! Zakochałam się!
    Ale przyznaj się - mimo ciężkiej pracy musiałaś mieć niezłą frajdę przez ten rok ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S.
      :D Widzę tam jeszcze miejsce na klatkę z wieprzusiem ;)))

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę, że Ci się spodobało Psie w Swetrze !!! :) Nowe żyrandole są tylko trzy- te druciane, dwa czarne i biały w aneksie kuchennym, a reszta rzeczywiście starocie. Masz świętą rację, że takie mieszkania mają specyficzny klimat. Są wysokie, to ma ponad 3 metry, a to powoduje, że czuje się przestrzeń. Mury grube na pół metra i stropy takoż, więc nie ma dźwięków zza ściany. No i ta historia... Kiedy przychodzę do takich domów i idę schodami, zawsze myślę o tych wszystkich ludzkich nogach, które wyślizgały stopnie przez prawie sto lat, nawet te marmurowe. I dotykam drewnianej poręczy przy schodach, z takimi myślami o rękach. Próbuję sobie wyobrazić uczucia mieszkańców 1 września 1939, albo te z 1 sierpnia... Moja Teściowa zamieniła się w 1976r. na to mieszkanie, oddając trochę mniejsze też na tej Kolonii. Poprzednia właścicielka, już wówczas mocno starsza, mieszkała w nim od samego początku, też w czasie wojny. Mieszkanie mało pecha, bo się w Powstaniu nadpaliło i po wojnie wymienili parkiet na nowy, który nie umywa się do przedwojennych dębów. Moja teściowa wymieniła też okna na plastikowe, ale tak zrobili prawie wszyscy lokatorzy. Poza tym wszystko zostało po staremu, bez gładzi gipsowych i gresów na podłodze. I to mnie strasznie cieszy, że tyle tu oryginałów.

      A z frajdą było tak, że najpierw musieliśmy "rozprawić się" z rzeczami, które zostały po teściowej, a to jest takie smutne. Potem "fachowcy" malowali mieszkanie, a dopiero potem ja się złapałam za pędzel i dłutko :) Tak naprawdę fajnie było dopiero na etapie realizacji własnych pomysłów. Lubię taką twórczą pracę, więc oddałam się jej bez reszty, choć z myślą o wynajmie. I w końcu sama zakochałam się w tym mieszkaniu, a resztę już znasz :)

      Muszę się też przyznać, że wielką frajdę sprawia mi wykorzystywanie starych rzeczy do cna, tak żeby miały drugą szansę. I te wszystkie uratowane stare graty cieszą mnie podwójnie :) I do tego koszty takiej modernizacji są właściwe znikome, a efekt niczego sobie.

      No cóż, mnie też się podoba :)))

      Usuń
    3. A klateczka pewnie by się zmieściła, ale wiesz jak jest :( Ja za to chodzę do Ciebie oglądać koty w wannie i niezmiennie mnie rozśmieszają te balety z ciekawości :)))

      Wszystkie Wasze łapki ściskam,
      BB

      Usuń
    4. Oj, znam ja opróżnianie mieszkań po zmarłych krewnych z całej historii ich życia. Ciężko jest. A mam Tak jak Ty, że każdy trancik chciałabym jakoś wykorzystać, zagospodarować, albo chociaż w tym celu zachomiczyć na później - a miejsca brak. Teraz, żeby nie zarosnąć dobrami materialnymi, staram się ich ilość ograniczyć. Oszczędzę roboty spadkobiercom ;)
      No i mam tak jak Ty - kiedy czegoś starego dotykam. Kto to dotykał przede mną. Kto siedział na fotelu, kto pił z filiżanki etc. A stare domy, klatki schodowe, mieszkania mają jeszcze swoje specyficzne zapachy, które na mnie działają z dużą siłą.
      Fajnie to się robi jak się posprząta po remoncie i można się zacząć bawić w ozdóbstwa - fakt niezaprzeczalny :)
      ALE ŚLICZNIE JEST!!! :D
      No i tak sobie pomyślałam, że w takich miejskich przestrzeniach są bezdomne koty. Bronisz się, zakładasz, że nie, a ja się zastanawiam, kiedy taki do Cibie po prostu sam przylezie ;))) Ale się będę śmiała!
      Odściskujemy!

