niedziela, 7 września 2014

Okradziono mnie?

Dlaczego to tak cholernie boli? A przecież to nic – po prostu zabrali. Mieli papier, mieli prawo. Część rozdali tym co nie mieli. To taka zabawa była: raz, dwa, trzy – teraz masz ty. Resztę, a właściwie większość, zmarnowali. A potem  sprzedali. Podobno za grosze. I ciągle marnieje, tyle, że teraz planowo, pod patronatem konserwatora zabytków.
      A jednak kłuje w sercu. Czasem w oku zakręci się łza. Czuję się okradziona i zlekceważona. Więcej, czuję się gorsza. Zupełnie bezsilna. Zapędzona w kozi róg. Szach i mat – przegrałaś malutka. I jeszcze ci powiem, że jesteś frajerką, jeśli myślałaś, że może być sprawiedliwie. I co naiwniaczko, ciągle ci Wystarczająco PL?
       O rzesz ty, niedoczekanie twoje! Śmiej się i kpij, a i tak nie usłyszysz ode mnie „Nie o taką Polskę...” Bo to nie Polska jest „nie taka”, ale ci, którzy się tu panoszą. Panoszą się nieprzerwanie i nieprzyzwoicie od 70-ciu lat.


Co mam zrobić, żeby przestało boleć? Na pewno znacie to uczucie, kiedy zgubi się coś cennego, ważnego. A jeszcze gorzej, kiedy nas okradną. To takie wstrętne, oblepiające duszę uczucie. To myśli, które plenią się w okropnych snach, albo dopadają cię w najmniej nieoczekiwanym momencie słonecznego dnia.


Ja to uczucie dostałam w spadku, jak mówią po dziadku, a dokładnie po siostrze i bracie dziadka. Jestem spadkobiercą krzywdy, niesprawiedliwości, poczucia zawodu. Zawodu? Nie! Poczucia klęski, wielkiej przegranej, starty niepowetowanej. I niespełnionych nadziei, że po tamtym 4 czerwca będzie wreszcie sprawiedliwie.


Jestem spadkobiercą – ściślej współspadkobiercą –majątku ziemskiego Wólka Pracka. Dziś to cicha, mazowiecka wieś o tej samej nazwie, oddalona od Warszawy o jakieś 40 kilometrów. 
Julia i Władysław Palmirscy - siedzą w środku od lewej
zdj. ze zb. Doroty Zaborskiej

Majątek nabył na początku XX wieku, inwestując cały dorobek życia, brat cioteczny mojej prababki – doktor Władysław Palmirski. Urodził się w rodzinie szlacheckiej 1861 roku w Duksztach na Litwie. Był lekarzem, prekursorem bakteriologii w Polsce, światły, postępowy, idealista. Z żoną Julią nie mieli własnych dzieci. Opiekę nad swoją żoną i majątkiem polecił dzieciom siostrzanym. Swoją spuściznę zapisał więc tak: połowę siostrzenicom żony – Marcie, ożenionej z Wojsławem, Zaborskiej i Wandzie Strąkowskiej. Drugą połowę swojej siostrzenicy Marii Sokołowskiej i swemu chrześniakowi Mieczysławowi Sokołowskiemu, czyli rodzeństwu mego dziadka Zygmunta. Maria i Mieczysław też zmarli bezpotomnie, dlatego spadek przechodzi na zstępnych ich rodzeństwa.
Wólka Pracka - w środku stoi moja prababka Stanisława Sokołowska
siedzi z lewej mój dziadek Zygmunt Sokołowski.
zdj. ze zb. Doroty Zaborskiej

W parku, w Wólce Prackiej, w środku Marta i Wojsław Zaborscy.
Zdj. ze zb. D.Z
Dwór w Wólce Prackiej, stoją z prawej Julia i Władysław Palmirscy
Wejście do dworu w Wólce Prackiej, 

Wracam jednak do doktora i dalszych losów Wólki. Doktor Palmirski umarł 4 listopada 1940 roku. Jego testament wypełnił się i do księgi hipotecznej majątku Wólka Pracka wpisano czworo nowych właścicieli. Nadszedł rok 1944. Jeszcze nie skończyła się niemiecka okupacja, a już nowe prawo stanowiła nowa władza. Dziennik Ustaw 1944, numer 4, pozycja 17 – Dekret Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z dnia 6 września 1944 roku o przeprowadzeniu reformy rolnej. Znajdziecie ten akt prawa na internetowej stronie polskiego Sejmu. Dziwne? Nie, bo to prawo obowiązuje do dziś.



