wtorek, 9 czerwca 2015

Huraaa, byłam u Tymianków


… czyli wzruszająca sobota.



Jakiś czas temu Ori zaprosiła mnie do siebie i zobaczenia Pełni lata w Domu Tymianka. Ostatnio ponowiła zaproszenie, tym bardziej, że z wizytą do niej wybierała się inna bywalczyni jej bloga i straganów.
Bez namysłu odpowiedziałam, że to bardzo kusząca propozycja poznać wreszcie Jaśnie Pana, Fafkę i Pluszysława. Na to Ori odpisała ustalając szczegóły przyjazdu, a w ostatnim zdaniu dodała „… Ale błagam, przynajmniej UDAWAJ, że mnie też chcesz poznać, a nie tylko Fafkę” . No właśnie, przecież Ori TEŻ chciałam poznać osobiście, oczywiście J. Poza tym byłam ciekawa komu pomagam wspierając swoim rękodziełem organizowane przez Panią Tymiankowego Domu internetowe bazarki.



W minioną sobotę umówiłam się więc z nieznajomą Joanną i udałyśmy się kolejką WKD w podróż w nieznane. Na dworcu odebrał nas Pan Tymianka i już niebawem przekroczyłyśmy próg Tymiankowego Domu witając się z Ori. Wzruszacze obszczekiwały nas zgodnie i głośno, ale żaden nie okazywał nieprzyjaznych uczuć. Na ręce Gospodyni złożyłyśmy przewiezione podarki: smakołyki dla zwierząt i niespodzianki, które można wystawić na kolejnym straganie na blogu. Szyłam je i dziergałam już jakiś czas wcześniej. Joanna, która myśli naprawdę o wszystkim, zabrała ze sobą nie tylko to, ale też domowe ciasto i cały wykwintny obiad. 






Wkrótce we czwórkę zasiedliśmy do stołu. Zasiedliśmy, to znaczy najpierw na słynnej kanapie usadowiły się niektóre Wzruszacze, a potem my, ludzie, czyli tak zwana Służba i Goście. Psy wlepiły w ciasto tęskne spojrzenia, a Ori zaraz zaczęła się usprawiedliwiać, że już dawno psom ciasta nie piekła. Okazało się , że Ori przygotowuje dla nich specjalne, takie mało słodkie ciasto, które uwielbiają. Jeśli myślicie, że można tak sobie zasiąść do stołu i gawędzić bez przerwy, to się mylicie. Stadko psów, między którymi czasem przemyka kot jest bardzo absorbujące. A to ten chce wyjść na dwór, a to tamten chce stamtąd wrócić, a to ów na tego warknął, a to krzywo spojrzał, a to się znowu towarzystwo rozszczekało. I tak w kółko… 



Szczególnej troski i obsługi wymaga strasznie stary staruszeczek Tamiś, zwany Jaśnie Panem, ze względu na (specjalne) względy. Piesek, jak to starowinka, ciągle czegoś chce, a już sam nie może. Chce na kanapę, a po chwili woli na podłogę, a może siusiu, a może jednak pić. Więc Ori nosi go na rękach i pilnuje, aby nikt go nie nadepnął, nie potrącił, nie zakłócał snu. Jaśnie Pan jest bardzo wrażliwy i delikatny. 



Oprócz Tamisia jest jeszcze inny piesek specjalnej troski, czyli niewidomy Lubiś. Malutki, przemiły i całkiem nieźle sobie radzi nic nie widząc. W pewnym sensie zastąpił oczy nosem. No i oczywiście Fafka, aktorka komediowo-dramatyczna, która przewracała oczami, robiła niewinne miny i wdzięczyła się … do ciasta. A oprócz nich jeszcze dziesiątki pozostałych Wzruszaczy. Niezwykły jest też czarny kot o imieniu Tofik, bo to chyba pies uwięziony w kocim ciele. Inne koty zapakowały się do skrzynki po jabłkach, albo do kominka i nie były zainteresowane ani ciastem, ani nami. 






Po powitalnej herbatce ze słodkim dodatkiem przyszedł czas na naukę. Ori chciała się bowiem nauczyć szyć na maszynie. Razem z Panem Tymianka wyładowaliśmy maszynę w motylki i… skończyło się na tym, że uszyłam poszewkę z zasypiającym kotem. Ori przynajmniej posłuchała co gdzie jest w tej maszynie i jak ona działa. Może kiedyś się odważy na samodzielne szycie.



Jadąc tam mniej więcej wyobrażałam sobie jak to jest opiekować się takim stadem w domu i w ogrodzie, bo część psów mieszka w specjalnych boksach i w budach. Dopiero na miejscu przekonałam się jak bardzo mniej, niż więcej, moje wyobrażenia zgadzały się z rzeczywistością. Zdjęcia zamieszczane na blogu są nieruchome, bez dźwięków i zapachów. Ori nie bez powodu nazywa siebie Służbą. Bo w istocie jest to służba 24 godziny na dobę. I w dzień i w nocy. Ileż logistycznych zabiegów i organizacyjnego sprytu wymaga karmienie i „sterowanie” ruchem w domu i na wybiegu. 



