piątek, 27 lutego 2015

1 marca – narodowy dzień pamięci



Pierwszy dzień marca, dawniej dzień jak co dzień. Z roku na rok coraz wyraźniej przebija się do świadomości Polaków. Najczęściej ponury, zimny i deszczowy, wietrzny i pochmurny. Dla mnie niezależnie od pogody jest to dzień szczególny. Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. W Warszawie już kolejny raz organizowany jest Bieg Tropem Wilczym. A ja jak zwykle zadumana pójdę tropem Mietka, kapitana. Mieczysława Sokołowskiego. To starszy brat mego dziadka Zygmunta Sokołowskiego, czyli mój stryjeczny dziadek. Jego historia, przez to że rodzinna i bliska, jest dla mnie najbardziej dramatyczna i poruszająca.

Mietek w Lwowskim Korpusie Kadetów

Mietek już jako młody chłopak jeszcze w czasach, gdy rodzina ojczystego dziadka żyła w Nieżynie na Ukrainie działał w harcerstwie pomagając innym Polakom i utrwalając polskość. Gdy Polska odzyskała niepodległość rodzina Sokołowskich wracała do Polski na raty. Mój pradziadek wraz z najmłodszymi dziećmi dopiero w 1924 roku.
Wtedy Mieczysław rozpoczął naukę w I Korpusie Kadetów we Lwowie, gdzie też zdał maturę 1929r.







Swój los związał z wojskiem polskim, najpierw uzyskując odpowiednie wykształcenie, kończąc Szkołę Artylerii w Toruniu a następnie rozpoczynając służbę w 1 Dywizjonie Artylerii Konnej im. Bema w Warszawie. Stacjonował przy ul. 29 Listopada, tam mieścił się sąsiadujący z Łazienkami Królewskimi
  1 DAK. Uwielbiał konie i był świetnym jeźdźcem, zdobywał liczne trofea na parkurze.




Ślub w warszawskim kościele przy ul. Szwoleżerów.


W 1938r. ożenił się z Jolantą z Popławskich, ale nie doczekali się potomstwa. I tak ja jestem wnuczka zastępczą.



We wrześniu 1939r.
 w stopniu porucznika dowodził u gen. Andersa 3 baterią 1 DAK. Po 17 września żołnierze wzięci zostali w dwa ognie – przez Niemców i Rosjan. W końcu dostał się do niemieckiej niewoli, skąd udało mu się podstępem wyswobodzić. 
Już pod koniec 1939r. rozpoczął działalność w strukturach podziemnej armii polskiej. 1 sierpnia 1944 roku, w pierwszym dniu Powstania Warszawskiego, poprowadził straceńczy atak na koszary wojskowe przy ul. Podchorążych  – przed wojną należące do 1 DAK, a w czasie okupacji zajmowane oczywiście przez Niemców.  Akcja zakończyła się niepowodzeniem, bardzo wielu powstańców zginęło na miejscu, albo było bardzo ciężko rannych. Ostatecznie wraz z niedobitkami swoich żołnierzy znalazł się w lasach chojnowskich i przez zwierzchnika powstania został wyznaczony na dowódcę przyjmowania zrzutów w tym rejonie. 

Po upadku powstania, w styczniu 1945 został wcielony do II Armii Wojska Polskiego. Nie przyznał się do przynależności do AK. Był żołnierzem i chyba najbardziej pragnął wypędzenia Niemców z Polski. Idąc na Berlin został ranny pod Dreznem. To opóźniło jego powrót do Polski, ale to, co zastał po powrocie nie mogło mu się podobać. Pozostając jednocześnie w strukturach WP wstąpił do organizacji Wolność  i Niezawisłość (WiN). Z posiadanych przez mnie informacji wynika, że zajmował się m.in. przekazywaniem do działających na zachodzie polskich organizacji wojskowych informacji dotyczących rozwoju sytuacji w Polsce. Z dokumentacji znajdującej się w IPN wynika ponadto, że środki finansowe jakie otrzymywał z zagranicy przekazywał dla wdów i sierot po swoich żołnierzy z tzw. Grupy Bema. Kapitan Mieczysław Sokołowski został aresztowany w marcu 1946r. i osadzony w Głównym Zarządzie Informacji na ul. Oczki 1 w Warszawie. Tam był brutalnie przesłuchiwany. Oskarżono go o szpiegostwo i przygotowania do zamachu zbrojnego. Został skazany 28 października 1946r. na karę śmierci, pozbawienie praw publicznych i obywatelskich oraz przepadek mienia na zawsze. Jego żona Jolanta i on sam napisali do Bieruta z prośbą o ułaskawienie. Na tym piśmie widnieje adnotacja Bieruta „Na łaskę nie zasługuje”. 