A więc z mocy tego prawa przyjechali do Wólki Prackiej przedstawiciele Nowego Porządku już 31 stycznia 1945 roku. W dwa tygodnie po tzw. wyzwoleniu Warszawy. Przyjechali i spisali nieruchomości, choć w liczeniu się pomylili. Budynków było siedemnaście, z czego czternaście murowanych. Nie przeszło im przez gardło słowo „dwór”, bo podłe i zgnile burżuazyjne. Napisali „dom mieszkalny”, powierzchnia w metrach 30x12. To był parterowy, solidny murowany, blisko 400 metrowy stary, piękny dwór. Okolony parkiem, dobrym do spacerów i wypoczynku. Na prawo od parku był ogród owocowy, a na lewo ogród warzywny i inspekty. W pobliżu ogrodu stały drewniane ule, wokół których uwiały się pracowite pszczoły.



Obok dworu stała murowana, 160-cio metrowa oficyna. Oba budynki usytuowane były tyłem do zabudowań gospodarskich. Tu mieszkała Maria, tu pomieszkiwał Mietek. Kolejne domy mieszkalne przeznaczone były dla żyjących tu i pracujących w majątku robotników rolnych. 


O największym i najważniejszym, poza dworem, budynku w folwarku, robiący ten spis już, już miał napisać „stajnia”, ale się rozmyślił. Rozpoczęte słowo „Stajn” skreślił i naściubolił obok: „Budynek inwen”. Czemu tak ważne było, żeby 750 metrową stajnię nazwać inaczej? Przecież i tak spisu inwentarza żywego nie było.

A stajnia była tak bardzo ważna, bo doktor kupił majątek właśnie dla hodowli koni. To z końskiej surowicy produkował w swojej pracowni bakteriologicznej szczepionki przeciwko wściekliźnie, przeciwko róży świń i innych chorobom. Tylu ludzi uratował, tyle zwierząt... 

Konie z Wólki Prackiej kochał też porucznik Mietek Sokołowski, artylerzysta konny, mistrz jeździectwa. Konie uwielbiała Marcia Zaborska, jeszcze, kiedy była panienką Offmańską. Obok stajni była kuźnia, dalej wielka obora z częścią drwalni. I spichrz. Kurnik, stodoła, chlewy i dwie murowane piwnice, do przechowywania płodów rolnych. 
Marta Zaborska w Wólce Prackiej.
Zd. ze zb. Doroty Zaborskiej
Por. Mieczysław Sokołowski, w Wólce Prackiej

I w końcu nadszedł dzień ostatni. To było 31 października 1945 roku. Przyszli z drukiem napisanym na maszynie do pisania na kratkowanej kartce i uzupełnionej niewyraźnym, pochyłym pismem przez Nowych Panów. „Obszar ogólny majątku 165,30 hektarów”. Dalej wyszczególniono ile hektarów gruntów rolnych, ogrodów, parków, lasów. I nawet rachunki sie zgadzają. Podsunęli do podpisania jednej z właścicielek, Wandzie. Ich podpisów było aż pięć, żeby było zupełnie w porządku i bez zarzutu.

A potem już tylko wynocha i won mi stąd. Najgorzej, że żona doktora Julia Palmirska musiała opuścić to swoje miejsce na ziemi i udać się donikąd. Warszawa spalona po powstaniu, rodzina wywieziona, część zginęła w walce. Wojsław nie żył, a Mietka nie było. Wzięły biedne kobiety co mogły ze sobą i jednak ruszyły do Warszawy, bo tu powróciła resztka naszej rodziny. Na naszą rodzinę spady jeszcze inne represje.

Wszyscy bezpośredni spadkobiercy doktora Palmirskiego zmarli przed 1989 rokiem nie doczekawszy zmiany ustroju. I może dobrze...


Od 1990 roku nasza rodzina stara się w urzędach Rzeczypospolitej Polskiej ... no właśnie, o co? Część ziemi, tej rozdanej rolnikom, ma nowe akty własności. Na największej części Wólki Prackiej utworzono PGR. Jeszcze w połowie lat 70-tych wybudowano dwa bloczki mieszkalne dla pracowników. Wtedy zburzono dwór, w którym do tego czasu mieszkali robotnicy. Ostatecznie jednak PGR Wólka Pracka jako przedsiębiorstwo rolne upadł, choć ziemia tu podobna żyzna, i pod pszenicę i pod kukurydzę. 

