sobota, 13 czerwca 2015

Drugie życie rzeczy

… czyli… a w berecie jak w kotlecie J


Bardzo podobają mi się obecne czasy. Pod pewnymi względami, oczywiście. Kiedyś, w zamierzchłych czasach mojego dzieciństwa, czyli w latach sześćdziesiątych, przerabianie rzeczy świadczyło o niewystarczających środkach na zakup nowych rzeczy. W czasach mojej młodości (druga połowa lat 70-tych i początki 80-tych) przetwórstwo, nicowanie i filcowanie oraz prucie, mogło też świadczyć o zaradności właścicielek zdolnych rączek, wobec występujących na rynku braków towarów. Zawsze to jednak była KONIECZNOŚĆ.
Obecnie przerabianie rzeczy na inne jest wyborem, postawą życiowa, albo nawet misją.

Zawsze to lubiłam, od dziecka robiłam coś z czegoś, a pierwsza była chyba lalka z drewnianej łyżki. A może jednak szydełkowa spódnica ze sprutego swetra?
Dużo zostało we mnie przekazów z dzieciństwa. Wzorem rękodzielniczki była dla mnie moja ukochana babcia Babiśka, o której pisałam m.in. w notce Moja babcia czarodziejka. To ona uczyła mnie jak wykorzystywać każdy skrawek materiału, każdy kłębuszek włóczki. Tak mi zostało do dziś. U mnie nic się nie marnuje. Mam przekonanie, że dzięki temu dbam o środowisko, a po drugie o swoje zasoby finansowe. Zbyt ciężko pracuję, abym mogła wyrzucać zarobione pieniądze w błoto, przepłacając za rzeczy uszyte z marnych materiałów i to jeszcze w Chinach.

Poza tym od zawsze pociągały mnie rzeczy niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju, mające w sobie indywidualny rys. Dawniej wychodząc na ulicę można było spotkać kilka dziewczyn w takich samych ubraniach. Dziś, przy zalewie gotowizny różnej maści, jest to raczej trudne, ale za to taka konfekcja obliczona jest, jak czytałam w miesięczniku „Be Slow”, na ... dziesięć prań. Jeśli więc wykorzystuję jakieś już używane rzeczy do przeróbki, sprawdzam jeszcze raz na metce, gdzie rzecz została wyprodukowana oraz oceniam stopień zużycia materiału. Najlepiej to zrobić oglądając mankiety, paski i kołnierzyki. Wybieram naturalne włókna. Potem czeka taki materiał solidne pranie w wysokiej temperaturze i kilkakrotne prasowanie. Nie warto angażować swego czasu w robienie rzeczy nietrwałych.

Jest dla mnie też coś magicznego w dawaniu rzeczom drugiego życia, chociaż to „martwe” przedmioty. Jeśli koszula staje się torebką, zaczyna służyć do czegoś innego niż pierwotnie służyła. Koszula chodziła ze swoim panem do pracy, a może na randki. "Patrzyła" na świat męskimi oczami. Damska torebka to skarbnica sekretów, nieodzowna towarzyszka życia, bywająca w różnych miejscach, „widząca i słysząca” niejedno. A taka chusta zrobiona z różnych włóczek, też z odzysku, ze sprutych szalików, którą dziergam kilka dziesiątek godzin i w której oczka wplatam swoje myśli, słuchaną muzyką, moje emocje. Są to dobre emocje, bo taka robota sprawia mi mnóstwo radości.

          
Uwaga, uwaga! Dziś światowa prapremiera odważnego „Do It Yourself”, czyli sfilcowany beret w roli … oryginalnej torebki.

Panie i Panowie … tadam…

Oto ja w ugotowanym we wrzątku wełnianym berecie. A w berecie jak w kotlecie, jest ciepło i wygodnie. Od razu dodam, że spodnie miałam długie.




 
Do podziwiania na kolejnym zdjęciu torebka uczyniona z tegoż beretu, który po sfilcowaniu już tylko na czubek głowy się zakładał.