Mojego stryjecznego dziadka  Mieczysława Sokołowskiego rozstrzelano w GZI 30 listopada 1946r. o godzinie 18.30 wraz z towarzyszem broni (starszym ogniomistrzem zawodowym) Józefem Czerniawskim, bez obecności księdza. Miejsce pogrzebania zwłok pozostaje nieznane.

Protokół z wykonania wyroku śmierci


Postanowieniem z 22.06.1995r. Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie stwierdzono nieważność wyroku z 28.10.1946r., co jest równoważne z uniewinnieniem i całkowitą rehabilitacją skazanego. Tabliczka poświęcona kpt. Mieczysławowi Sokołowskiemu znajduje się na tzw. Łączce na Cmentarzu Powązki Wojskowe. 
Żona Mieczysława Jolanta nie pogodziła się ze stratą swego ukochanego męża, miała kłopoty psychiczne i podupadła na zdrowiu. Zmarła w pod koniec lat 50-tych. 
Pamięć o Niezłomnym Mietku ma miejsce w moim sercu i tam trwa. Część Jego pamięci.

Poniższe zdjęcia pokazują obchodu ubiegłoroczne. Zdjęcia wykonała p. Monika Beyer.



Te zdjęcia są właśnie z ul. Oczki.

To już więzienie na ul. Rakowieckiej w Warszawie






41 komentarzy:

  1. podziwiam Twoją wiedzę na temat swojej rodziny... trzeba o tym pamiętać. i przypominać...dziękuję za ten tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten Dzień Pamięci to taka nowa tradycja, dopiero się ugruntowuje, więc staram się i ja propagować. Mam osobisty interes ...

      Usuń
  2. Twojego Stryjecznego Dziadka spotkał najbolesniejszy los - smierć z rąk rodaków, za których wolność walczyl i narażał życie. Gorzko, że tak niewielu z Wyklętych dożyło czasów, w których są traktowani z szacunkiem. A Ty idziesz jak burza cos mi się wydaje, z tego wykluwa się książka....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to był najtrudniejszy okres w najnowszych dziejach naszego kraju. W czasie wojny wróg jest określony, wiadomy. W tych strukturach wojskowo- prokuratorskich byli i Rosjanie (choćby Rokossowski) i polscy Żydzi, o czym mówi w filmie "Ida" ciotka główne j bohaterki, że była prokuratorem i posyłała na śmierć wrogów ludowej ojczyzny. To wszystko nie jest takie proste... Za to na pewno tragiczne.

      A co do książki, to raczej nie. Jedynie wydruki z bloga do rodzinnego albumu :)

      Usuń
  3. Beato, bardzo się cieszę, że jesteś, że dzięki Tobie wiem więcej... pielęgnujesz pamięć, to ważne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu, a któż jak nie ja... Ich oczy zamknięte i usta zakneblowane. Ta część historii jest tragiczna, ale dobrze, ze od niej nie uciekamy. Dziękuję, że czytasz :)
      Uściskuję...

      Usuń
    2. Dla mnie to niezwykłe dotykanie historii... kiss dziękuję

      Usuń
  4. I ja cieszę się z Twoich postów, łykam u Ciebie historię jak landrynki, tylko żal, że o smaku goryczy........... niektóre...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alis Miła, ja dla Ciebie też to piszę, wszak zagrzewałaś mnie do dzielenia się historią swojej rodziny. Mam nadzieję, ze dzięki temu, że to piszę ja, taka zwykła dzisiejsza Polka, ta historia staje się bardziej namacalna, rzeczywista, bliższa. Dzięki, że czytasz :))))

      Usuń
    2. dzięki że piszesz. To jeśli zakończyłyśmy te podziękowania :), to zapytam o Idę, byłaś? i jakie wrażenia..........