Reszty dokonała Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa. Powstała w 1991 roku w celu przejęcia, restrukturyzacji i prywatyzacji (!) mienia po byłych PGR-ach. Musieli się bardzo spieszyć, bo kto wie, może i jakieś oszołomy wprowadziliby ustawę o reprywatyzacji? W 1993 roku, po cichutku - my o tym nic nie wiedzieliśmy - 100 hektarowy teren w Wólce Prackiej po byłym PGR nabyła pewna Pani z zagranicy, polskiego pochodzenia zresztą. Ma tu swego zarządcę. Miejscowi mówią, że bez kija nie podchodź. Wydaje się, że palce tu macza też pewna spółka (Wólka Pracka Centrum Nieztejziemi) 

A my wciąż w urzędach mamy sprawy o odzyskanie Wólki Prackiej.

Został jeszcze las, ale i na niego przyszedł czas. Napiszę niedługo. Może...

Przytłoczona tymi wiadomościami wybrałam się wczoraj w podróż do Wólki Prackiej. Odwlekałam dotychczas, bo wiedziałam, że zaboli. To było smutne i trudne doświadczenie. Tak bardzo przykro jest patrzeć jak „nasze” marnieje. Prawie wszystkie budynki zburzone, ostatnio dwa lata temu zawalił się kolejny zabytkowy budynek gospodarczy. Jak smutno jest iść swoją-cudzą drogą, patrzeć na obrócone w nieużytki pola, na zdziczały, zarosły chwastami park. Iść aleją wiodącą do majątku, wąziutką, nieużywaną drogą donikąd. A przecież Oni, moi, doktor Władysław, jego żona Julia, Marcia, Wandzia, Marylka i Mietek tak bardzo to miejsce, tę Wólkę Pracką kochali.


Jestem spadkobiercą tej Miłości...      

   
P.S.

Myślałam, że wezmę trochę ziemi z pola na pamiątkę, ale nie wzięłam. Przecież nie będę kradła. Jedynie trochę piachu z drogi, chyba jest wspólną własnością?
Tyle zostało z majątku Wólka Pracka... kiedyś PGR,
dziś w rękach nowych właścicieli. Oto zabytki Wólki Prackiej.
Tam gdzie te drzewa i chaszcze kiedyś był park, który widzieliście na zdjęciach powyżej.
Są tam też podobno fundamenty zburzonego dworu.
W tym budynku hodowano świnie na dwóch kondygnacjach.
To zabytek pod opieka konserwatora zabytków...
Resztki ozdobnych, żeliwnych wsporników.
Tak wygląda od strony podwórza
Bardzo charakterystyczne ściany postawione z ciętego kamienia i
czerwonej cegły. obok otwory wejściowe zamurowano. Otwór okienny zabezpieczony folią.
Tak nasz zabytek wygląda od strony południowej. Gruzowisko
to chyba pozostałości budynku zawalonego 2 lata temu.
Grunty położone obok.
Drugi z ocalałych budynków. Chyba kiedyś obora.
Dziś wygląda tak.
Panorama tego co zostało...
Pozostałości posadzki po zawalonym budynku gospodarczym.
Tu niespodzianka - zachowany budynek mieszkalny, tzw. dwojak.
Niewidoczna na zdjęciu druga część jest ocieplona styropianem i pomalowana
na szaro. Ludziom zimno było.
To skrzyżowanie drogi wiodącej do zabudowań gospodarczych
z drogą która niegdyś prowadziła do dworu, na który miejscowi mówią "pałac"
I kolejna niespodzianka na ulicy Pałacowej :)
 Chyba jeden z chlewów. ten sam materiał budowlany - kamień i cegła.
Dziś ten budynek stanowi ogrodzenie i należy do jednej z posesji obecnych
właścicieli Wólki Prackiej.
Przy Pałacowej postawiono w latach 70-tych dwa budynki mieszkalne dla
 pracowników PGR Wólka Pracka. W Wólce nie ma kanalizacji...
ale na szczęście jest prąd.
Wciąż malownicza droga do dworu w Wólce Prackiej, choć zaniedbana. Tą drogą zmierzali
do domu moi krewni, dawni mieszkańcy majątku. To niesamowite stąpać po tej samej ziemi.
Najstarsze drzewa przy tej drodze już wycięto.
Tamtych ludzi już nie ma, została ziemia i drzewa. Czy pamiętaj ich śmiech?
Czy w ich gałęziach szumi jeszcze tentent końskich kopyt?
Moja chwilo w Wólce Prackiej trwaj wiecznie..
Obok drogi było pole uprawne, dziś porosłe chwastami nieużytki
Dawniej i dziś Wólkę Pracką okalał las. Ten las też zabrali.
Opuszczam Wólka Pracką ze smutkiem i z żalem...
Żal mi, że nie mogliśmy wypełnić testamentu naszego spadkodawcy, dobrego doktora Władysława Palmirskiego, który do nas spadkobierców napisał: „Swoich spadkobierców traktuję jako swoje dzieci (...) Pamiętajcie, że w jedności siła i dlatego mojem przedśmiertnym życzeniem jest, żeby dotąd to będzie możliwem, gospodarka była wspólna, a Wólka Pracka jako warsztat rolny utrzyma się."
Czytaj też:
.Niespodziewane pocieszenie.
.List sprzed stu lat
.Jedno uratowane dziecko