Morska zieleń i różne odcienie bakłażanu, fioletu,
Tył torby, albo przód, jak kto woli.



Zapinana na suwak, a w środku bawełniana podszewka z dwoma kieszonkami.
A tutaj drugie życie spódnicy w kratę. Niemodnej, układanej w plisy, ale za to z dobrego gatunkowo lnu z domieszką wiskozy, przez co materiał się nie bardzo gniecie. Na wesołą, żółtą podszewkę torby poświęciłam płócienną, kimonową bluzkę. Torba jest duża, swobodnie mieści format A-4. Uszyłam ją dokładając w środek między materiał wierzchni, a podszewkę tak zwaną pikówkę – rodzaj ociepliny, która zapewnia torbie pewną miękką sztywność (jeśli można tak powiedzieć).
  Ponieważ jedyny zapięciem jest patka z guzikiem uszyłam jeszcze ze skrawków spódnicy taką dość dużą „kosmetyczkę zapinaną na suwak. Zabiera mniej więcej połowę przestrzeni torby. I na dodatek zrobiłam jeszcze małą torebeczkę na klucze, albo telefon komórkowy. To niezależnie od dwóch wewnętrznych kieszeni, w które wyposażyłam torbę. 





No i oczywiście przerabiam dalej koszule męskie. Tym razem z dwóch koszul i kilku skrawków obcej materii wyszła torba – i na ramię i do ręki. Ta torba jest na suwak. Też jest usztywniona i ma dwie wewnętrzne kieszenie.







A na koniec chusta w chuście, czyli nowy żywot czterech szalików. Najpierw , chyba z rok temu zaczęłam coś wyczyniać z tych kółek. Porzuciłam tę robótkę z braku weny. Powróciłam do niej teraz, kiedy sprułam dwa melanżowe szaliki i po jednym granatowym i zielonym.









Wyszła rzecz niespotykana, unikatowa, niepowtarzalna. Jedyny taki egzemplarz na świecie. Czy to nie jest fascynujące ? J


P.S. Wszystkie te rzeczy zawiozłam do Domu Tymianka, niechaj idą na stragan, albo na inny kiermasz, niech się dobrze sprzedadzą i zasilą miski Wzruszaczy.



33 komentarze:

  1. I w tym też jesteśmy podobne! nie znoszę wyrzucać czegoś, co może jeszcze posłużyć - po przeróbce. Rzadziej dotyczy to ubrań, częściej mebli i "rzeczy domowych", ale jednak! A torba z beretu - świetna! Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczy domowe też przerabiałam kiedyś namiętnie. Stare kuchenne szafki pomalowałam, okleiłam tapetą taką jak na ścianie i stanowią wyposażenie naszej spalni.
      Serdeczności moc ślę :)))

      Usuń
  2. ło matko! Dziewczyno, masz niesamowity fach w rencach ;) - nic tylko internetowy butik otwierać!
    te rzeczy są śliczne, no po prostu śliczne - super dobrana kolorystyka, staranność wykonania, funkcjonalność, a nade wszystko ogrom włożonego serca - to widać!

    podziwiam :) ...i zazdraszczam, bom ja w temacie noga stołowa :(

    pozdrowienia przesyłam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałabym mieć drugie 24 godziny na dobę, żeby półki nie były puste w takim butki ":))))
      Miłego odpoczynku MM :)

      Usuń
  3. Tak ładnie bawisz się kolorami ... i wychodzą z tego rzeczy niebanalne, nietuzinkowe, jedyne w swoim rodzaju, a do tego pełne dobrego serca, bo przekazane na szczytny cel; chyba wszystkie miałyśmy smykałkę w rękach, żeby przerabiać stare rzeczy na nowe, pruć, ciąć, haftować ... kiedyś śmiałam się do męża, że gdyby coś się wydarzyło, nie daj Boże, to poradzimy sobie, uszyję, wydziergam, przerobię i będzie co na grzbiet włożyć:-) ; upał u nas straszliwy, przygotowuję właśnie torciki truskawkowe, bo jutro będą zdmuchnięte świeczki, pojedyncza Jaśka i 30 syna; pozdrawiam serdecznie, Beato.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To święta prawda Mario, dałybyśmy radę :)

