wtorek, 29 września 2015

Sentymentalna podróż - Konstancin, Chyliczki, Skolimów.


Zawsze łatwo się wzruszałam, ale wraz z upływem lat moja sentymentalna natura staje się coraz bardziej wrażliwa na impulsy związane z przeszłością. Szukam korzeni, starych śladów na ziemi, tak jakby bez nich nie mogło się domknąć moje samookreślenie. Potrzebuję ich, aby siebie zdefiniować, zrozumieć i zaakceptować. Jestem łasa na emocje wzbudzone przez doświadczenie ciągłości trwania miejsc na linii upływającego czasu.

Jestem stąd i szczerze kocham to miejsce na ziemi, Żoliborz, Warszawę, Mazowsze i Polskę. To jak kręgi na wodzie…

Jakiś czas temu powstał pomysł, aby wybrać się na wycieczkę w przeszłość. To moja Mama, która niedługo skończy 76 lat, chciała odwiedzić miejsca swojego urodzenia i dzieciństwa. I to właściwie Ona zabrała mnie i mojego brata w tę niezwykłą podróż. Nie była to daleka wyprawa, bo tuż pod Warszawę, a na naszej trasie kolejno odwiedziliśmy Konstancin, Chyliczki i Skolimów.

Zaczęliśmy od Konstancina, choć to miejsce było ostatnim, o którym mogliśmy powiedzieć: to nasza ziemia. Tak się w życiu ułożyło, że sprzedaliśmy działkę przy ulicy Suwalskiej. W inne ręce poszła ta parcela, którą po swojej mamie odziedziczyła moja Babiśka, a po niej ja. Nie byłam w tym miejscu od 1997 roku. To  niecałe 20 lat i nie przypuszczałam, że może się aż tak zmienić. Nowi właściciele wybudowali olbrzymi dom, ale największe zmiany są dziełem natury. Zamiast wielkiej, słonecznej łąki, która ciągnęła się za naszym parkanem, aż po linię drzew okalających rzekę Jeziorkę, teraz właściwie rośnie dziki, liściasty las. Młody samosiew z klonami, dąbczakami, olszynami, z jeżynami i gromadami niejadalnych grzybków.  Po prostu trudno w to uwierzyć. Zniknęła zalana słońcem, pachnąca łąka…

Moja Mama, urodzona w październiku 1939 roku, niewiele pamięta z dzieciństwa, które przypadło na lata II wojny światowej, i te kilka po wojnie. Spędziła je w domu swojej babci, a mojej prababci Marianny Góreckiej, z domu Wysiadeckiej, w Chyliczkach. Zachowało się jedno przedwojenne zdjęcie, na którym widać fragment domu, prababcię przy balii z praniem i trójkę rodzeństwa – maja babcia Babiśka – Joanna stoi obok swego pierwszego męża. Na pierwszym planie stoi Tonia (Teodozja) najmłodsza siostra Babiśki, a trochę wyżej „środkowy” brat – Piotr. Babiśka opowiadała mi, że ponieważ była najstarsza, a rodzeństwo sporo młodsze, miała wiele domowych obowiązków. Na tym zdjęciu jednak to „Babcia Górecka”, bo tak była przez nas nazywana, ma ręce pełne roboty. 

Wydaje się, że wspominany dom, przedwojenny i powojenny, to dwa różne domy? Jeden usytuowany przy głównej ulicy wiodącej z Konstancina do Piaseczna, przez Chyliczki. Z tym domem zachowało się mamine wspomnienie kozy Baśki, która zżerała kwiatki w doniczkach. Drugi, to ostatni dom, w którym mieszkała moja Prababcia Marianna, stojący w takiej jakby odnóżce ulicy Kołobrzeskiej. Najważniejszym zapamiętanym przez Mamę elementem, był ganek. Natrafiliśmy na coś podobnego. Początkowo wydawało się, że to ten seledynowy domek, ale potem wyjaśniło, że tamten, babciny, już kilka lat temu został rozebrany. O tym opowiedział nam ktoś z dalszej rodziny mieszkający naprzeciwko, ktoś kto też nie umiał wskazać jakie było dawne połączenie naszych rodzin. Ale bardzo miły Ktoś.