34 komentarze:

  1. Bolesne wspomnienia. Prawdziwa historia. Lekcja prawdziwej historii. Myślę, że wrócę do tego postu. Jeszcze nie raz. I dla Ciebie BB, to ważny tekst. Prawdziwy. Z głębi serca. To nam daje właśnie blog. Ten mały własny zakątek prawdy. Własny.
    z pozdrowieniami A.

    OdpowiedzUsuń
  2. czytałam ze ściśniętym gardłem, nie wyobrażam sobie nawet, co musiałaś przeżyć, odwiedzając te miejsca. Tak, bezsilność, odarcie z poczucia bezpieczeństwa, to czułam nawet ja, czytelniczka. Ech:(.

    OdpowiedzUsuń
  3. Smutny widok i smutna wyprawa.
    Ale wiesz....też bym tam pojechała popatrzeć jak to wszystko wygląda.
    Wyobrażam sobie co czujesz. Jeździłam kilka lat temu obejrzeć dom przodków, który był kiedyś tam sprzedany. Nie odebrany tylko sprzedany, a i tak serce bolało że ktoś inny tam mieszka. A to tylko zwykły drewniany dom.
    Piękny wpis

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki Alis. Masz zupełną rację - to jest lekcja historii. I to prawda, że bardzo chciałam się z Wami tymi uczuciami, tą historią podzielić. Uzewnętrznianie uczuć to wstęp do pracy nad startą. A myśl, że jeszcze ktoś rozumie, że jeszcze ktoś współczuje, jest taka ważna. Dzięki, BB

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję Klarko za współ-odczuwanie. To jest takie pomocne. Wiesz uśmiecham się teraz, choć gardło wciąż ściśnięte. Pa...

    OdpowiedzUsuń
  6. Julio, jak się cieszę, że wpadasz do mnie :) Wiesz myślę, że drewniany dom przodków nie jest zwykły, ale niezwykły, bo właśnie jest miejscem do którego nas ciągnie, które jest dla nas ważne nawet, gdy mieszka tam ktoś inny. Tak mamy, i dla mnie to jest piękne. Serdeczności na poniedziałek i resztę tygodnia, Beata

    OdpowiedzUsuń
  7. dla Ciebie również (ten poniedziałek i reszta tygodnia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. czytam już drugi raz ... powiększam zdjęcia i każde oglądam ... oglądam ... oglądam .. Wydaje się że czuję Twój ból i wściekłość , ja nie jestem spadkobierczynią , nasze wszystko zostało na Kresach ale TY !!!! mieć na wyciągnięcie ręki i widzieć jak cegła po cegle się kruszy ... Przypatrzyłam się to piękne budynki , nie dzi że w rejestrze zabytków , gdyby jakoś je odzyskać to dadzą się do świetności doprowadzić , nie tak zniszczone świetność odzyskują. Najgorzej służy im nie czas tylko właśnie sprzedaż ludziom którzy często kupują tylko po to by mieć hipotekę i zastawić w banku jako poręczenie kredytu. To zarzyna zabytki bo wtedy pat. tAK MYŚLĘ CO ZROBIĆ - NIE ODKUPISZ BO WYCENI NA GIGANTYCZNĄ KWOTĘ caps może dobry prawnik udowodni twoje prawo , tylko co dalej. ej gdyby tak się udało - cud z tego można zrobić, własne gniazdo i część która by na to gniazdo zarabiała. Utopić by w tym trzeba gigantyczne pieniadze ale by się zwróciły, u nas na Dolnym Śląsku takie perełki bez przerwy są ratowane. Widzisz Tobie by nie trzeba było do rozumu tłumaczyć że są wymogi konserwatorskie bo Ty masz je w sercu. Ech - wrócę tu wieczorkiem ... gdybyś to odzyskała to bym Ci Beatko z największą radością projekt zrobiła I CAŁE SERCE W NIEGO WŁOŻYŁA, Dla mnie to jest piękne dziedzictwo , bardzo piękne ... takie dziedzictwo mogą uratować jednak tylko ludzie z sercem albo zapaleńcy. Warto o to walczyć. Chłodnym zawodowym okiem potwierdzam - bardzo warto. Jak pomóc prawnie nie wiem ale "budowlanie" to jak najbardziej

