czwartek, 29 maja 2014

Jak dostałam po nosie – lekcja komunikacji nr 1.


Na pewnym internetowym forum przy okazji wpisu o oglądaniu seriali przedstawiono pogląd, że osoby, które nie oglądają telewizji robią z tego misję i że z tego powodu się wywyższają. Potem toczyła się dyskusja na temat „Czy wstydzicie się oglądać seriale?”. Właściwie wszystkie głosy były deklaracją „oglądamy i bardzo lubimy” i do tego kilka głosów o osobach „atelewizyjnych”, że pozują na nie wiadomo kogo.

Diabeł chyba mnie podkusił, a właściwie jego adwokat, że napisałam tam: „A ja nie wstydzę się przyznać, że nie oglądam seriali. Czasu mam niewiele, a uwagę zupełnie niepodzielną, żeby tak i sprzątać i oglądać jednocześnie”. Natychmiast dostałam po nosie, a właściwie po oczach, bo po chwili przeczytałam dwie odpowiedzi: „Snob zawsze znajdzie sposób, żeby swój snobizm okazać.” I drugi trochę łagodniejszy: „No co ty, seriale są fantastyczne.”

Nie wiem czemu (czyżby?) tak jakoś niemiło się zrobiło, bo niby dlaczego od razu snob i to jeszcze taki, który nie wie co jest fantastyczne. No dobrze, przyznam się, nawet mnie ciut zabolało. I dlatego zaczęłam się nad tym zastanawiać. To znaczy nie nad serialami, bo sądzę, że w tej kwestii każdy ma prawo wyboru, ale nad tym CO TAK BOLI.

To też dobra okazja, aby poćwiczyć „na sucho” NVC, czyli Porozumienie bez Przemocy. A więc, najpierw uderzenie we własną pierś. Po pierwsze to ja sprowokowałam taką reakcję odpowiadając na jasno sformułowane pytanie: „czy wstydzicie się oglądać seriale?”, pisząc, że ja nie wstydzę się przyznać, że ich nie oglądam. To sformułowanie, będące kijem wsadzonym w mrowisko, można zrozumieć w ten sposób: ci co oglądają, to jednak mogą się wstydzić. Lepiej byłoby zatem napisać: „A ja nie oglądam, bo nie mam czasu.” 

Moja respondentka mogła poczuć się oceniona, więc odpowiedziała oceną. Co prawda jej ocena była agresywna, ale tak to już jest, że ocenne wypowiedzi rodzą agresję. Zamiast używać słowa „snob” mogła przecież napisać „ktoś, kto nie ogląda seriali zawsze znajdzie sposób, żeby nieoglądanie usprawiedliwić.” Oczywiście, że tak nie napisała, bo chciała mi przywalić, a nie pogłaskać.

M. Rosenberg w „Porozumieniu bez przemocy” tłumaczy, że osądy moralne (snob) sugerują, że ci spośród nas, którzy robią coś co jest niezgodne z naszym systemem wartości (rozmiłowanie w serialach), nie mają racji albo po prostu są źli. Kto nie jest z nami ten przeciwko nam! Wymienia też różne formy osądu: etykietki, obelgi, zarzuty, lekceważące słowa (snob), a nawet wszelka krytyka, porównania i diagnozy.
Kiedy się nad tym zastanawiam dochodzę do wniosku, że tego właśnie uczymy się nieomal od urodzenia: jakie ładne „pa,pa”, albo o jaka brzydka mina. I tak ćwiczymy nie tylko władanie językiem osądu, ale też myślenie w tych kategoriach. Taksujemy, oceniamy, klasyfikujemy – ludzkie zachowania i wygląd. Ładny- brzydki, szczupły-gruby, miły-gbur. Dobry, albo zły, sprytny, albo niedorajda, normalny albo… 

I powiem więcej – nawet jeśli nieświadomie nadajemy naszej wypowiedzi taki charakter, to i tak stajemy po drugiej stronie muru – odcinamy się od naszego rozmówcy. Każdy z nas nieustannie oceniając innych, sam też nastawia się na to, że jest oceniany. Pani, z którą wymieniłam tamte nieszczęsne wpisy właśnie tego się po mnie spodziewała – tego, że uważam za gorsze osoby oglądające seriale, a siebie za lepszą – bo nie oglądam i się nie wstydzę. I nie ma to znaczenia. że tak nie uważam.
Od dłuższego czasu staram się zwracać baczną uwagę na ten ocenny rys zdań wypowiadanych przez mnie i innych ludzi. Spróbujcie sami się temu przyjrzeć, a zdziwienie jest gwarantowane.