Potem pojechaliśmy na cmentarz w Skolimowie, odwiedzany na Wszystkich Świętych, ale teraz też był koniecznym punktem na mapie. Kiedy patrzę na zdjęcia z pogrzebu przedwcześnie i tragicznie zmarłej Toni, nie widać żadnych innych grobów, a teraz jest ich wokół wiele. Tu spoczęli na wieczny odpoczynek oprócz Toni, Prababcia Marianna i Piotr, brata Babiśki, i pierwsza żona Piotra – Janka, i Małgorzata, przyjaciółka mojej Mamy z lat dziecinnych, i jeszcze inni, dalsi krewni.

Powracają i do mnie wspomnienia prababcinego ganku tonącego w kwiatach malw, widok cioci Toni niedługo przed śmiercią, jakby w szpitalnym ogrodzie, "wujka" Piotra reperującego mój zegarek na rękę. I widzę ciocię Jankę, która pracując w warszawskiej drogerii dawała mi do wąchania wszystkie wody toaletowe i perfumy. Tutaj to Ich miejsce na ziemi staje się też moim miejscem. Tu rodziły się dzieci, też moja Mama. I tutaj dobiegła kresu ziemska wędrówka wielu moich krewnych. 

Po drodze z cmentarza Mama zobaczyła dom w Skolimowie na rogu ulicy Rycerskiej. To był dom, w którym mieszkała jeszcze przedwojenna przyjaciółka Babiśki. Może to ta dziewczyna ze zdjęcia koło drzewa? 

 Na koniec zajrzeliśmy do kościoła pod wezwaniem Matki Boskiej Anielskiej w Skolimowie. Tu Babiśka przystępowała do Pierwszej Komunii Świętej. Potem tu brała ślub, choć małżeństwo to nie okazało się udane i bardzo szybko się rozpadło. Ten kościół był świadkiem wielkich radości i wielkich smutków moich krewnych. I to, że wciąż trwa w tym miejscu, i że prowadzą do niego te same drzwi, jest piękne i wzruszające.

Nigdy nie ciągnęło mnie w świat, może dlatego, że czuję tę więź, przywiązanie do ziemi. Wieź w znaczeniu przynależności, a nie zniewolenia. Dobrze jest móc wracać w takie miejsca i czerpać z tego radość. I nie szkodzi to, że prawie wszystko wokół się zmieniło. Zostaje to, co w sercu na dnie.

Ja na działce w Konstancinie - 1993r.

Jedynak, a za nim łąka w Konstancinie.

Jedynak z moją Mamą - Konstancin, 1993r.

I jeszcze raz Konstancin, przy brzozie...


Jedyne zdjęcie przedwojennego domu.

Moja Babiśka - Joanna wówczas Górecka, 1928r.


To już Pierwsza Komunia Toni, na tle kościoła w Skolimowie,
 widać te wspaniałe drzwi, a kościół jeszcze nie otynkowany.
Tonia urodziła się w 1930 roku, więc to może być rok 1939, lub 1940 ?

Tonia w tej samej sukience co Babiśka, i jaki ma welon :)

Ślub Babiśki z pierwszym mężem, Skolimów, a może
przy kościele?

Babiśka z bratem i siostrzyczką , siedzi narzeczony, albo już mąż?
Moja Mama do Pierwszej Komunii przystąpiła
w Piasecznie

Ślub wujka Piotra (a właściwie mego ciotecznego dziadka) z ciocią Janką.

I to Oni przed domem w Skolimowie.

W środku Piotr i Janka spodziewająca się dziecka, nad rzeką Jeziorką.

I już dzidzia jest na świecie, w Skolimowie.

Janka, moja Mama malutka i Babiśka,
Skolimów, Chyliczki ?

Tamże, razem z moim dziadkiem Jaśkiem ( w środku)

Obok tego domku stał kiedyś domek prababci.