      Usuń
    3. Byłam. A że z Idą chodziłam do klasy, to trochę porównywałam - siłą rzeczy... Wcale nie zamierzałam iść na ten film, ale niedawno wydarzył się coś, co spowodowało, że po prostu musiałam. To dojrzewa we mnie na osobny post. Nie da się zawrzeć w dwóch słowach...
      Wypoczynkowego weekendu :))) życzę, Kwa

      Usuń
    4. Prawda?
      to szczerze...
      z Ida chodziłam do klasy........., osobny post?
      Twoje wcześniejsze posty o bohaterach......

      pięknie opisane historie z przeszłości.......
      tej prawdziwej, przez duże P

      gdzie Cię znalazłam w sieci blogów...
      masz wierną czytelniczkę, ....... każdego z postów.....
      Czy masz również historię z najbliższych czasów?

      [do "Solidarności" zapisało się 13 milionów Polaków. Tamten czas - od sierpnia do stanu wojennego wspominam jako taki właśnie z prawdziwym dążeniem do wolności i z prawdziwą wiarą, że wszystko można zmienić.]

      ja już do następnego pokolenia należę, wtedy byłam dzieckiem...

      Usuń
    5. Do klasy z Idą - z żywą dziewczynką o imieniu Ida, ale fizycznie podobną do aktorki, która grała Idę. I nie tylko o tym będzie oddzielny post.

      Z najbliższych czasów też coś niecoś mam... na przykład ostatni Sylwester księdza Jerzego.

      Przeczytałam teraz książkę "Gniazdo" o rodzinie Janusza Onyszkiewicza (ożeniła się z córką Pani Jadwigi Jaraczewskiej z Piłsudskich - mój post Muśnięcie legendy :) . I od czasu 1976 roku czytam trochę tak jak o swoim życiu, bo historia działa się na moich oczach. Ile rzeczy mi się przypomniało... Wspaniała książka.
      :)))) Alis dzięki

      Usuń
    6. poczekam cierpliwie...........

      :)))))
      z uśmiechami, tylko komentarz z radości (lub smutku) czasem podrzucę
      A.

      Usuń
    7. Bardzo lubię te Twoje podrzucane komentarze, dzięki temu jesteśmy w swoim zasięgu przyciągania :)))

      Usuń
    8. nie wyrabiam, uziemiona jestem i tylko migam na blogach...
      usmiechy zostawiam..

      Usuń
    9. Uziemiona... ale chyba nie nadzorujesz wysiadywania kaczych jaj :)))

      Usuń
    10. nieeee :)))
      ale ładuję do programów, to co mi poznikało po awarii systemu. Myślałam, że miałam archiwa za grudzień. A nie miałam, muszę przysiąść i wszystko od nowa................

      Archiwizacja się kłania, tym razem komputer padł nagle, a poprzednio zawsze po różnych objawach zdążyłam zrobić kopie....
      No cóż, mądre ciele po szkodzie..........

      Usuń
    11. Archiwizacja ważna rzecz, zwłaszcza w rachunkach. I dobrze gdy Polak mądry po szkodzie, a jeszcze lepiej kiedy PRZED szkodą.
      Buziaki :)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Ja jestem dumna, że mam takie korzenie. Odtwarzam je z mozołem , nieomal od zera dopiero od kilkunastu lat. wraz ze śmiercią mego ojca, który przecież był sierotą, wychowywany przez ciotki - siostry rzeczonego Mietka, zostałam jakby odcięta od tamtych dziejów. A taką spuściznę za komuny rodziny nosiły jedynie w najbardziej skrytym zakątku serca i dzieciom się o tym nie mówiło. Tak się ułożyło...
      Moją jedyna zasługą jest więc to, że to odgrzebałam i że upowszechniam, jak umiem.
      Dzięki Wiolu, że doceniasz :)
      Serdeczności ślę.