Na początku napisałam, że „snob” nieco mnie zabolał. „Poboli i przestanie”, jak mawiała moja babcia, gdy się przewróciłam. Gorzej jest wtedy, gdy czyjaś krytyka, ocena, etykieta nie tylko zaboli ale coś w nas złamie. Zadrapie, porysuje, wyszczerbi nasze poczucie własnej wartości, zaufanie do ludzi i świata, a choćby nawet to, że takim momencie powiemy sobie, „ale byłam głupia”. Takie słowa i takie doświadczenia są świetną pożywką, dla naszego wewnętrznego krytyka. Każdy z nas nosi w sobie takie słowa, które zraniły do żywego. I po co one padły? Dlaczego? O tym kiedy indziej. 
Od czasu kiedy spotykam się z żyrafą (NVC) myślę sobie, że tablica dziesięciu przykazań jeszcze nie jest zamknięta. Ja do swojego dekalogu dopisuję kolejne: „Jedenaste – nie oceniaj”.
.

6 komentarzy:

  1. A ja uważam, że aż się prosiło napisać tak, jak napisałaś po wszystkich pełnych poczucia wyższości komentarzach, które się na tym forum wcześniej pojawiły. I tak naprawdę nie wsadziłaś kija w mrowisko, lecz "uderzyłaś w stół". I "nożyce się odezwały". Ale tego można się było spodziewać. Z Twojego opisu dyskusji na tym forum wynika, że wypowiadały się na nim głównie osoby deklarujące dystans (w najlepszym razie) do "nieoglądaczy". Kiedyś w dobrym tonie było nie oglądać seriali, bo uchodziły za chłam. Dziś w dobrym tonie jest być na przekór. Może i słusznie, bo współczesne seriale są ponoć sztuką. Ale i tak nie mam kiedy ich oglądać. Podobnie jak Ty:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie smuci raczej to, że potrafimy się pokłócić dosłownie o wszystko. A przede wszystkim to, że nie potrafimy się porozumiewać z empatią. Ja naprawdę nic nie mam przeciwko serialom, ani tym bardziej oglądającym. Byłoby dobrze, gdybyśmy dawali sobie prawo do różnienia się i dalej się lubili. A my zaraz tworzymy obozy - za i przeciw.

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak...napisałam się i znikło;-P Kruca fix...a takie mundre to było;-) Pozdrawiam ciepło Beatko.

    OdpowiedzUsuń
  4. To wielka szkoda, że mundre, a zniknęło :( Ja to sobie zawsze przejeżdżam po tekście i wybieram "kopiuj", na wszelki wypadek, jakby zniknęło. Ściski dla całej Rodzinki, Anetko.

    OdpowiedzUsuń
  5. aż popatrzyłam u mnie, bo miałam niedawno podobny temat;)
    mam bardzo zmienioną przez blogowanie wrażliwość, myślę, że tu miałby co robić dobry psycholog, bo zjawisko nadinterpretacji i przewrażliwienia dotyka chyba wszystkich długoletnich blogujących. Muszę kiedyś o tym napisać bo mam wrażenie, że w blogosferze o tym się nie mówi. Dobrze, że dotknęłaś tematu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem, czy nadinterpretacja dotyka w większym stopniu blogujących. Jestem w tej b-sferze od dwóch miesięcy. Myślę, że to może być specyfika "krótkości" wypowiedzi komentujących. W kilku słowach trudno wyczerpać jakieś zagadnienie. Mam przeczucie, że jasne wypowiedzi, bez oceniania, czy jakichś "podjazdów" nie uruchamiają nadwrażliwości odbiorcy. Jedenaste - nie oceniaj :)

    OdpowiedzUsuń