niedziela, 2 lipca 2017

Radości i smutki.

Nic to odkrywczego, że w życiu radości przeplatają się ze smutkami. I to też nie eureka, że kiedy wokół szaleją żywioły, nasza radość ze zwykłych rzeczy jest większa, a może dopiero wtedy potrafimy dostrzec, ile dobrych, zwykłych rzeczy mamy dla siebie na co dzień. Cały dach nad głową i zielone drzewa wokół i swoje miejsce na ziemi. Kochających bliskich i kilkoro przyjaciół, którzy uśmiechają się na nasz widok. Pracę i wciąż jeszcze siły do pracy. I zdrowie, które zupełnie nas nie opuściło i boli umiarkowanie ;-). Jesteśmy wolni. A kiedy smutki są w przewadze, zawsze możemy mieć nadzieję, że radość powróci. I ona powraca w słodyczy czereśni, w kolorach malw i nasturcji, w świergocie ptaków, w aksamicie kociego futerka, w cieple czyjeś dłoni i w czyimś uśmiechu :) 


To wielka radość móc jak co roku pojechać na Małopolski Piknik Lotniczy w Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. Zadrzeć głowę do góry, a na  niebie zobaczyć piękne samoloty i poczuć podziw dla kunsztu pilotów.




Bardzo szybki Sky-truck uciekał mi z kadru :)A kiedyś latałam nim nad Krakowem ...


Latające Muzeum Jacka Mainki. Żółty Tiger Moth, srebrny Chipmunk i łaciaty Auster - dobrzy znajomi z konstancińskiego lotniska :)


Jeszcze lotnicze radości nie przebrzmiały w duszy, a już trwoga zagląda w oczy, gdy na dworze szaleją burze i wichury. We środę wracałam do domu martwiąc się, czy aby lipy spod okna są całe, bo jedna z nich mocno jest pochylona. Nam się udało, ale dom nieopodal nie miał tyle szczęścia. Widok powalonych, okaleczonych drzew, które były starsze niż ja i rosły tu dla mnie „od zawsze” ściska serce i wypełnia je smutkiem. Wystarczy kilka minut i zniszczenia są nieodwracalne.

Drzewa na naszym podwórku osłonięte są przez czworokąt budynków.


Brzoza wysoka na kilka pięter wyrwana z korzeniami rosła tuż za naszym blokiem w Parku Zgrupowania "Żywiciel".


W naszym parku mnóstwo drzew straciło konary i gałęzie.





Widać, że w środku konar spróchniały. Na szczęście nic się nie stało nawet parkującym nieopodal samochodom.


To był bardzo stary dąb, jakby rozdwojony. Połowa, ta bliższa budynkowi oddzieliła się opierając o ścianę i łamiąc się  spadła na dach. Na domiar złego strażacy zwalając drzewo z dachu powalili rosnącą tuż obok brzozę. Strata więc podwójna :*





Na mojej dawnej ulicy Słowackiego nie widać poważniejszych start. Jak miło jest móc patrzeć na kamienicę, w której się człowiek wychował i na tę żółtą z przeciwka:)


Kamienica naprzeciwko mojego domu. Jako dziecko bardzo lubiłam wyglądać na ulicę :)

Moja kamienica "Zimowe Leże" przy ul. Słowackiego 27/33.

Ten narożny balkon kiedyś był mój razem z moim pokojem.
Na tym balkonie się bawiłam, opalałam, albo śpiewałam  :)
Wichura chciała zabrać pergolę ?

Kiedy się stąd wyprowadzałam w 1983 roku drzewa oczywiście były niższe.
A to uschnięte. to była kiedyś kwitnąca akacja.

.
Moje ukochane podwórko. Ileż tu godzin spędziliśmy z podwórkową paczką
na zabawach w Czterech Pancernych, w  Indian, sagę rodu Forsyet`ów,
w festiwal w Sopocie lub po prostu w dom :)
Graliśmy w wojnę, w dwa ognie,  w klasy, w chłopa, w gumę, w pikutę, w zbijaka
 i w wiele innych wspólnych, beztroskich zabaw.
Gdzie zabawy z dawnych lat... czas zatarł ślad....

A na tej chudej jodle sięgającej dziś V pietra, kiedyś wieszaliśmy zabawki :)
Dawniej podwórko wydawało mi się o wiele większe.

Przez parkan z podwórka zaglądam do mojego przedszkola.
Właściwie nic się nie zmieniło :)

W sobotę pojechałam na Stare Powązki zobaczyć, czy nic się nie stało naszym grobom. Mieliśmy szczęście, ale sąsiedzi pięć grobów obok będą musieli reperować mogiłę, bo drzewo runęło niszcząc płytę pomnika.
Zniszczenia na Powązkach to wielki smutek, bo oprócz nieodżałowanych drzew zniszczone są stare groby.