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, Malino, dzięki za potwierdzenie, że to jest PRAWDZIWY zabytek :) A co do odzyskania od Państwa Polskiego, to już wiem, że nie mam szansy - papiery w urzędach od 24 lat!, Obowiązuje dekret o reformie - zabrali legalnie - było 165 ha, a do 100ha byłoby nielegalnie. Zresztą jak widzisz, tzn czytasz Agencja sprzedała nowym właścicielom w 1994roku 100 ha i budynki. JA NIE ODKUPIĘ NICZEGO choć bardzo byk chciała, móc mieć kawełek Wólki Prackiej, jakąś izbę pamięci otworzyć. Tam w Wólce był kiedyś Kościuszko :), Nie kupię nawet 1000 metrów, bo się majątku nie dorobiłam jako nauczyciel, niestety. Zresztą sprytny właściciel nie sprzeda, wprowadza tam jakąś spółkę widmo "Polski Bazalt". Myślę, że mu te budynki zawadzają. dlatego zastanawiam się , jak mu patrzeć na ręce , czy też może pilnować konserwatora zabytków?
    Jeszcze pozostaje gra mało hazardowa LOTTO, gdybym tak trafiła kumulację, to .... marzenie ściętej głowy :)
    Na razie mam honorową sprawę w sądzie o zasiedzenie lasów w Wólce Prackiej przez Nadleśnictwo Chojnów, które już w Magdalence las prywatnym sprzedaje pod działki.
    Serdecznie Cię ściskam, BB

    OdpowiedzUsuń
  10. tak myślę, że też byłabym wściekła i rozżalona. Może gdyby wszystko wokół było uporządkowane - zadbane budynki, ziemia dająca plony, może wtedy bolałoby mniej, ale gdy się widzi, że wszystko zmarniało, leży odłogiem i nikomu nic nie rodzi...o tak, to może boleć dużo bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  11. Masz rację Kasiu, właśnie tak myślę. Gdyby ziemia rodziła plony, albo była przeznaczona ku społecznemu pożytkowi, wtedy by tak nie bolało.

    OdpowiedzUsuń
  12. Beatka, masz życie i genealogię na książkę. Mam nadzieję, że ją piszesz?!

    OdpowiedzUsuń
  13. Na książkę to nigdy bym nie miała odwagi. Ale odwagi na bloga starczyło :) tez dlatego, że kilka lat temu zaczęłam robić notatki z moich genealogicznych poszukiwań. Kilka jeszcze rzeczy jest tu do wstawienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie mów tak. Wiem, co mówię. Żebyś Ty wiedziała, jacy ludzie książki piszą. A Ty?! Z takim piórem?! I materiałem na sagę?! Zbytek skromności, naprawdę:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Śmieję się do Ciebie MY :) A może tak spółka pisarska? Pod Twoim fachowym okiem ? A że dziwni książki piszą to nie wiem, bo na takich czasu nie mam. Uściski, B

    OdpowiedzUsuń
  16. joj.. bardzo smutna historia... i pewnie bolesna dla Was- jako, że sprawy jeszcze trwają -z całego serca życzę powodzenia i pomyślnych rozwiązań!

    OdpowiedzUsuń
  17. dzięki, dzięki, miło odbierać dobre słowa i intencje :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Okradziono? Wolne żarty, tylko dzieci i wnuki powinny mieć prawo odzyskać majątek po rodzicach, sięgacie po nieswoje, na tej zasadzie to wszyscy jesteśmy spadkobiercami kogoś tam. Nie powinno być przekazywaniu majątku nabytego legalnie po wojnie i to bardzo dalekim krewnym

    OdpowiedzUsuń
  19. Polskie prawo spadkowe określa kolejność w jakiej spadkobiercy ustawowi są powoływani do spadku.Sposób dziedziczenia określa Kodeks Cywilny.