      Udanego podwójnego świętowania z dzieciakami i z Jaśkiem :))

      Usuń
  4. Mój komentarz poleciał w niebyt, nie wiem, jak to się stało :)

    Pięknie nadajesz drugie życie rzeczom :) świetne pomysły. Podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też czasem komentarze zjada złośliwie ;(
      Dziękuję :)

      Usuń
  5. ależ Ty masz talent, kobieto! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanno, a pewnie przyznasz, że na żywo są ładniejsze :) Wszak widziałaś na własne oczy :)))

      Usuń
    2. no właśnie! widziałam! :))
      i na ten widok zatkało mnie, zauważyłaś? albowiem ponieważ Twoje wytwory są wyjątkowe. forma starannie przemyślana, pięknie dobierane kolory, wykonanie i wykończenie bez zarzutu. nie spodziewałam się, że bądź co bądź amatorka może tworzyć takie cudeńka. no ale kiedy zobaczyłam z jaką biegłością posługujesz się maszyną do szycia, to stało się jasne, że nie mogło być inaczej :)
      a to przecież takie proste, nieprawdaż? ;) wystarczy mieć talent w głowie, w rękach i w sercu. :*

      Usuń
    3. Pewnie, że proste... jak się naprawdę chce, to wiele rzeczy można :)
      I widziała, że zatkało :))) i bardzo mi było miło usłyszeć pochwały i szczerą radość Ori. :)

      Usuń
    4. .. nie dokończyłam myśli : miało być: usłyszeć Twoje pochwały i szczerą radość Ori zobaczyć:) przyklejam się do klawiatury ...

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Artystka domowa, nieco zakręcona ściele się do nóżek :))))
      Dzięki.

      Usuń
  7. szczerze podziwiam :) te rzeczy są przefajne, a Ty jesteś mega zdolniacha :)))
    żałuję, że nie mam takiego talentu. to wstyd, bo moja mama jest krawcową, a ja.....ja szyję, jak to określiła kiedyś moja nauczycielka ZPT, jak pijany zając :DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie właśnie dlatego, że zdolności ma mama. dziedziczy się w co drugim pokoleniu ;-) Moja mama po swojej mamie krawcowej też nie odziedziczyła talentu w rękach.
      Serdeczności :)))

      Usuń
  8. na takie COŚ to trzeba mieć talent a nawet 3w1 czyli - utalentowaną głowę, serce i ręce ... no nie wiem, czy w takiej kolejności ale na pewno wszystkie 3.
    Nigdy maszynowy sweterek nie będzie taki, jak własnoręcznie dziergany, nie będzie, bo jest maszynowo powtarzalny a maszynowa powtarzalność trochę niszczy piękno. Wszystkie oczka równe i przewidywalne. To co same wymyślimy już takie przewidywalne nie jest. No i ma duszę. Twoje Dzieła duszę mają .. i to, nie powiem - duszę mają bliźniaczą :-) U mnie w domu takie majstrowanie to chyba we krwi. niedawno dostałam od cioci rękawice kuchenne, takie ozdobne do gorących rzeczy ... ciocia ma w rękach złoto, kiedyś była krawcową w teatrze, śmieje się, że potrafi uszyć i kontusz i sutannę ... nie może już szyć z powodu choroby ale takie cudeńka , jak rękawiczki to jeszcze nie problem. Czytam, co zrobiłaś ze swoimi cudeńkami i uśmiecham się - ciocia swoje przekazuje zwykle na charytatywny festyn ... Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krawcowa w teatrze ... to dopiero ekstraklasa szycia :))) To jak ja bym miała taką ciocię to już bym z tej pracowni wcale nie wychodziła. Kiedyś tatry miały wszystko czego nie było na rynku.
      I serdeczności posyłam :)

      Usuń
  9. i co tu napisać, gdy wszystko napisane? Mistrzyni maszyny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alis, jesteś cudna :)))
      Uścisków moc :)