      Usuń
    5. To prawda, że człowiek się zarzeka, że nie, ale wyroki boskie są niezbadane :) Na szczęście ...

      Usuń
  7. BB, odzwyczaiłam się chyba od blogowania, bo mam w głowie mnóstwo wrażeń z oglądania zdjęć Twojego nowego gniazdka, a nie umiem ich wyrazić (choć usiłuję od kilku dni). Pozostanę przy tym, że moim zdaniem jesteś bardzo bogatą osobą, kobietą z całą walizką skarbów, z których te najbardziej cenne są nie do odebrania. Do tego, gdybym była reżyserem, zaraz spróbowałabym Cię namówić do udostępnienia mieszkania w celu nakręcenia filmu. W tym filmie nawet nie musiałoby się wiele dziać, bo sama scenografia to już byłaby duża część narracji. Przyglądałam się wszelkim szczegółom począwszy od samej architektury czy ulokowania Twojego domu, widoku z okien, przez takie elementy jak instalacja grzewcza, stare kafle, drzwi aż po detale związane z umeblowaniem i wystrojem i powstawały mi w głowie rozmaite wyobrażenia i nasuwały się całkiem ciekawe myśli i przeżycia. Teraz właśnie rozważam, czy przypadkiem nie taki skutek przynosi zwykle kontakt ze Sztuką :-). No i widzisz BB, chciałabym to lepiej wyrazić, ale wyszło właśnie tak. W sumie żałuję, że nie umiem kręcić filmów, bo bym Ci wszystko chyba lepiej opowiedziała w innej formie :-). Całuję Cię BB (z serdecznością oraz należnym artystce szacunkiem :*)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tesiu Kochana, ależ poczułam się doceniona i skomplementowana, choć wiele nie zależało ode mnie, a było "dobrodziejstwem inwentarza" :) i narzuciło konkretne rozwiązania.

      Film... to byłoby dopiero zamieszanie :)))

      I wciąż z nie mniejszą radością, myślę, że Sztuka jest szczęściarą, że może się powierzać w Twoje ręce :)))

      SMBOx 10000:)))

      Usuń
    2. Dla mnie to właśnie wielka rzecz, nie szukać nie wiadomo czego, nie wiadomo jak daleko, tylko robić coś wartościowego z tym, co się ma w zasięgu ręki :-).

      Takie... piękne zamieszanie :-)

      Jeśli Sztuka lubi niekłamany zachwyt i bezwarunkowe docenienie, to nie mogła trafić lepiej, czyli faktycznie jest szczęściarą ;-).

      Bądź szczęśliwa w swoim nowym domu :*

      SMBOX100000100 :-):-):-)

      Usuń
    3. Dziękuję Tesiu :)

      P.S.
      Napisałam do Ciebie mail, ale kliknę go jeszcze raz :)))

      i oczywiście NSMBX10000000200 0-))

      Usuń
  8. Fajnie jest wrócić na "stare śmieci" :) Ja też mam nadzieję na to, że wreszcie wrócę do swojej dzielnicy i to już niebawem. Tylko ten remont... Muszę Ci powiedzieć, że oglądam zdjęcia i zbieram szczękę z podłogi. Co pozbieram, to mi opada. To, co wykonałaś w tym mieszkaniu jest tak nieprawdopodobnie cudowne, że....szok! To się po prostu nadaje do jakiegoś katalogu wnętrzarskiego. Ogromnie mi się podoba ta otwarta przestrzeń i biel przełamana kolorem i wzorami. A kafelki w łazience, po prostu rewelacja :) Widok z okna może nie taki okazały, jak poprzedni, ale za to bardzo klimatyczny i napawający spokojem. Najważniejsze jednak, że to mieszkanie ma duszę, Waszą duszę :)
    Ściskam Cię moooocno :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Polly Anno za tyle miłych słów :))) I już trzymam kciuki za Twój powrót do swojej dzielnicy. A remont, no cóż, jest jak gorzka pigułka, trzeba przełknąć, żeby potem było lepiej. :)

      Usuń