      Usuń
  6. Kolejny smutny przykład, jak Polska Ludowa odpłacała się swoim bohaterom. Ile jeszcze minie czasu, abyśmy mogli mówić o tamtych czasach szczerze i z właściwą perspektywą? Do szału doprowadzają mnie wciąż obecne słowa "za komuny było lepiej", etc. Czy ci ludzie po prostu nie wiedzą, co mówią? Nie pamiętają, czy może stali po tej drugiej stronie, która usprawiedliwiała zbrodnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za komuny zabili Mietka, zabrali Wólkę Pracką, wyrzucili z pracy Zosię, która wróciła z obozu Ravensbruck, a wcześniej do sprawy Mietka również ją aresztowali na Oczki. Jednak to był margines , bardzo szeroki, a jednak nie dotyczyło to większości polskich rodzin. Dlatego Anetko myślę, że ludzie mówią iż za komuny było lepiej. I kiedy to mówią pewnie mają na myśli darmowe mieszkanie po 20 latach i gwarantowaną pracę, jeśli się ktoś nie angażował w opozycję albo nawet talon na małego fiata jeśli się zapisał do partii. To tak zwana mała stabilizacja. I pewnie coś w tym jest że Polacy chcieli pełnego stołu. A jednak do "Solidarności" zapisało się 13 milionów Polaków. Tamten czas - od sierpnia do stanu wojennego wspominam jako taki właśnie z prawdziwym dążeniem do wolności i z prawdziwą wiarą, że wszystko można zmienić. Myślę też że te "dwie strony" czasem miały - tak jak dwa zbiory, dość dużą część wspólną.
      Pozdrawiam Cię serdecznie, B

      Usuń
  7. Masz niesamowitą rodzinę!! I tyle pamiątek i taką wiedzę na temat historii swojej rodziny, że aż ci zazdroszczę :)
    Najchętniej, to bym znalazła nić łączącą nasze rodziny i czerpała z tego co zebrałaś :)))
    Ależ bym wtedy dumna chodziła!

    Uściski :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Julio Droga :) Twoja rodzina też na pewno ma ciekawą historię. Inną niż moja, ale ciekawą. Pamiętam, że mówiłaś (pisałaś) kiedyś o starym domu Twoich przodków. Gdyby tak odtworzyć historię tego domu... i czasu zanim w nim zamieszkali. Inne było życie ludzi mieszkających na wsi, inne w Warszawie, a inne na Kresach, ale to życie toczące się na tle historii regionu i kraju jest takie ciekawe. Tylko, że nie mamy źródeł - bo najlepsze są pamiętniki. Czytałam takie świetne pamiętniki na blogu, który prowadzi Dudi, albo u pamiętniki Ewy w drodze do Kazachstanu. Ja składam historię z różnych źródeł - w przypadku Mietka bardzo pomógł mi IPN.
      Julio o historię trzeba popytać krewnych, poszukać jakiś źródeł - parafia, archiwum państwowe, itp..
      Uściski Miła :)))

      Usuń
  8. Muszę przyznać, że sama od niedawna zwracam uwagę na ten dzień pamięci.

    I tak sobie myślę, że kolejne pokolenia (rodziny, ale nie tylko) będą Ci wdzięczne za spisanie tych dziejów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto cieszyć się dniem dzisiejszym, ale należy pamiętać o ważnych sprawach z przeszłości...

      Wczoraj , w sobotę byłam na mszy i wykładzie prof. Szwagrzyka, który z zespołem dokonuje ekshumacji żołnierzy niezłomnych, niefortunnie zwanych wyklętymi. Godzina oglądania zdjęć i słuchania osoby, która wie o tym najwięcej była dla mnie niezwykle mocnym przeżyciem. Szkoda, że w naszym kraju trzeba walczyć o możliwość poszukiwania ich ciał i godny pochówek.
      Serdeczności ślę do Ciebie, B

      Usuń
    2. Tu też rozmowa z wspomnianym przez Ciebie prof. Szwagrzykiem http://www.polskieradio.pl/130/2787/Artykul/1389093,Ekshumacja-Zolnierzy-Wykletych

      I wiele innych audycji związanych z tym tematem: http://www.polskieradio.pl/zolnierze-wykleci/Tag22911

      Wysyłam, może znajdziesz coś, co Cię zainteresuje.
      I dołączam serdeczności!