Ori oddała stworzeniom całą siebie i swoją życiową przestrzeń. Poświęciła bezdomnym, chorym, a często starym zwierzętom swoje życie. Wiedzie więc skromne życie w skromnym, niedużym domu, gdzie priorytetem jest nakarmienie i leczenie wielu psów i dziewięciu kotów. A przecież Ori jest polonistką, pięknie pisze i ma świetne pióro. Chciałaby czytać książki w spokoju i sama kiedyś napisać książkę. Kiedyś...



Od kilku miesięcy staram się wspierać Stragany dla Wzruszaczy, ale to jedynie kropla w morzu potrzeb. A jednak kropla do kropli i powstanie strumień pomocy. Każdy może wspomóc jej wysiłki, wystawiając do sprzedaży na straganach drobiazgi, książki, biżuterię, albo rękodzieło. Można też dokonywać wpłat na konto fundacji, którą prowadzi Ori.



Dzięki blogowi poznałam Ori, niezwykłą kobietę kochającą stworzenia i jej męża Pana Tymianka, wspierającego swą wybrankę w jej ziemskiej misji. 
Dzięki Ori poznałam Joannę. Sympatyczną, wrażliwą i mądrą osobę. No i poznałam Wzruszacze, którym Ori ofiarowała siebie.



Zajrzyjcie na bloga Pełnia lata w Domu Tymianka. A jeśli chcecie obejrzeć niezwykłe zdjęcia i przeczytać zajmujące opowieści „z życia wzięte” odwiedźcie  drugi blog Ori Kuchnia pełna Tymianka. Możecie też posmakować nieziemskiej opowieści o Anieli  Aniela w niebie.



P.S. 
Zdjęcia zrobiła Ori, bo ja ... zapomniałam aparatu fotograficznego:(


Fafka - aktorka komediowo-dramatyczna.

Kot uszyty naprędce.

47 komentarzy:

  1. Jednym słowem: dobrze spędzona sobota :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze jest poznawać dobrych ludzi :)
      Serdeczności Wiolu :)

      Usuń
    2. tak już jest , że dobry znajdzie dobrego a zły gorszego od siebie ...

      Usuń
  2. Mam jednego psiaka i w przypływie jego grzeczności myślę, że z drugim byłoby jeszcze weselej. Jednak nawet ten jeden to trochę wysiłku, a co dopiero przy takiej gromadzie jak u Ori...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam jedną suczkę, za to jej trudna schroniskowa młodość i wiejskie dzieciństwo odbija się cały czas echem chorób i niedomagań. Tak zwane "ciągle coś". Poza tym ona juz się nacieszyła psim towarzystwem aż nadto, więc od współbraci ucieka. Byłaby nieszczęśliwa, gdyby jej kogoś na głowę sprowadzić. Jest jedynaczką, tak jak Jedynak :)

      Usuń
    2. U nas podobnie, choć oprócz ciała, ucierpiała także psychika i nasz piesio ma niewątpliwie ADHD :-/. Niemniej ma cechy charakteru, które nie pozwalają go nie lubić. Do najważniejszych należy chyba szczera i niezłomna postawa: nie ulega żadnym zachętom, gdy coś uważa za niesłuszne, ani zakazom, gdy w jego psim mniemaniu cel jest słuszny ;-). I tego się od niego nauczyłam ;-). A towarzystwo chyba by chciał...

      Usuń
    3. a ja nigdy nie miałam psa :-((((
      kocham zwierzaki

      Usuń
    4. Malino, ja też nigdy nie miałam. Co więcej, nawet nie przypuszczałam, że mieć będę. Aż się pojawił :-). Człowiek nigdy nie może być pewien, co go w życiu spotka ;-).

      Usuń
    5. I to jest Tesiu w życiu piękne :)

      Usuń
  3. ja mam dwa łobuziakorozrabiakoabsorbery i wiem ile czasu i pracy wymagają - tym bardziej podziwiam Ori i jej Męża, to bardzo dobrzy i niezwykli ludzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maminko, Twoje pieski mają szczęście mieszkać w domu z ogrodem - to los na loterii :)

      Usuń
  4. świetne pieski i super dom ! Szacunek dla Gospodyni. A Fafka ma taką wilczą urodę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanna nazwała Fafkę zwariowaną owcą :)

      Usuń
    2. hmmm - bo zwariowane owce tak właśnie mają

      Usuń
    3. Wierzę na słowo, bo nie znam żadnej prawdziwej owcy, nawet nie zwariowanej ;)

      Usuń
  5. No to miałaś weekend pełen emocji i to tych dobrych emocji :)))
    Dzięki blogom można poznać naprawdę fajnych ludzi
    (chociaż zdarzają się i niewypały ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to w życiu ... zawsze ktoś lub coś może nie wypalić ;-) Ale to jest niesamowite ile pozytywnych emocji ta blogosfera dostarcza :)

      Słoneczka wesołego życzę. :)))