Na Cmentarzu w Skolimowie.

Marianna Górecka, z Wysiadeckich
1898-1969

Teodozja (...) z Góreckich
1930-1966


.
Kościół w Skolimowie, pogrzeb Toni, 1966 rok,

Pogrzeb Toni, droga na cmentarz , 1966r.

Z lewej moja prababcia Marianna nad grobem swojej najmłodszej córki Toni,
obok moja Babiśka. Nic gorszego nie może się na tym świecie przydarzyć matce...
Cmentarz w Skolimowie, 1966r.


Ciocia Janka ... 

A to dom przy ul. Rycerskiej 18 w Skolimowie.

Może to ta dziewczyna z prawej strony, obok Babiśki, tam mieszkała ?
Za ich plecami jest sklep drogeryjny, kosmetyki, leki i smary :) 

Kościół w Skolimowie pod wezwaniem Matki Boskiej Anielskiej.

Moja Mama...

.




A te  drzwi jak wrota do przeszlości

Wystarczy nacisnąć klamkę ...

Najserdeczniej Was pozdrawiam i dziękuję, że tu jesteście :)


35 komentarzy:

  1. Niezwykla jesteś... :-) Ponoć rozmiar korony drzewa jest porownywalny z rozmiarem jego systemu korzeniowego. A pamiętasz zrobione przez siebie foto przedstawiające 3 drzewa (które tak "solidnie" stały)? Bez korzeni to nie byłoby możliwe :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tesiu, to piękne porównanie. Uzmysławia jak ważne są korzenie, ile mogą dla nas znaczyć, ile z nich czerpać. I choć ja się tam nie urodziłam,ani nie wychowywałam, to dzięki temu czasowi, który spędziłam na działce w Konstancinie, dzięki temu, że tam zasypiałam i budziłam się, spacerowałam nad Jeziorką, i po okolicy to czuję się również związana doświadczaniem zamieszkiwania. dzięki temu rzeczywiście przynależałam do tej społeczności.

      SMBO :)

      Usuń
    2. Dobre korzenie rodzinne i geograficzne dają jakąś życiową siłę. Ludziom, którym ich brakuje na pewno nie jest łatwo. Jednak wydaje mi się, że człowiek może się zakorzenić także w tym, co niematerialne i to jest bardzo pocieszające.

      Zdradzę Ci BB, że niektóre miejscowości wymienione przez Ciebie wpisały się także w moją przeszłość :-). To już naprawdę przeszłość i trochę o niej zapomniałam. A przypomniał mi Twój wpis :-).

      SMBOX100 :-)

      Usuń
    3. Tam dom mój, gdzie serce moje ...

      Byłaś tu; gdzie jest Jeziorki brzeg :) A to niespodzianka !

      Odwzajemniam SMBO.

      Usuń
  2. cieszy mnie bardzo ta znajomość moich korzeni, i również kocham te moje kręgi na wodzie. Piękne porównanie, na pewno kiedyś je podkradnę i wykorzystam.

    serdeczne pozdrowienia posyłam...........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, Alis, porównanie Ci oddaję w używanie :)
      Ściskam Cię serdecznie.
      Kwa :)

      Usuń
  3. Piękne wspomnienia, wspaniałe zdjęcia i to uczucie, że jesteś stamtąd... kiedyś ktoś o mnie napisał, że jestem bieżeńcem/biegunem... im częściej o tym myślę i wspomniam dzieje rodziny, odkąd pamiętam uciekali, może mam to we krwi?! Zazdroszczę Ci czasami, oczywiście pozytywnie, miejsc, do których możesz wrócić, spojrzeć na zdjęcia i powiedzieć sobie, wystarczy nacisnąć klamkę. Ściskam i też dziękuję, że jesteś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może masz to w spadku, takie spadki wiele tłumaczą. Jesteśmy różni, jedno osadzenie jak kamienie, inni jak lawina :)
      Odściskuję Cię serdecznie Małgosiu, najserdeczniej :)