    OdpowiedzUsuń
  20. Pani Beato, dziękuję bardzo za Pani tekst. Naprawdę jest on wart przeczytania. Gratuluję Pani talentu pisarskiego i literackiego. Szkoda, że ja nie potrafię tak dobrze pisać jak Pani. Brawo, jeszcze raz brawo.
    Współczuję Pani oraz Pani rodzinie losu który spotkał. Gdy przeczytałem ten tekst, to aż chłód mnie ogarnął.
    Lecz postaram się raczej Panią nie zasmucać.
    Dlatego też przejdę do konkretów.
    Otóż co do właściciela działki na której dawniej stał dwór, to jest on w praktyce jeden. Mianowicie jest nim małżeństwo. Żona jest właścicielką gruntu. Natomiast mąż przewodniczy firmie, która przeprowadza prace inwestycyjne na terenie posesji. Co do pełnomocnika właściciela działki Pana Roberta Bazyluka, to nadzoruje on równocześnie inwestycje. Co do tego jakie ma kontakty z miejscowymi, to do najlepszych nie należą. Z tym, że nie tylko po jego stronie jest wina. A poza tym to z nim jest ja z tym przysłowiowym diabłem, czyli że nie taki straszny jak o nim mówią.
    Co do starych drzew z parku i alei, to przynajmniej o jednym wiem, że było w na tyle złym, kiepskim stanie, że musiano je wyciąć i to w zimę.
    Z kolei co do starej drewnianej stodoły, to w każdej chwili mogła się zawalić i zagrażała ewentualnemu życiu. Dlatego została rozebrana za zgodą konserwatora.

    Teraz pozwoli Pani, że przejdę do historii, która to najbardziej mnie interesuje i o której wiem najwięcej.
    Od czego by tu zacząć...
    Więc tak w wiosce tej w trakcie ostatniej wojny znajdowało się niemieckie lotnisko polowe na polu, około 1942 roku. Podobno nawet istniało przed wojną, gdyż w tedy to również prawdopodobnie lądował samolot. Według nie których również we wrześniu 1939 roku na lotnisku mogły się pojawić polskie samoloty, o których są informacje, że latały w okolicach.
    We wsi oprócz lotniska znajdował się garnizon niemiecki w rozlokowany w zabudowaniach folwarcznych. Było to jeszcze przed powstaniem.
    Również przed powstaniem w tej wiosce budowano linie wysokiego napięcia przez Żydów. Linia ta miała dostarczać prąd do Warszawy. Została ona otwarta pod koniec wojny.
    W okolicznych lasach krążyły odziały partyzantki w czasie Powstania Warszawskiego. Nawet polskiej partyzantce udało się zdobyć tabór niemiecki.
    Natomiast w wiosce przebywał Tadeusz Kościuszko, w dniach od 30 czerwca do 7 lipca, którego oddziały obozowały pod wsią. Tutaj odbył się proces, a następnie wykonano wyrok ‘in effigie’ na zdrajcach Wieniawskim i Kalce, którzy to poddali Kraków Prusakom bez walki. Mam też informacje bardzo prawdopodobne, że to tu Naczelnik przygotowywał plan obrony stolicy. Nie dużo brakowało by wioska stała się miejscem potyczki z wojskami pruskimi i rosyjskimi, gdyby nie wycofał się stąd w porę pod Warszawę. Pamiątka tego były odlewy Tadeusza Kościuszki znajdujące się niegdyś w ścianie dworu oraz jedno ze starszych drzew w parku jego imienia, którego obecnie już nie ma. Mimo tego, że dworu już nie istnieje pozostała jeszcze miedziana tablica z popiersiem Naczelnika, która znajduje się w szkole, w Głoskowie, której to jest on patronem. Oczywiście wcześniej była umieszczona w ścianie budynku.
    To co napisane jest na stronie miejscovi jest bardziej skomplikowane, niż to jest tam przedstawione. Notabene znam nawet osobę, która jest autorem tego tekstu.
    Czekam na ewentualny kontakt.

    OdpowiedzUsuń
  21. Za pomniałem dodać pozdrawiam z okolicy.

    OdpowiedzUsuń
  22. I jeszcze jedna rzecz podobno dwór ma zostać odbudowany.
    Więc może nowy właściciel nie jest taki zły. A przynajmniej lepszy od wcześniejszego.
    Poza tym Pan Bazyluk nie jest taki zły jak nie którzy o nim mówią.