A u "moich" nawet znicze nie potłuczone :)


I mój  pomnik rodzinny Palmirskich, jeszcze XIX wiecznyteż oszczędzony :)


Nieopodal jest grobowiec Bolesława Prusa.Serce Serc dostało czerwone serce :)Roztkliwia mnie zawsze to, ze tylu to wspaniałych Polaków spoczywa na wieki :* 




W drodze powrotnej ta tablica zwróciła moją uwagę.
Dedykowana komuś kto zginął w 1944, pewnie w powstaniu warszawskim.Dopiero po chwili spostrzegłam, że w grobie tym również spoczywa prof. Witold Doroszewski. A przecież tak niedawno uczyłam się z jego książek do matury :* Na Powązkach zawsze trafię na nowe odkrycie....










Figura anioła opatrzności ścięta w pół.




Bardzo to smutny widok, choć słońce wesoło świeci. I od razu człowiek nabiera pokory, że tyle spraw w życiu jednak nie od nas zależy...



Trzeba posprzątać po burzy i ciszyć się tym co zostało :)

Serdeczności moc załączam i uśmiechów garść do Was posyłam :) 

29 komentarzy:

  1. Takie życie - po burzy zwykle jest słońce.Piotr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest najpiękniejsze, że po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój spokój :), że zacytuję klasyka.

      Do miłego, jak mawiają latajacy :D

      Usuń
  2. Niestety, człowiek zawsze ponosi klęskę w takich okolicznościach. Nasadzanie drzew bez wyobraźni... Bardzo smutny widok. Uściski BB i wiem, że to nie jest pocieszenie, ale dobrze, że Wam nic się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje eM :*. Wydaje mi się, że ten stary dąb rósł tu zanim wybudowano budynek IX kolonii. Architekt Barbara Brukalska zmieniała projekt pod katem rosnących drzew. Pewnie gdyby prześwietlić wiele drzew z okolicy okazałoby się , że są "puste" w środku. Może można byłoby jakoś przeciwdziałać?

      Trzeba mieć nadzieję, że pogoda wreszcie się uspokoi.

      Uściski ślę na wyspę wysp :)

      Usuń
    2. Czyli jak zwykle czynnik ludzki :( Pewnie zawsze można coś zrobić. Uściski odsyłam, u nas mocno wieje i wieje. ale tu się nie buduje wysokich domów i nie buduje blisko drzew. Ucałowania

      Usuń
  3. Nie tylko wśród ludzi mieszają się smutki i radości. I przyroda przynosi nam zmienne obrazy. Przykry to widok zniszczeń na cmentarzu Powązkowskim. Pozdrawiam i życzę więcej przyjemnych wrażeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aleksandro :) I Tobie życzę bezchmurnego nieba i pogody łaskawej wyprawom wszelakim :)

      Usuń
  4. BB, i ja byłam w czwartek, w czasie burzy na Twoim Ursynowie...

    ... prawdziwe życie przywołało: " gościem na onkologii byliśmy"... zostawilismy na 2 godziny najbliższych, aby od serca przytulić się mogli, pogadać..., pozwierzać. Przez Warszawę po burzy, przemkneliśmy, Pałac Kultury zobaczyć. A tu: i miejsce bez trudu na parkingu znależliśmy, i na taras bez tłumów dotarliśmy, obiecane lody posmakowaliśmy (dziewczyny ode mnie wszystkie drobne monety wyprosiły...) i nas "snapczat" wyśledził: na dole z bukiecikiem róż na nastolatkę kolega z koloni dotarł...... Jakie to MAGICZNE CHWILE BYŁY.... TAKI SPLOT DOBRYCH WYDARZEŃ... NIBY OBOK, A W ŻYCIU PRAWDZIWYM... ZASKAKUJE nmie to prawdziwe zycie......
    widziałam, te konary połamane, burze u nas straszniejsze jeszcze..., a te w tej podrózy nas omijały...
    i dziękuję za to!!!!
    pozdrowienia Kaczo, serdeczne zostawiam A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alis Miła, współczuję bardzo okoliczności, które Was do Warszawy przywiodły, ale cieszę się, że pomimo tego miłe też były chwile.

      Z nadzieją na zdrowienie bliskiej Wam osoby, ciepłe myśli ślę i kwakanie ciche :*

      Usuń
    2. ciche kwa,kwa zostawiam...

