niedziela, 6 kwietnia 2014

Bajka terapeutyczna - lek na dziecięcy lęk.



Bajka terapeutyczna, a właściwie baśń, bo nie jest to utwór napisany wierszem, może być niezastąpiona w oswajaniu różnych dziecięcych obaw i lęków. Dzieci boją się rozmaitych rzeczy, czasem takich, które dorosłym nie przyszły by do głowy. Często, z naszego punktu widzenia, są to lęki zupełnie irracjonalne, ale dla dziecka mogą stanowić bardzo poważny problem. Taką bajkę mogą napisać sami rodzice, jeśli mają troszkę talentu pisarskiego. Oni najlepiej znają swoje dziecko i historię tego konkretnego lęku, który ma zostać „oswojony” przy pomocy bajki. Można też zamówić taką bajkę u osób, które robią to zawodowo.

Należy tylko pamiętać, że jeśli problem dziecięcej obawy jest powiązany z innymi trudnościami występującymi u dziecka, trzeba skontaktować się z psychologiem, pedagogiem lub lekarzem – bo tu bajka to za mało. Jeśli jest to lęk paniczny, wywołujący silne reakcje emocjonalne lub np. moczenie nocne, albo gdy w jakikolwiek inny sposób jest niepokojący dla rodziców, konsultacja ze specjalistą jest nieunikniona.

Poniżej zamieszczam bajkę „O kłótniach polnych myszy”, którą parę lat temu napisałam na pociechę dzieciom, których rodzice czasami się kłócą. Dzieci bezwzględnie nie powinny być świadkami awantur, w których występuje agresja, poniżanie, czy, gdy rodzicom zdarza się używać wulgarnych słów, że nie wspomnę o agresji fizycznej. Jednak konflikty, krótkotrwałe spięcia, a nawet chwilowa wrogość, leżą w naturze związków międzyludzkich. Mają one miejsce również między rodzicami. Nie da się więc uniknąć takich sytuacji, w których kłótnia rodziców odbywa się w obecności dzieci. Zresztą, gdybyśmy izolowali nasze dzieci od takich doświadczeń rosłyby w nieprawdziwym przekonaniu, że ludzie się nie kłócą, a emocje takie jak złość, czy gniew są godne potępienia i należy się ich wstydzić. Nawet kulturalna kłótnia rodziców może być przykra dla dziecka i często to ono przypisuje sobie winę za konflikt dorosłych. Dlatego trzeba dzieciom tłumaczyć, jakie emocje wiążą się z tą sytuacją oraz zapewnić, że dziecko nie jest winne nieporozumieniom między rodzicami. Jeśli będzie mogło obserwować proces godzenia się dorosłych i konstruktywne sposoby rozwiązywania konfliktów, nie wypraszajmy dziecka do jego pokoju – niech ma okazję do obserwowania i takiej życiowej sytuacji.
Przepis na pisanie bajek terapeutycznych podam już niebawem, a na razie zapraszam na moją bajkę o kłótniach.

Bajka o kłótniach polnych myszy.
Pole przed zasiewem późną jesienią.
Na rozległym polu, które rozpościerało się tuż za wsią o dziwnej nazwie Stodoły, co roku sadzono inne rośliny uprawne. Jednego roku rosły tam ziemniaki, drugiego piękny, żółty rzepak, który kołysał się jak żywy dywan, gdy tylko powiał wiatr, a w tym roku na polu rosła wysoka kukurydza. Nie było to zwyczajne pole, bo na jego środku wytyczono długi i dość szeroki pas ziemi, który nie był zasiewany pod uprawy. Na tym pasie, co roku rosła jedynie trawa.
Wiosną już coś rośnie.
Tak jak pole nie było zwyczajne, tak i ten zielony, starannie strzyżony, długaśny trawnik też zwyczajny nie był. Był to bowiem pas startowy dla prawdziwych samolotów i dla takich mniejszych, które różni panowie puszczali tu sterując nimi przez specjalne nadajniki. Czy widzieliście kiedyś jak startuje i ląduje samolot, albo jak lata taki mały model samolotu? Jest wtedy bardzo dużo hałasu, a gdy prawdziwy samolot kołuje, czyli jedzie po pasie, to pod jego ciężarem ziemia aż się trzęsie.
Ten samolot to model, a wygląda jak prawdziwy.
Dziwicie się pewnie, dlaczego wam o tym opowiadam? Otóż chciałem opowiedzieć wam o tym, jak samoloty latające niedaleko wsi Stodoły zmieniły życie rodziny myszek, mieszkających w norce na tym właśnie polu.
Jeszcze kilka lat temu, gdy na całym tym terenie rosły rośliny, które ludzie sobie uprawiali, życie mysiej rodzinki toczyło się normalnym, spokojnym trybem. Mama i tata Myszowie wychowywali swoją córeczkę Myszynkę i synka Myszaczka. Była to zgodna i szczęśliwa rodzinka, aż do czasu, gdy na kawałku ich pola zrobiono ten okropny pas dla samolotów. Odtąd spokój panował jedynie w nocy, bo wtedy z powodu ciemności i braku oświetlenia samoloty nie mogły latać i było cicho.
Myszynka jest szara, a Myszaczek brązowy.
Cóż z tego, skoro myszowe dzieci i tak miały złe sny. W dzień z dachu norki do środka sypała się ziemia, i ciągle było brudno. A jak samolot był naprawdę ciężki, to wszystko się trzęsło i obrazki spadały ze ścian na podłogę, i nawet w szafeczkach pękały szklaneczki.  Wszyscy chodzili podenerwowani, a zwłaszcza mama i tata. Kiedyś byli zgodni, a teraz często się kłócili, i to wcale nie o samoloty, ale o wiele innych rzeczy. Zdarzało się, że krzyczeli głośno, albo że trzaskali malutkimi drzwiczkami, od malutkich pokoików, które były w ich norce.
Wejście do norki polnych myszy.
Zresztą nie tylko dorosłe myszy były wobec siebie niemiłe. Z tego wszystkiego, też myszowe rodzeństwo częściej sobie dokuczało i w ogóle było niegrzeczne. Przez te kłótnie nic nikomu się nie chciało. Mamie nie chciało się gotować, tacie nie chciało się sprzątać, Myszynce nie chciało się rysować, a Myszaczkowi nie chciało się jeść - nawet ciasta z bitą śmietaną.