      Usuń
  6. Kolejna, sympatyczna blogowa znajomość, wielkie serce, pełne miłości ... od dawna podziwiam Ori; kiedyś bałam się blogowych spotkań w realu, a teraz idzie mi coraz lepiej; dobrze jest spotykać ludzi, którzy nadają na podobnych falach; pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta prawda... jest taka fala, taka ścieżka, taka nić ... porozumienia, po której chadzają zwierzętolubni :)

      Serdeczności odwzajemniam Mario :)))

      Usuń
  7. BB ale z Ciebie Dobra Kobieta........... :)
    tak trzymaj, ja potrzymam kciuki

    pozdrawiam wesoło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka tam dobra :-) No dobra, niech będzie dobra :)))
      Ściskam mocno!

      Usuń
  8. PRZYBIEGŁAM SIĘ PRZYWITAĆ - właśnie wróciłam z urlopu ... teraz zanurzę się z radością w Twoim bratnim świecie ... oj mam tu co czytać ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze Cię widzieć Malino w dobrym humorze i wypoczętą, po Dusznikach :))))

      Usuń
  9. CUDOWNIE CIEPŁA NOTKA ..
    CUDOWNIE CIEPLI LUDZIE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie jest doświadczać ciepła i dawać troszkę od siebie :)

      Usuń
  10. Ile wrażeń przywiozłaś ze sobą z tych odwiedzin.
    Tyle blogów do odwiedzenia - ja się pytam: kiedy???
    Kot cudny! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, Fibulo, kiedy ??? :))) Czas jest kluczem zaczarowanym :)

      Usuń
    2. Tak, zaczarowanym. Często te odwiedziny blogowe dają mi wiele, więc jak tu nie wygospodarować na to czasu... :-) Czasem z opóźnieniem, ale zawsze chętnie zaglądam.

      Usuń
    3. A tytułowy kot Tymianek już nie żyje, niestety :( teraz sa inne piękne koty, choć koty to nie do końca moi ulubieńcy....

      Usuń
    4. to się szybko zmieni (w kwestii kotów), tylko przyjedź do nas :)

      Usuń
    5. Też od pewnego czasu koty mi podpadły ;-) ale wdzięcznie się prezentują - i te żywe, i te na poszewkach. ;-)

      Usuń
    6. Mnie w kotach przeszkadza nocny tryb życia i możliwość wszędobylstwa, ale bardzo mi się podobają :) Maiłam kota kiedy byłam w pierwszej klasie podstawówki.

      Usuń
  11. Ależ Fafka jest urocza :) Jestem pod wrażeniem, poświęcenia również. Jesteście niezwykłymi ludźmi. Ściskam ciepło Beatko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spojrzalam w psie i kocie oczy na wskazanym przez Ciebie blogu... wspaniała ferajna :) mogę sobie tylko wyobrazić ten ruch i gwar :*

      Usuń
    2. Ori i jej mąż rzeczywiście są niezwykli :) a ja to taka najzwyklejsza jestem, mono - gamiczna ;-) Jeden mąż, jeden Jedynak, jeden pies, a właściwie suka, jedno miasto ... itd :)

      Usuń
    3. Beato, hej, chyba śnię jeszcze... jesteś dla mnie odkryciem roku. Historycznie i lotniczo, robótkowo i intelektualnie... miejsca, historie, emocje, piękno, które Ci towarzyszy, a przy okazji udziela się i mnie, jest inspirujące i niezwykłe. I dobrze, że jeden mąż! Może kampania mamy i taty Ci się udzieliła... to w tym kontekście, to marudź do woli.

      Usuń
    4. Małgorzato, ależ uśmiech wykwitł na mym licu :)))) Ja ... odkryciem roku dla eM :)))) Dzięki, dzięki , dzięki :-)

      Buziaków sto ślę do Cię :)

      Usuń
    5. No co się dziwisz... lubię jak się uśmiechasz :*

      Usuń
    6. Beato, nie tylko dla Margarithes jesteś odkryciem roku :)
      dla mnie też i bardzo się cieszę, że mogłam Cię poznać :)

      Usuń
    7. Z wzajemnością Joanno :) Bardzo się cieszę ...

      Usuń
  12. ja też jestem oczarowana Wzruszaczami, Ori i Panem Tymianka. oraz Beatą (wiem, wiem.. zrobiło się za bardzo "budyniowo", ale cóż poradzę, skoro to najprawdziwsza prawda). i nie mam pojęcia, ile godzin ma doba Ori, ale na pewno nie 24. nawet ją pytałam, czy nie posiada jakiegoś Magicznego Rozciągacza Czasu, ale ona sprytnie mi nie odpowiada, pewnie przeczuwając, że chciałabym go od niej wycyganić.
    Joanna od ciasta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pardon, zwrot 'wycyganić" jest chyba bardzo niepoprawny politycznie :)

      Usuń
    2. Oj i mnie by się przydał taki rozciągacz czasu :) A poprawnością polityczną już od dawna się nie przejmuję ;-)

      Usuń