      Usuń
  5. Nie oszczędziły burze chyba żadnego zakątku kraju, u nas legły śliwy, dąb, no i jesion położył się na linii energetycznej; czasami siedzę na tarasie, a tu gruchnie coś głośno po lesie, to padają nadwyrężone burzą olbrzymy; drzewom w zwartej masie łatwiej dać odpór wichrowi, pojedyncze drzewa są raczej bezbronne; widok strzaskanych nagrobków chwyta za serce, bardzo to smutny widok, zwłaszcza Anioła, jaki człowiek jest maluczki wobec potęgi natury; latają u nas po niebie takie malutkie, wolne samolociki, zdjęcia robią do map pod dopłaty unijne, z regularnością grzebienia przeczesują podniebny rejon, nic im nie umknie:-) pozdrowienia ślę, Kaczko:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario Miła, wobec ilości drzew na Powązkach wydaje mi się, że i tak stosunkowo nie tak wiele drzew poległo i że to właśnie ich gęstość zadziałała obronnie. Będą miały teraz Powązki wydatki na uprzątnięcie i odbudowę tych zabytkowych nagrobków, bo te współczesne rodziny będą musiały same wyrychtować. Stare Powązki to jedyny cmentarz w Warszawie na którym nie wnosi się tych opłat co 20 lat po 3 tysiące od grobu, więc funduszy mają mniej.

      I ja Was serdecznie pozdrawiam i jak najmniej trosk życzę :) Kwa, kwa....

      Usuń
  6. Och, najgorsze wichury dwa lata temu skosiły wiele wrocławskich - głównie zdrowych - drzew. Jedno tuż przed naszym oknem - topola padła jak trzcina, a w pobliżu trzech bloków wyrwało lub złamało 17 (siedemnaście!) drzew. Chwilę potem 33 zostało ściętych (ale posadzono za to 5 świerków).

    Dziękuję za zdjęcia z Powązek.

    "Jak osobliwie miesza nam, śmiertelnym, Opatrzność cierpienie i radość w jednym pucharze" napisał kiedyś Tomasz Mann.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję wszystkich drzewnych strat :* i pięć świerków nie jest rekompensatą.

      Dziękuję za piękny wyimek z Manna, Fibulo :)

      Usuń
    2. Ależ oczywiście, że 6 iglaków ma się nijak do 33 ściętych liściastych. Na burze sił nie ma, ale drzew szkoda. I trochę strach, bo ta wyrwana topola runęła tuż pod naszym oknem i widzieliśmy to - to dosłownie kwestia sekund.

      Usuń
    3. Ja w czasie tamtej burzy byłam w pracy. Za oknem dosłownie ściana deszczu, łomot wody i szum straszny. Gdy się uspokoiło zobaczyłam ,że złamało połowę lipy pod oknem. Nawet nie widziałam i nie słyszałam kiedy :(

      Usuń
  7. Te poharatane drzewa to nie wichura,to Szyszko!-}}

    OdpowiedzUsuń
  8. Iżbym przódzi wiedział, że WMPani na tych Czyżynach o ledwo stajań parę ode domostwa mego grasujesz, rad bym zaprosił:)) A wierzby wielgiej okrutnie i starej, co mi się nad domem już pochylała i żem się lękał, zali na następną wichurą jej mieć na dom zwalonej nie będę, zdążyłem akuratnie przed nawałnicą nie tyle wyciąć, co przyciąć na paru zaledwie metrach i wreszcie śpię spokojnie, gdy nocami leje i duje...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło, że Pan Wachmistrz nieopodal Czyżyn mieszka :) Mam tylko nadzieję, że lotnicze hałasy nasilone w dniach pikniku nie bardzo przeszkadzają.

      W piątek przed piknikiem, w południe, burza nas zastała w przejściu podziemnym koło dworca. Potem idąc Parkiem Lotników tyle pięknych drzew ściachanych wichrem widzieliśmy, jodły powalone i brzozy i wierzby. Wtedy sobie pomyślałam, że na południu wiatr groźniejszy niż na Mazowszu, a tu się okazuje, że miejsce wcale nie jest wolne od nawałnic :(

      Pozdrowienia serdeczne ślę do ukochanego Krakowa,a w okolice czyżyńskiego pola wzlotów szczególnie szybko dotrą, mam nadzieję :)

      Usuń
  9. Przywiązanie do przeszłości, czy też znaków przeszłości jest mi bliskie. Także zwracam uwagę na widoki, które znam z dzieciństwa, jednocześnie cały czas wykonuję "ćwiczenia z utraty". Wszystko może zniknąć w jednej chwili. Oprócz "walizki" :-)

    SMBOX1100:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Tesiu, ćwiczenia z utraty są nieodłączną częścią życia. A im człowiek starszy, tym okazji do ćwiczeń więcej. Żeby zyskać choć trochę równowagi ... zapisałam się na jogę :)

      Za to nasza walizka coraz bardziej wypełniona drogocennymi skarbami :*

      SMBOX100000:* i kwa...

