sobota, 13 grudnia 2014

Życie w nie-swoim świecie


... czyli o ludzkim stadzie.


Miało być miło, świątecznie, bożonarodzeniowo, radośnie i błyszcząco. Piątek, ach jak ja lubię piątki. Zabrałam ze sobą aparat fotograficzny, żeby po południu uwiecznić świąteczne oświetlenie Traktu Królewskiego. Jednak zanim zapadł zmierzch, znowu ze zdziwieniem odkryłam, że żyję w stadzie wilków.
Tymczasem świat pozorów został umiejętnie oświetlony, tak aby ukryć w cieniu brzydotę, szpetotę, tandetę. Zakamuflować pod cienką warstwą uprzejmości, życzeń wszystkiego najlepszego i jak się czujesz kochana, uśmiechów i achów, to co prawdziwe.



Każda latarnia dostała błyszczącą parasolkę i pęk dyndających na wietrze bombek, a każde drzewo omotano pajęczyną z połyskujących odrobinek.





Po Zamku Królewskim ślizgają się wielkie, białe, śniegowe gwiazdki. Zamiast zielonego, iglastego drzewka stoi smukły, migoczący tysiącem światełek stożek. Wokół pozostawiono świetlne paczki z kokardami. Dzieci się cieszą. Wszyscy robią zdjęcia.







I znowu porzucone przez Św. Mikołaja kolorowe prezenty.



Można też wsiąść do magicznego pociągu i próbować stąd wyjechać. Jednak ta podróż nigdzie się nie skończy, bo nie ma początku.





Przy bramie Akademii Sztuk Pięknych pozostawiono dla nas wielki rozświetlony, pusty w środku prezent, przewiązany misterną kokardą. Podarunek ten jest ułudą, tak samo jak to słowo, które wyłania się z mroku zapadającej nocy.




Rzadko tu bywam, więc niespodziewanie natykam się na zlepek liter i obrazu, który tamtego czerwcowego, gorącego czasu napawał serce nadzieją. SOLIDARNOŚĆ. Właśnie na to miałam nadzieję. Na ludzką solidarność i na sprawiedliwość.





Dawno, dawno temu w zupełnie innym świecie, kiedy tamtą Ankę wyrzucono z pracy ożyła Solidarność. 
Dziś, kiedy inną Ankę wyrzucili z pracy, nie stanie się nic. Po prostu nic. 
Żyję w stadzie wilków przebranych za owce. Trudno rozpoznać przebierańców, aż do chwili, w której na skinienie Alfy inne z ochotą rzucą się do gardła starym, schorowanym owcom.
I zabronią ci nawet o tym mówić. I tylko patrzeć kiedy powiedzą ci, o czym wolno myśleć. I liczą każdy twój krok oznaczając kreską na papierze.
O tak, to prawda. Za mało kroków zrobiłaś stara owco, za długo chorowałaś. A że wróciłaś kulawa, czekali aż się potkniesz. 



Doradzasz mi: „Siedź cicho, bo będziesz następna”. Masz rację. Zgadzam się. Nie powiem – to jest podłe. Umarła we mnie solidarność. Umiera moja nadzieja. Wygrywa pesymista.  Mogę być następna. Życie to gra w wilka i owce.



I nastanie cicha noc...


28 komentarzy:

  1. Ale wiesz, że nie wolno nam na to pozwolić? Wiem, że wiesz. Jak pozwolimy umrzeć nadziei i tym solidarnym gestom, nic już nie zostanie. Nic. A noc nie będzie cicha spokojem, lecz głucha i zimna. Nieludzka. Solidarność ma pewnie różne oblicza, a Ty, zwłaszcza Ty, mogłabyś o niej niejedno powiedzieć.
    Pięknie u Was, zwłaszcza tych śnieżynek na Zamku zazdroszczę :) I tego, że umiałaś w tych ciemnościach takie zdjęcia zrobić.
    Bardzo ciepło Cię pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak pozwalamy.
      Nie było tak 33 lata temu. Pamiętam ten dzień doskonale. Mroźny i przeraźliwie jasny. Słońce odbite od śniegu na nieodśnieżonej ulicy Mokotowskiej.Z okien budynku, w którym mieścił się mazowiecki region Solidarności wyfruwały wyrzucone przez tamtych sterty białych papierów. Kartki fruwały swobodnie jak ptaki, opadły na jezdnię zagrodzoną z obu stron przez ZOMO. I my na przeciwko ich szaroniebieskich mundurów, twarzy schowanych za osłoną z pleksi i trzymanych w rękach tarczach i palkach. My legitymujący się staniem po przeciwnej stronie i przypiętym do kożucha znaczkiem Solidarność, albo Matką Boską.
      I wiesz przypominam sobie to uczucie, które wypełniało mnie całą - niczego się nie boję. Ja, mała, chuda, 20-letnia studentka UW, trzymając za rękę mojego przyszłego męża, byłam mocna wiarą i nadzieją na Nową Przyszłą Polskę. Wtedy niczego się nie bałam, bo cóż oni mogliby mi zrobić?
      A dziś boję się tego właśnie tego, że nie ma we mnie odwagi, by trzasnąć pięścią w stół i powiedzieć: To podłe i niegodne wyrzucać z pracy samotną, dopiero co chorą na raka kobietę na rok przed emeryturą. Znaleźliście haka, ale to takie cyniczne, takie małe, takie niskie. Kimże wy jesteście? Wy dyrektorzy i kadrowe, żeby decydować o ludzkim życiu lub cywilnej śmierci? Kto wam dał prawo do wyciskania łkania ze starej schorowanej piersi, kobiety, która nie jedno już w życiu przeszła. Czy wy sumienia nie macie?
      Nie, nie mam na to odwagi. Dawniej się nie bałam, teraz się boję. I to mnie najbardziej zasmuca.
      A solidarność? Taka mała, ludzka, zwykła - w rozmowie, w pocieszeniu, we współczuciu, jakieś wsparcie, jest oczywiście. Tylko, że to ZA MAŁO, żeby dobrze się poczuć.