Najgorsze w tym wszystkim było to, że myszkowe dzieci myślały, że rodzice już ich nie kochają, skoro tak się ciągle kłócą. A skoro ich nie kochają, to znaczy, że to właśnie one, małe myszki, są złe i nie zasługują na miłość rodziców. Z takimi myślami czuły się jeszcze gorzej, i dlatego były jeszcze bardziej niegrzeczne i jeszcze bardziej smutne.
Jeśli i wy tak myślicie, to muszę wam powiedzieć, że bardzo się mylicie. Państwo Myszowie, bardzo mocno kochali swoje myszowate dzieci. Bardzo, bardzo mocno i wcale nie mniej odkąd zaczęły latać te okropne samoloty. Oni tylko na razie nie potrafili poradzić sobie z tymi wszystkimi problemami. Jako dorośli sami muszą szukać rozwiązań – to jest zadanie dla dorosłych, a nie dla dzieci. Niestety kochani, czasem tak bywa, że myszy, pieski albo ludzie nie potrafią sobie czegoś spokojnie wyjaśnić i wtedy się ze sobą kłócą, albo jeśli są psami to warczą, szczekają, a nawet gryzą się ze sobą. Ale czy pomyślelibyście, że tak na siebie warczą przez tego pięknego, malutkiego szczeniaczka, który stoi sobie niedaleko psich rodziców? No oczywiście, że nie.

Myszakowi rodzice kochają swoje myszki, a ludzcy rodzice kochają ludzkie dzieci. Wasi rodzice też na pewno kochają was najbardziej na świecie. Przecież przytulają was kiedy coś boli, cieszą się, kiedy coś wam się udaje i bardzo martwią, gdy jesteście chorzy. I nigdy, przenigdy nie chcieliby was oddać, albo zamienić na inne dzieci. To, że czasem się denerwują, czasem złoszczą, a nawet kłócą, to przecież nie znaczy, że was nie kochają. A czy wy nie jesteście czasem zezłoszczeni i czy chociaż raz nie pokłóciliście się z kimś, z siostrą, z bratem, a może z kolegą?

Myszynka i Myszaczek szukają ziarenek.
Niedawno, gdy Państwo Myszowie musieli udać się na ważne zebranie w sprawie lotniska dla samolotów, z małymi myszkami została w norce ich babcia, stara i mądra Masza. Od razu zobaczyła, że jej wnuczęta-myszęta jakieś takie smutne i niewyspane. I od razu powiedziała do nich coś bardzo ważnego:
– Jeśli macie jakieś zmartwienia moje maleństwa, albo czegoś nie wiecie, albo nie rozumiecie, albo jakoś wam tak smutno, albo czegoś się boicie, to zawsze trzeba o tym porozmawiać z kimś kogo kochacie. Ten ktoś na pewno wam wyjaśni wątpliwości i pomoże zrozumieć to, co jest trudne. Rozmowa o tym, co nas martwi i smuci jest najważniejszym sposobem rozwiązywania problemów. Zawsze tak jest: i wtedy, gdy jesteśmy mali, i wtedy, gdy jesteśmy już dorośli, a nawet wtedy gdy jesteśmy już zupełnie starzy i siwi jak ja.
Wieczorem, gdy skończyło się ważne zebranie, Państwo Myszowie wrócili do swej norki trochę weselsi. Okazało się, że nie tylko myszom z pola przeszkadzają hałasy i łomoty, które robią samoloty. Może nawet jeszcze bardziej dokuczają one ptakom gnieżdżącym się w rosnącym na skraju pola lesie. A ten las to nie jest jakiś tam zwykły las, tylko to jest prawdziwy las pod ochroną – czyli Chojnowski Park Narodowy. A jak pewnie wiecie, zwierzętom i roślinom w takich lasach należą się specjalne względy, więc Państwo Myszowie mają nadzieję, że ludzie chroniący przyrodę, każą ludziom od samolotów przenieść się w inne miejsce. Może wtedy, gdy umilknie hałas, w norce polnych myszy zapanuje znowu zgoda. Może kiedyś pojedziecie tam razem z mamą i tatą, żeby sami to sprawdzić?

P.S. Bardzo dziękuję Maksiowi za wypożyczenie myszek do sesji zdjęciowej :)

2 komentarze:

  1. Bardzo mi miło, że się spodobało, a może i przydało. Muszę wstawić kolejną moją bajkę, taką dla niejadków :) Pozdrawiam Anonimowego Gościa.

    OdpowiedzUsuń