      Usuń
    2. BB, czytam w wiki o tej jodze i o wszystkich zawiłościach z nią związanych i dochodzę do wniosku, że do mojej walizki już by się nie zmieściła ;-). Najbardziej przeraża mnie to, że ma prowadzić do oczyszczenia umysłu! Ja widzę mankamenty mojego, ale za nic nie chciałabym go oczyszczać!!! Gdyby był zbyt doskonały, to chyba bym się go trochę bała ;-).

      Wczoraj wieczorem spotkałam sąsiada, który kontemplował widok przed swoim domem (w pewnym zakresie zbieżny z widokiem przed moim :-). W tym widoku jakiś czas temu zabrakło rozległej zabytkowej budowli i trochę było mi jej żal (nie była ładna, ale była świadkiem historii i takim stałym elementem za oknem, który dawał jakieś poczucie stałości). A tu wczoraj sąsiad mówi, że ma teraz wspaniały widok z rozległą perspektywą, który jest rzadkością w mieście. Popatrzyłam i doszłam do wniosku, że chyba nie jest tak źle z tą utratą :-).

      Masz rację BB, człowiek z wiekiem bardziej selekcjonuje to, co wkłada do walizki. Jestem ciekawa, jak będzie wyglądała moja. Tak mi się widzi, że będą na niej kwiatki-dziergatki od Ciebie :-).

      SMBOX100000100 i kwa :-)

      Usuń
    3. Kochana Tesiu :), ja jogę traktuję tylko jako wygibasy, spokojne, w miarę moich (skromnych bardzo) możliwości. Skusiłam się, bo to w firmie zaraz po pracy i z koleżankami z pracy (jest nas pięć :), więc bez obciachu. Nasza trenerka nie robi żadnych wtrętów ideologicznych z oczyszczaniem, więc można się skupić jedynie na wyciąganiu. Nazywa tylko te figury po ichniemu, jakieś tadasan lub coś podobnego, ale trudno zapamiętać. Ćwiczę krótko dopiero dwa miesiące, a i tak w akacje przerwa. Staram się trochę w domu powyginać, ale nie jogowo, a zwyczajnie, jak na wuefie :)

      Przeprowadzając się na Żoliborz straciłam perspektywę jedenastego piętra... ach, te zachody słońca :***, a zyskałam śniadania pod lipą :) Tak blisko okna rośnie i tak niemożliwie pachnie, że czujemy się jakby nam wchodziła do domu. I to prawda, że każda utrata odsłania coś nowego.

      NSMBOX100010000 i kwa, kwa :-)

      Usuń
    4. Tematu nie znam z własnych doświadczeń ani nie zgłębiałam teorii, ale trafiłam na takie zeznania ;-):
      https://www.youtube.com/watch?v=u5DwPjwObmc

      Gdybym ja miała wybierać, wybrałabym śniadanie pod lipą! Moim zdaniem ubiłaś świetny interes :-).

      NSMBOX1000000000100, kwa i teś :-)

      Usuń
    5. Dziękuję Ci Tesiu, za zeznania, dają do myślenia. Musze zgłębić temat, bo rzeczywiście podeszłam spontanicznie.

      Do lipy mnóstwo pszczół przylatuje. Martwi mnie jednak, że co najmniej kilkanaście spada na ziemię ledwie żywe i umierają. A przecież każda pszczoła jest na wagę złota :( Przenoszę je dalej, żeby nikt nie rozdeptał, ale one i tak nie "ożywają". To chyba niemożliwe, żeby lipa była zatruta?

      I takie to zmartwienia w komplecie z lipą...
      NSMBOX10000000000000000 i teś :D :D :D

      Usuń
    6. Bardzo tajemnicze zjawisko z tymi pszczołami. Zastanawiałam się nad możliwą przyczyną i nie wpadłam na żadne rozsądne wytłumaczenie. Ale wpadło mi do głowy, że zaciekawiłaby mnie powieść, która by się zaczynała od opisu i śniadania pod lipą i tego kryminalnego wątku z pszczołami!

      Dobrej niedzieli, kwa i teś i NSMBOX100000000000000000100!

      Usuń
    7. Niedziela była dobra, nawet bardzo :) Najpierw Kostka, potem lotnisko na łące, potem krótkie, rodzinne spotkanie.I do tego słońce... Życie naprawdę jest piękne!

      A co do pszczół to sprawdziłam w necie - to jest chyba lipa węgierska, czyli trująca (pułapka) dla pszczół :((( Tak mi przykro, bo lubiłam to drzewo, kiedy nie wiedziałam że jest trujące. Pszczoły przylatują zwabione zapachem, i giną :(((

      Dobrego Tygodnia Tesiu.
      NSMBOX 12000000000000, kwa i teś :)

      Usuń

Z powodu nieproszonych gości włączyłam moderowanie. Przepraszam, że komentarz będzie trochę czekał na publikację. I miłego dnia Ci życzę :)