      Usuń
    2. BB ile Ty trafnych określeń tu rzucasz: jedno osadzeni jak kamienie, inni jak lawina

      rzeczywiście i u nas w rodzinie są osoby które ganiają po swiecie, byli i przodkowie którzy mieszkali w różnych miejscach, muszę pomyśleć nad tym ..

      eM to mogłoby tłumaczyć niektóre sprawy, zupełnie proste rozwiązanie? :)

      Usuń
    3. Najlepsze jest to, że każdy może wybrać to, co dla niego jest najlepsze. A przynajmniej próbować podążać za takim głosem serca :)

      Usuń
    4. No właśnie... niby proste, ale jednak nie do końca. Jak człowiek zostaje sam, to czasami zaszywa się na końcu świata... kiedyś może o tym napiszę, buziaki miłe Panie :*

      Usuń
    5. Nic nie jest proste, po prostu.
      Ostatnio widziałam napis na murze: Dawniej wszystko było proste ...
      A jednak chyba nie wszystko.

      Już czekam na Twoje spojrzenie na zaszywanie się na końcu świata.

      Łapki ściskam :)

      Usuń
  4. Obejrzałam zdjęcia i przeczytałam z radością, że taką wycieczkę mieliście.
    "Emocje wzbudzone przez doświadczenie ciągłości trwania miejsc na linii upływającego czasu" - piękne, i te emocje, i to zdanie.
    A poza tym... nie wiem, jak to zrobiłaś, ale przypomniałaś mi ganek w domku mojej Babci i Dziadka (ileż tam zabaw i spotkań było), sanie do kuligu, imadło, w którym kasowałam liściaste bilety, piwnicę - taką ziemiankę, która wydawała się niekończących się korytarzy pełna... Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fibulo, jakie to piękne wspomnienia, zwłaszcza liście w imadle mi się podobają. Wracanie do takich wspomnień karmi wewnętrzne dziecko, a z tego wiele dobrego płynie dla nas dorosłych :)
      Dziękuję z wzajemnością.

      Usuń
  5. jeju, aż mi się łezka zakręciła. niesamowita podróż przez życie kilku pokoleń. każdy z jej uczestników ma swoją historię, jak z powieści. zawsze z zapartym tchem czytam Twoje wspomnienia i opowieści. ciekawi mnie historia śp. Toni. co się wydarzyło w jej krótkim życiu i dlaczego tak wcześnie zmarła?
    wiesz, bardzo żałuję, że nie mogę poznać historii mojej rodziny, moich dziadków, którzy już nie żyją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się Polly, że to jest interesujące :)
      Nie rozwijam historii Toni, bo żyje jej córka i wnuczka. Była szczęśliwa będąc panną, potem już życie napisało bardzo smutny scenariusz. Jej syn też zginął tragicznie w 18 lat po Niej. To wszytko nie powinno się stać :****

      Może jednak możesz dotrzeć do jakiś dokumentów swoich dziadków, można szukać w parafiach, w archiwach...
      Serdeczne uściski ślę :)

      Usuń
    2. musiałabym przemierzyć całą Polskę i jeszcze zahaczyć o wschodnią granicę :) muszą mi wystarczyć opowieści rodziców i stare fotografie. nie wiem dlaczego, ale kiedy oglądam te pożółkłe zdjęcia to jakaś struna mi w duszy drga i niesamowicie uruchamia się wyobraźnia. współczesne fotki tak na mnie nie działają, jakby historie dziadków i pradziadków były bardziej niezwykłe i tajemnicze od tych współcześniejszych. mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi, chociaż strasznie pokrętnie to tłumaczę :)))

      Usuń
    3. Wcale nie pokrętnie - oczywiście, że rozumiem.
      Dla nas to szczęście, że mamy "rzut beretem" w macierzyste strony.

      Ale już dziadek ze strony ojca korzenie bierze z dalekiej Ukrainy, zza Kijowa, zza Dniepru. W końcu jestem Sokołowska... Hej, sokoły ...