      Dzięki Wiolu za ciepło.

      Usuń
    2. Albo nigdy nie byliśmy takimi herosami, jak nam się wydawało, albośmy skarleli i nie umiemy się z tym pogodzić. Dobrze, że choć ten brak zgody trochę nas uwiera.
      Ściskam:)

      Usuń
    3. Nie wiem jacy byli inni, ale ja czuję właśnie skarłała :(

      A zdjęcia Wilou zrobiłam dzięki temu, że mam w aparacie takie ustawienie z automatu do zdjęć nocą :) Fotograf też ze mnie marny.
      Dobrego wieczoru, B

      Usuń
  2. z takich doświadczeń składa się nasza codzienność, jesteś trzecią osobą w tym tygodniu, która opowiada o utracie pracy przez kogoś bliskiego, znajomego. A zima jest trudnym okresem, ze względu na różne wydatki i potrzebne ciepło. Pozostaje mieć tylko nadzieje, że kiedyś się to zmieni.

    Mogę tylko westchnąć ehhhh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapomniałam napisać o bajkowych zdjęciach, jak kiedyś na zachodzie......
      szkoda, że rozpiętość pomiędzy bogatymi i biednymi jest tak wielka i niektórzy nie mogą się cieszyć.

      U nas tradycją adwent są chodzące od domu do domu "gwiazdki" czekam dziś na takie, może ktoś zapuka do drzwi (nie ma już tego- zadzwoni dzwonkiem).

      Wzruszam się wtedy do łez i nie mogę zaśpiewać z nimi kolędy

      Usuń
    2. I ja mam właśnie takie skojarzenia, że kiedyś tak bardzo zazdrościliśmy tych wszystkich zachodnich świecidełek. Tylko, że dawniej, nie było takich różnić między bogatymi i biednymi. Wszyscy mieli mniej więcej tak samo.
      Wasza kaszubska tradycja chyba jest milsza niż ten mir błyskotek w Warszawie, czy innym mieście. Z gwiazdką chodzi żywy człowiek,a tu choć się błyszczy, to wszyscy sobie obcy. Takich wzruszeń jak Twoje, nawet pod najbardziej bogato rozświetloną latarnią się nie doświadczy. Więc - nie ma czego żałować :)
      Buziaki, B

      Usuń
  3. A właśnie przed chwilą odbyłam z koleżanką w pracy rozmowę na podobny temat.
    Nasza przewodniczka stada szykuje się na emeryturę, a tylko ona umie trzymać wilki na smyczy, i przy niej wyglądają na łagodne......co będzie kiedy odejdzie....

    Dziś rano, kiedy (jeszcze po ciemku) jechałam do pracy przyglądałam się jak rozświetlono nasze miasto. Jeśli znajdę czas, też spróbuję pokazać u siebie :)
    Ciepłe uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, gdy w stadzie jest kontr-siła. :)

      A Twoje zdjęcia na pewno będą piękne.
      Uściski Julio, B

      Usuń
  4. Tu, gdzie mieszkam jest mural, który mijam prawie codziennie:
    CzłOWIECzy LOS
    http://zielonyw309.blogspot.com/2011/01/czl-owiec-czy-los.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki za linka. Mural ma naprawdę mocy przekaz. Powinien być ilustracją do tego wpisu,a właściwie stanowić logo takich miejsc pracy. Mówi wszytko prawie bez słów.

      Usuń
  5. Tak mi uprzytomniałaś, że Świat jest pokręcony, nieszczenie ludzi... wilki jakieś, nie ogarniam tego wszystkiego.