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo mi miło, że włączył się Pan do tej "dyskusji" tak rzeczowo. Dziękuję za tyle interesujących informacji o miejscu, są dla mnie bardzo cenne. Nie znałam historii wojennej tego miejsca poza pewnym wątkiem, który kiedyś pewnie opiszę na blogu. . Historia pobytu Kościuszki , jak to dawniej moi mówili "na Wólce" jest upamiętniona w naszej rodzinie w dokumencie, już dziś historycznym - to osobiście przepisany przez dr. Władysława Palmirskiego opis tamtego wyroku i skazania. Słyszałam, że oprócz pamiątkowej płyty - jeśli trafiła do szkoły w Głoskowie to cudnie ,choć na ich stronie nie ma o płycie nic?- w dworze znajdował się tzw. ryngraf Kościuszki? U nas go nie ma i nie wiem co się z nim stało.
    Co do lotniska W przedwojennej Wólce, to wydaje mi się, że łączy sie to z próbami opisu lotniska, które nieco na wschód miało dziAłać prze wojną w Oborach. Niektórzy piszą na ten tenat artykuły, ale brak jest potwierdzeń bardziej pewnych. Jeśli lotnisko miało być w Wólce, to dla mnie byłoby to CUDOWNE :)
    Zgadzam się z Panem, że największe zniszczenia dokonane zostały za PRLu przez PGR, ale obecni właściciele też chyba niewiele robią dla podźwignięcia z ruin tego miejsca.
    Pana Bazyluka, ani Państwa Rokickich nie znam.
    Dla mnie byłoby to bardzo ważne i cenne, gdyby Wólka Pracka odżyła, gdyby zadziało sie coś konstruktywnego. Odbudowa dworu – jak najbardziej, odtworzenie – rekultywacja parku- fantastyczne. A ze stare drzewa trzeba wyciąć, to oczywiste.
    Bardzo bym chciała, gdyby zadziało sie jeszcze coś. Gdyby do tego miejsca powróciła pamięć o dawnych właścicielach – doskonałym lekarzu dr. Władysławie Palmirskim, i o jego spadkobiercach -zdolnej malarce i rzeźbiarce Marcie Zaborskij i jej mężu Wojsławie Zaborskim – inżynierze rolnictwa, o kpt. Mieczysławie Sokołowskim, który za miłość do Polski w tzw. Polsce Ludowej zapłacił cenę życia rozstrzelany w katowni na Oczki. O Marylce Sokołowskei – nauczycielce języka polskiego, która cale swoje życie – tak i pozostali spadkobiercy doktora – marzyła o powrocie na Wólkę. Jak to napisałam w notce na blogu jestem spadkobiercą tej miłości , więc wszytko co dobre dla Wólki Prackiej bardzo jest miłe memu sercu.
    A gdyby jeszcze nowi właściciele wydzierżawili by mi 200m2 pod leżak, to bym sobie tu z leżakiem przyjeżdżała w jakieś piękne letnie dni:)
    Serdecznie Panu dziękuję za odwiedziny i te wpisy. Bądźmy w kontakcie, mój email:
    talentwrekachmam@gmail.com
    Pozdrawiam, Beata Bartoszewicz

    OdpowiedzUsuń
  24. Artykuł jest wspaniały i bardzo wzruszający.
    Rok temu Pan Robert Bazyluk zawitał do mnie bo szukał porady od rzeczoznawcy budowlanego mykologa z uprawnieniami konserwatorskimi w sprawie stajni cugowej w Wólce Prackiej. Pojechaliśmy do Wólki i mówię Panie Robercie dzięki koniom z tej stajni pan Palmirski ponad sto lat temu uratował życie mojej babce. Ale o tej historii niech opowie pan Prawudzki.
    Wojciech Niemczyk
    http://rzeczoznawcabudowlany.net

    OdpowiedzUsuń
  25. Dziękuję Panie Wojciechu i za wizytę na blogu i za ciepłe słowa. Odkąd poznałam dzieje tej części mojej rodziny nigdy nie miałam wątpliwości, że dr Władysław Palmirski bardzo dużo dobrego uczynił w swoim życiu i dla ludzi i dla zwierząt. Mam dokumenty potwierdzające tę ludzką wdzięczność. Doniosłą rolę, jako zaplecze pozyskiwania surowicy na szczepionki odegrała w tym Wólka Pracka. Po to przecież została kupiona - nie na letnisko, nie dla wywczasów, choć i miały miejsce przy okazji.
    Rozumiem, że historię ocalenia Pańskie Babki zna również Pan P. Namawiamy się z nim na spotkanie i na historyczne pogaduszki.
    Pozdrawiam serdecznie, BB

    OdpowiedzUsuń
  26. Dziękuję Pani BB za miły wpis.
    Pozdrawiam WN.