      Usuń
  10. Twoje dzieła skłaniają po prostu do filozofowania :-). Dawno temu na pewnym koncercie odkryłam, że artysta musi mieć w sobie jakąś wewnętrzną "czystość" i dopiero wtedy jego wykonanie jest prawdziwą sztuką... Trudno być artystą, bo oprócz doskonalenia warsztatu, musi tę czystość w sobie chronić. Ale gdy się już nim jest, można uszczęśliwić innych ludzi. Chyba miałam rację :-)

    I jeszcze coś o wnętrzu przedmiotów. Rozbrajają mnie podszewki!!! Człowiek myśli, że zewnętrze powiedziało już wszystko, a tu bach - nieziemski róż w środku, albo odjechane wzory roślinne na żółtym :-) :-) :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tesiu, odkryłaś drugie dno :))))

      Kiedyś dyskutowałam z kolegą, który jest doktorem sztuk pięknych mówiącym o sobie, że jest teoretykiem sztuki, o tym gdzie zaczyna się artyzm, a kończy rzemiosło. Moje wytwory wg jego definicji nie są działami sztuki, mogą co najwyżej mieć ze sztuką jakieś punkty styczne. Nie jestem podług tej definicji artystą, choć można byłoby rozważać coś z pogranicza sztuki naiwnej :)))

      Lubię poznawać rzeczy od podszewki :)))
      Uścisków moc :)

      Usuń
    2. Torba z podwójnym dnem może okazać się nadzwyczaj przydatna ;-).

      Nie wiem, jak jest w przypadku kolegi, ale tak ogólnie osoby decydujące się na studia doktoranckie powinny charakteryzować się silną i niezależną psychiką, boo zbyt długie poddawanie się wpływom środowisk akademickich może pozbawić świeżości i samodzielności w myśleniu. Ja akademickich zobowiązań nie mam, więc z pełną świeżością i niezależnością mogę stwierdzić, że dzieła Twe sztuką są i już :-).

      Ja też, tylko to rodzi niekiedy pewne problemy :-/
      Odwzajemniam :-)

      Usuń
    3. Podwójne dno w torbie własnej roboty wykorzystywałam w stanie wojennym do wożenia niezbyt dużej ilości tzw. bibuły. Ma swoje plusy i minusy- to oklepany sposób ;-)
      Kolega owszem pozostawał pod wpływem ;/ a do tego odszedł zbyt daleko od praktyki, co zaowocowało owym brakiem świeżości, ale i radości z tworzenia. Bo czy może być radosny ktoś, kto tylko krytykuje?

      I przez to zyskał u nas przydomek "Teoretyk" :)))

      Usuń
    4. Wygląda na to, że masz jeszcze sporo historii do opisania na blogu :-):-). Nawet, jeśli to nie znajdzie miejsca w postach, to fajnie jest się przekonać, ile może się "zmieścić" w jednym człowieku...

      I ja doszłam do podobnych wniosków. Także tego nie wprost: trudno być szczęśliwym bez tworzenia czegoś.

      Usuń
  11. Czarodziejko :)
    Pięknie łączysz kolory.
    Niech się wszystko dobrze sprzeda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak mi się czasem wydaje, że nie sztuka zrobić, ale sztuka sprzedać
      :- 0
      Buziaki :)

      Usuń
  12. Wiem, że się powtarzam i pewnie już masz tego dość, ale naprawdę podziwiam! I twórczość i ofiarność.
    A ta torebka z beretu - prześliczna (za mała na to, co muszę do torby wrzucić, ale i tak cudna).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam dość, nie mam :))))
      Torebka z beretu jest dla minimalistki, no może nie takiej zupełnej, bo zmieści się to co potrzebna: dokumenty, forsa, szminka, chusteczki, klucze, okulary przeciwsłoneczne i telefon :)

      Usuń
    2. Ożeż, to bardzo pojemny exberet! :-)) Wszystkie twory świetne, ale ten mnie wprost urzekł.

      Usuń