      Usuń
    3. Dzięki fibulo miła:)
      Pan profesor Szwagrzyk - mnie jako materiał genetyczny, w kontekście poszukiwań szczątków Mietka, ocenia niestety na 10% prawdopodobieństwa :( nie dość że jestem z linii po bracie, to jeszcze dziewczyna, niestety.
      Serdecznie Cię pozdrawiam wieczorowa porą :) Wróciłam z uroczystości ! marcowych, było zimn, ale pięknie, pod Grobem Nieznanego Żołnierza m. in.

      Usuń
  9. wchodze tu sobie popijając herbatkę i czytam to wszystko jak jakąś dobrą i ciekawą książkę
    Milego dnia:):)

    OdpowiedzUsuń
  10. wchodze tu sobie popijając herbatkę i czytam to wszystko jak jakąś dobrą i ciekawą książkę
    Milego dnia:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że można byłoby o tym książkę napisać, tylko szkoda, że nie jest to fikcja literacka, a dokument :(

      Usuń
  11. Pięknie piszesz o swojej rodzinie...dużo wiesz o niej...masz się czym dzielić...a ja zachęcona Twoimi opowieściami dojrzewam do napisania o moim tacie żołnierzu Armii Krajowej...ale nie wiem czy dam radę...na razie pozbieram i zrobię fotki zdjęć...tak na początek...

    przytulam do serca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszko Droga, trzeba pamięć przywoływać o naszych dzielnych przodkach. Już czekam na Twój wpis o Tacie z AK.

      Moc dobrych myślę ślę do Ciebie :)

      Usuń
  12. Nie była Pani dawno na Łączce. Tam nie ma już ani ściany pamięci, ani tabliczek.
    Jest to co zamieściłem dziś na FB, czyli kupa kamieni i białe brzozowe krzyże ze zdjęciami poległych spontanicznie wkopane przez Stowarzyszenie Pamięci.
    Ale dokumentacja jak tam było jest zachowana, wraz z opracowaniem not biograficznych o wszystkich tam uhonorowanych.

    OdpowiedzUsuń
  13. Powinnam był napisać, że "był upamiętniony na tabliczce na murze", bo rzeczywiście muru dziś nie ma. Jestem na cmentarzu Powązki Wojskowe dość często i na Łączce też, bo niedaleko tego miejsca - na przeciwko ofiar katastrofy samolotu pasażerskiego z 1987r. jest pochowana matka i brat Mieczysława. Mieczysław Sokołowski w pierwotnej wersji miał na tej tabliczce napisaną błędną datę urodzenia i przedwojenny stopień - porucznik. Staraniem Pani Agnieszki Chrzanowskiej z IPN, która od lat bada sprawę Mietka i na moją również prośbę, za zgodą p. Kunerta została wykonana nowa poprawione tabliczka, tyle, że się długo nie nacieszyłam jej widokiem, bo jak rozpoczęto prace ekshumacyjne mur rozebrano. Na łączne chowali dopiero od końca 1947, początek 1948, więc nasz Mieczysław raczej tam nie leży. Bardziej prawdopodobny jest Służewiec.

    OdpowiedzUsuń
  14. Na warszawskiej Łączce stanęły brzozowe krzyże upamiętniające 36 zidentyfikowanych żołnierzy podziemia, których szczątki znaleziono na Łączce. Większość krzyży pochodzi z Grójecczyzny, przekazali je członkowie Stowarzyszenia Pamięci Żołnierzy Wyklętych z Ziemi Grójeckiej.