    OdpowiedzUsuń
  27. Beatko - czytam zachłannie wszystkie "zaległe " notki i komentarze ... nie mogę stąd wyjść tak mnie te historie pochłaniają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że i mnie dalsze ich ciągi - jeśli można w liczbie mnogiej określić - również te jeszcze nieopisane - zadziwiają. A właściwie jeszcze nie zaczęłam na dobre tych rodzinnych historii opisywać. Czasu mi brak rozpaczliwie. :((( Ale pomalutku jakoś dam radę. Słoneczności Ci ślę, Beata

      Usuń
  28. Różnie wyobrażałam sobie majątek Dziadków, znany mi z jednej tylko starych fotografii, aż wreszcie wybrałam się na zwiady. Wędrowałam w letnie popołudnie piechotą ze stacji kolejowej i opanowywał mnie z wolna dziwny, jakby podniosły, nierealny nastrój. Otóż okazało się, że Piaski, przez które przejeżdżało się w drodze do Sierpca, Goleszyn, Żuromin, Miłobędzyn, jezioro Bledzewskie istnieją naprawdę, wyglądają najzupełniej zwyczajnie, jak każda inna mazowiecka wieś, a jednocześnie nadzwyczajnie - istnieją jakby nieprawdziwie... Przeżyłam coś jakby sakralnego, jakby splątanie czasu... Dotarłam trochę na wyczucie do dworu i odnalazłam stary, walący się budynek, brudny, zagęszczony, nie remontowany od wojny, oszpecony dziwacznymi dobudówkami. Mieszkańcy wykorzystali dawne fundamenty i powiększyli budynek od strony lewej oficyny, chyba zaraz po wojnie, o skrzydło z czerwonej cegły. W miejscu gazonu przed głównym wejściem jakieś komórki, grządki na chybił trafił, nieco dalej stajnie – te zachowały jeszcze na szczęście dawny, szlachetny wygląd. Nikt ich nie popsuł doraźnymi remontami. Weszłam do wnętrza domu. Nic już tam nie było ciekawego do oglądania, może podłogi ? Zachowała się w dość dobrym stanie piękna podłoga w salonie - w gwiazdy… W jadalni - duże ciemne dębowe kwadraty oraz wielki kredens. Klasyczny dwór z sienią, czterema dużymi pokojami, gankiem od północy i werandą od południa. Zbudowany na wzgórzu, na lewo od drogi, za dworem most, dalej rzeka rozlewa się w mały staw. Ganek murowany, z kolumienkami, nad nim szwajcarski balkonik – na pięterku także dwa letnie, czyli nie ogrzewane, pokoiki. Z sieni, na lewo salon i dziecinny, na prawo sypialnia Dziadków i stołowy połączony korytarzem z kuchenną oficyną. Choć dwór posiada obszerne i stare fundamenty, nie wykorzystano ich przy odbudowie dworu w 1914 całkowicie, oficyna stoi osobno. Rzeczywiście, tak jak Mama opowiadała, przypomina z zewnątrz kaplicę ! Duże drzwi i białe kolumienki po obu stronach. Wewnątrz oficyny - cztery letnie pokoje gościnne. Weranda od strony stawu zwalona, w parku z trudem doszukać się można śladów alejek, resztki metalowego ogrodzenia, piękne stare lipy, ślady grobli na rzece...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za podzielenie się tym intymnym, pięknym opisem drżenia, w które wpada serce gdy stąpa się po drodze wiodącej w głąb naszej rodzinnej historii. Jeśli upadają mury starych domostw, jeśli w zgliszczach wojny spaliły się pamiątkowe albumy i listy miłosne naszych przodków trzeba im zbudować nowy dom - dom naszej współpamięci. Bardzo serdecznie pozdrawiam, Beata

      Usuń
  29. może jednak uda Ci się zrobić coś w tym temacie ;)
    http://www.tvn24.pl/skarb-panstwa-i-parafia-zawarly-umowe-72-mln-zl-dla-kosciola,712164,s.html

    OdpowiedzUsuń