    ściskam Beatko i posyłam uśmiechy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Twoim świecie Małgosiu owce to owce, białe a nawet czarne żyją swobodnie na zielonych przestrzeniach za oknem :)

      Usuń
    2. ano, ale wiem, że napisałaś to wszystko w przeności i dlatego tak w sobie nie mogę się pogodzić z takim traktowaniem ludzi. Kiss

      Usuń
    3. To nie jest przenośnia Małgosiu. To jest fotoreportaż z kamuflażem.
      To świat na który nie mam zgody, ale to jest mój świat. Jestem owcą, a może raczej baranem, który daje się prowadzać na postronku wilka :(
      A serce mi pęka naprawdę.
      Raduj się widokiem wolnych owiec.
      Ściskam Cię gorąco, B



      Usuń
    4. https://www.youtube.com/watch?v=u-nFIo4f71g

      Usuń
    5. Piękna :)
      Do puki kochamy, czujemy i zachwycić nas może ... drugi człowiek - jest nadzieja :)))
      dzięki Kochana, Kiss :)

      Usuń
  6. Mam wrażenie,że nasz świat niszczy brak idei,ideałów.Że został zepsuty od środka.Nie jestem wcale taka pewna,czy to przypadek:(
    A takie miasto w światełkach,to jednak piękne jest:) Miałam ostatnio okazję,wyjść z kina z ostatniego seansu.Trzeba było przejść przez całą pustą galerię handlową oświetloną tylko takimi lampkami.Bajeczne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Basiu. To właśnie idea kiedyś nas jednoczyła,a ideały i autorytety stanowiły punkty świetlne na naszej drodze.

      Byłabym się cieszyła z tych świetlistych dekoracji, gdyby nie okoliczności.
      Kiedy spadnie śnieg i aura zrobi się zimowa pójdę jeszcze raz -wtedy jest jeszcze piękniej.

      Serdecznie Cię ściskam, B

      Usuń
  7. a w tym wszystkim gubi się sens , to co kiedyś by ko podstawą, skałą punktem odniesieniazmienia kierunek ... chcieliśmy tego wszystkiego, szerokiego świata, światełek oddechu . chcieliśmy i mamy ale zawsze jest coś za coś, fasada świeci a w środku coraz bardziej pusto ... piekielny wyścig szczurów .. kto nie biegnie po prostu zostaje , bez oglądania się. KIEDYŚ BYLI LUDZIE, BYŁY KSIĄŻKI, BYŁY MARZENIA I BYłA OBECNOŚĆ.., LUDZIE NIE MIELI PIENIĘDZY TO DAWALI SOBIE CZAS , COŚ NAJWIĘKSZEGO, A TERAZ PĘDZĄ I DEPCZĄ PO DRODZE caps, czasem z głupoty a czasem dlatego, że nikt nigdy im nie pokazał że może być inaczej. Świat jest wredmy kiedy na to pozwalamy. Ech pamiętam dawne czasy, pamiętam swoje pierwsze kroki w firmie którą ielkim wyrzeczeniem zakładaliśmy. Byliśmy bardzo młodzi , biuro państwowe się rozpadło każdy coś tam próbował. Pracowała u nas maszynistka Pani Helenka, miała bardzo dużo lat, była samotna , miała tylko małego pieska , ratlerka. Helenka nie miała czego żyć zlecaliśmy jej pisanie to jakoś sobie radziła. Pamiętam czas kryzysu firmy ojjjjj - kwiczeliśmy wszyscy. Zbliżały się święta i nagle wpłynęły zaległe pieniądze , małe były nawet nie było co dzielić. Szłam ze wspólnikiem ulicą i myśleliśmy co z tym zrobić i nagle jednocześnie zawołaliśmy - Helenka. W papierniczym kupiliśmy kopertę, włożyliśmy pieniądze i ruszyliśmy do Helenki do domu, podała nam kiedyś adres. zADZWONILIŚMY A ZA DRZWIAMI ROZLEGŁ SIĘ NIESAMOWITY JAZGOT. oTWORZYŁA hELENKA A NA KLATKĘ WYSKOCZYŁ PIESEK, MAŁY CHUDZIUTKI I SIWY RATLEREK, na dodatek bez zębów , oj, całkiem jak Helenka tylko że ona cichutka. Przyjęła nas serdecznie, obracała kopertę w palcach i nagle na głos się rozpłakała, powiedziała, że właśnie za ostatnie pieniadze kupiła chleb i koniec, żadnej nadziei.. nIE ZAPOMNĘ RADOŚCI hELENKI. Wiesz - my jednak byliśmy do takich sytuacji wychowywani, były niewidzialne ręce, akcje pomocy starszym, rodzice tłukli do głowy szkoła też ... wyścigu szczurów nie było. A teraz - krzyk ciąć administrację ale jak ciąć ? życie biegnie , nowe wyzwania , młodzi znaja starsi nie ale starsi to nie przedmioty, młodzi przecież przy nich sporo się naucza, życie to nie tylko komputer i technika ... ech ...
    SMUTNO MI SIĘ ZROBIŁO JAK PRZECZYTAŁAM TWÓJ WPIS i rozpisałam się przynudzając.
    -----------------------
    ZDJĘCIA PIĘKNE - adwentowa Warszawa ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malino Bratnia Duszo - to cała prawda o naszym życiu, które tak szpetnie się zmieniło. Dzięki, że poznałam p. Helenkę i jej ratlerka, a i koperta uszczęśliwiająca ostatnia deska ratunku :)