    Na warszawskiej Łączce stanęły brzozowe krzyże upamiętniające 36 zidentyfikowanych żołnierzy podziemia, których szczątki znaleziono w tzw. kwaterze Ł.
    - Dziś na warszawskiej Łączce stanęło kilkadziesiąt brzozowych krzyży od nas. Upamiętniają zidentyfikowanych żołnierzy podziemia antykomunistycznego. Modlimy się za ich dusze i czekamy na identyfikację doczesnych szczątek żołnierzy podziemia związanych z Grójecczyzną, zamordowanych przez komunistów, kapitana Stefana Głogowskiego "Józefa" i Stefana Pietrusińskiego z Goszczyna - tak sprawę skomentował oddział Stowarzyszenia Pamięci Żołnierzy Wyklętych z Ziemi Grójeckiej. Foto po wpisaniu ...Stowarzyszenie Pamięci brzozowe krzyże. Jestem na FB Adam Ryszkowski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Panie Adamie, Widziałam brzozowe krzyże, aż 36 i tylko 36...
      Na możliwość ekshumacji czekają jeszcze Ci pochowani w miejscu, na którym w latach 80-tych i później dokonano pochówku ludzi zasłużonych dla komuny, niejednokrotnie tych, którzy byli sędziami w sprawach żołnierzy wyklętych. To szczególna i oburzająca drwina. Ich rodziny oczywiście nie zgadzają się na prace pod ich grobami. A na marmurowych nagrobkach, a jakże , krzyże i inicjały "Ś.P." . Minimum przyzwoitości ludzkiej byłoby umożliwienie ich ofiarom godnego
      pochówku...
      Serdecznie pozdrawiam, BB

      Usuń
  15. Mój Boże, jaki los człowieka bywa przewrotny, a może czasy, w jakich przyszło mu żyć; szedł z wojskiem ludowym na Berlin, potem walczył w szeregach "wyklętych", za co spotkała go śmierć; dwie strony medalu, zależy z czyjego punktu patrzymy na tę sytuację, są rodziny, dla których "wyklęci" to bandyci, z rąk których zginęli ich mężowie, ojcowie czy bracia, mimo, że wojna już się skończyła, dla innych to bohaterowie tamtych dni, kiedy jako nieliczni próbowali przeciwstawić się władzy ludowej, żyć w wolnym kraju, a za to spotykały ich ciężkie więzienia, wyroki śmierci, represje wobec rodziny; bardzo ciężko dokonać oceny moralnej, a po strasznych czasach wojny ludzie pragnęli spokoju; ja, żyjąca w czasach PRL-u, niewiele wiedziałam o tych czasach, ucząc się w szkole historii najnowszej; mój nieżyjący już teść był aresztowany przez bezpiekę i osadzony na zamku rzeszowskim jako 17-letni chłopak, dostał wyrok kilkuletni, ale nigdy nie chciał rozmawiać o przesłuchaniach; natknęłam się potem w internecie na wspomnienia jego kolegi, który przesiedział lata we Wronkach, więc miałam obraz tych okropności; i potem, mimo, że niby wszystko zostało wymazane z papierów, mąż mój nie dostał się do wymarzonej marynarki, właśnie przez przeszłość ojca; może tak miało być? bo gdzie byśmy znaleźli się w tym wielkim świecie:-) pozdrawiam Cię serdecznie, Beato, i dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  16. Masz rację Mario, że trudno dokonywać ocen, tym bardziej, że w tamtych trudnych czasach oprócz konspiracyjnych formacji wojskowych po lasach grasowały bandy zwykłych łobuzów, przestępców wypuszczonych z więzień i zwyrodnialców. Im to często przypisywano powiązania z oddziałami "leśnych". A mało to było ubeckich i NKWD-owskich prowokacji, podpaleń i mordów, kiedy wsadzali sobie na łby czapki z orłem w koronie? Z dokumentacji zgromadzonej w IPN w sprawie naszego Mieczysława jasno wynika, że tworzył i działał w siatce wywiadowczej WiN zwanej "Pralnia II" i nie brał udziału w akcjach w terenie polegających np. na napadach na posterunki milicji.
    Co do pobytu w tzw. Ludowym Wojsku Polskim, to wraz z ich nadejściem do Warszawy wielu tych, którzy w okolicy miasta przebywali zostali wcieleni do tej armii. Maił Mietek na pewno nie lada dylemat, czy nie uciec, czy też bić wraz z nimi Niemców. Zwyciężył chyba żołnierski obowiązek...

    Serdecznośći Mario śle. Dzięki, że czytasz...

    OdpowiedzUsuń

Z powodu nieproszonych gości włączyłam moderowanie. Przepraszam, że komentarz będzie trochę czekał na publikację. I miłego dnia Ci życzę :)