      Tam dla mnie wyprawa prawie niemożliwa.

      Serdeczności Ci posyłam Polly :)

      Usuń
  6. Ile wspomnień! Ile zdjęć!!! Ja mam ledwie kilka.
    I też całkiem niedawno w taką podróż z mamą wyruszyłam :)
    Ona sama czuła się tam (w tej swojej wsi) zagubiona. Albo las jednak szybko rośnie albo nam czas za szybko mija...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama była zakłopotana, że nie może czegoś znaleźć, rozpoznać. Ale bardzo szczęśliwa, że te miejsca odwiedziła. Kiedy wróciliśmy, powiedziała, że jest oszołomiona. I szczęśliwa :)\

      A czas mija szybciej niż rośnie las...

      Usuń
  7. Dziękują za przypomnienie także i mojej historii rodzinnej, co ciekawe nasze losy krzyżują się w początkach XX wieku, mój dziadek był synem Marii Kłosiewicz z domu Wysiadeckiej, co do imienia nie jestem pewien, ale na pewno prababcia zmarła w dniu urodzin mojej mamy. Z dziadkiem w latach 60-tych bywałem u wujostwa Wysiadeckich w Skolimowie. Serdecznie pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi powitać Gościa. Poszukując informacji o mojej rodzinie natrafiłam na wiele (kilkanaście osób) o nazwisku Wysiadeccy. Na tym terenie było dość popularne. I nie jestem pewna, czy mieli gdzieś wspólnych przodków - pewnie tak :) Próbuję sobie przypomnieć,czy kiedyś słyszałam w kontekście rodziny nazwisko Kłosiewicz, ale chyba nie. Z tego co wiem w latach 60-tych z mojej "odnogi" w Skolimowie, Chyliczkach nie mieszkał już nikt noszący nazwisko Wysiadecki ( to panieńskie nazwisko mojej prababci), a jedynie Góreccy. Natomiast na pewno w jakiś sposób jesteśmy spokrewnieni z osiadłą też na tych terenach rodziną o nazwisku Korytek.
      Serdecznie pozdrawiam,
      BB

      Usuń
  8. Bardzo lubię czytać historie opowiadane przez ciebie :)
    Moja prababcia też była Górecka, ale to przypadek z pewnością. Mieszkała na wsi, właściwie w lesie, daleko od Warszawy. A Mariannę miałam praprababcię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, bardzo mi miło czytać Twoje komentarze :)

      Górecki to popularne nazwisko. Za to Wysiadeckich ( panieńskie mojej prababci) jest tylko kilkudziesięciu, i większość właśnie w tej okolicy.

      To imię Marianna niezwykle mi się podoba :)

      Uścisków MOC ślę !

      Usuń
  9. Wycieczka przez pokolenia, miejsca, domy, cmentarze ... jak dobrze znać swoje korzenie, choćby los rzucił nas daleko; a swoją drogą, piękne te okucia drzwi kościelnych, i klamka; no i widzisz, w którą stronę mnie ciągnie? "faza" budowlana daje znać o sobie:-) pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario, poprzez tę pracę Twych rąk zakorzeniasz swój los na Pogórzu. To jest piękne !

      Uściski serdeczne ślę :)

      Usuń
  10. Przecudne zdjęcia...takie stare czarno-białe fotografie zawsze mnie rozczulają

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu :) Bardzo się cieszę, że sprawiłam Ci przyjemność tymi zdjęciami :)

      Usuń
  11. TO JA DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚ .....

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. czy ktoś wie gdzie mogło by być drzewo dębu na murze wiakiej miejscowości jerzeli ktoś miał gazete przegląd piaseczyniski z 27.04.16r strona 4 obrazek numer4 prosi ł bym o kontakt meilowy sosw256@gmail.com dziękuje i czekam na odpowiedzi na pewno to niejest budynek u zbiegu bukmana czy tężni pytałem się w muzeum w piasecznie też nie wiedzą pytałem si w kdk hugonówce i tak samo nie wiedzą

    OdpowiedzUsuń