      Coś mi chodzi po głowie, ale jeszcze nie wiem jak to zrobić. Bo właśnie czas i nieoczekiwanie rewanżu jest sednem solidarności.
      Uściśnień krocie załączam, B

      Usuń
    2. ech - pani Helenki już nie ma ... mówiła do nas "dzieci kochane" ... Ale powiem Ci jeszcze jedno - fajnie mieć takiego Wspólnika.

      Usuń
    3. Taki, na którego zawsze możesz liczyć :)

      Usuń
  8. Już wczoraj czytałam Twój wpis, Beato ... jest przejmujący; właściwie nie poznałam, jak to jest w wilczym stadzie, od lat 90-tych sami kombinujemy z mężem, prowadząc działalność gospodarczą; najwięcej kontaktów z ludźmi ma jednak mąż, i on mi znosi wieści ze świata, jacy są ludzie, jakie świństwa potrafią robić; dobrze mieć taką mocną podporę; a nie tak dawno, jak wczoraj wspominaliśmy z sentymentem dawne czasy, nie to, że byliśmy młodsi, tylko to, że ludzie byli bardziej ludzcy; a teraz, pod tą błyszcząca pozłótką, maską naciągniętą na twarz, nie rozpoznasz, kto ci dobrze życzy, a kto z uśmiechem wbije nóż w plecy; ograniczyłam grono przyjaciół, odsiałam tych faryzeuszy, i poczułam się dobrze; mam spokojny sen, robię, to, co mnie odpowiada, może mówią, że zdziczałam, ale to już mnie nie obchodzi; czy wiesz, Beato, że wolę towarzystwo moich zwierząt? ale już Ci to chyba pisałam; a jak czuje się Twoja sunia? siedzę w tej chwili, odpoczywam, bo pograbiłam całe podwórze, wiatr nawyciągał mnóstwo liści, widoków na śnieg nie ma, to i trzeba było dokończyć jesienną pracę, a zmęczenie fizyczne bardzo dobrze robi na myśli; świtem zdawało mi się, że kosy za oknem śpiewają, tak wiosennie się zrobiło, zrób sobie spacer, dotknij pnia drzewa, pogłaszcz sunię, a mgła z duszy może rozwieje się; czy myślisz, że byłoby wielu odważnych, żeby huknąć pięścią w stół? siebie też nie znam do końca, bo mówić a robić, to dwie różne rzeczy; pozdrawiam Cię serdecznie, ukojenia myśli życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario Droga, dobrze jest widzieć ludzi, którym w życiu się ułożyło spokojnie. I popatrz - jak inaczej dziś pojmujemy szczęście - spokój, jakaś mała niezależność, przyjaciele odsiani od faryzeuszy, zwierzątka przytulone, pszczoły miododajne i widok uroczy za oknem. Nie potrzeba kasy, wywczasów na Hawajach. Wystarczy cichy kąt, ciepły piec (albo pies:)
      A moja sunia nad podziw dobrze się trzyma. Byliśmy niedawno na echu serca - guz powiększył się bardzo nieznacznie - bierze raz w tygodniu zastrzyk homeopatyczny - wyciąg z jadu tarantuli - może to to pomaga ? Serduszko co prawda trochę słabsze, więc była zmiana leków nasercowych. Ogólnie jest ok. Ma apetyt, dobry humor i tylko więcej śpi.
      Wydaje mi się że obiecane przez onkologa 5 miesięcy (z których 4 już minęły) wydłużą się znacznie. Oby jak najdłużej w dobrej kondycji i bez przerzutów.
      Dziękuję Ci Kochana za życzenia i odbieram tę pozytywną energię prosto z pogórza i z serca,
      Odwzajemniam uściśnienia, B

      Usuń
  9. Idealnie to ujęłaś. Błyszczące lampki przykryły brzydotę. I na co dzien widuje się takie kamuflaże. Nie o świecidełka tu chodzi tylko o to co w nas.
    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to właśnie jest sedno - chodzi o to co w nas dobrego i o zwykła ludzka solidarność :)
      Odwzajemniam pozdrowienia, B

      Usuń