sobota, 18 lipca 2015

Miłosne listy nie-napisane.


Mógłby się zaczynać tak: Ukochana Blogerko Moja :). Ale ten list nie został napisany. Zamiast niego mój mąż przyniósł dwie butelki coli. Na jednej jest napis „Ukochana”, na drugiej „Blogerka”. Szkoda, bo troszkę mi żal tamtych czasów, gdy pisaliśmy do siebie listy, chociaż i tak codziennie się spotykaliśmy. Dziś już tylko wysyłamy takie krótkie sms`y – kwa, kwa i dajemy sobie kartki z życzeniami, w których zawsze dobre słowa się znajdą, ale to jednak nie to samo, co list...


Bo list, zwłaszcza taki o miłości, to coś szczególnego. Dla mnie jest niezwykłą pamiątką chwili, w której powstał oraz świadectwem uczuć i dowodem odwagi. Tak, odwagi, bo ulotne słowa zostają w nim przygwożdżone do papieru na lata, a może na wieki. Przecież nie wiadomo, jakie będą losy listu i jakie jeszcze oczy będą go czytać, choć wydaje się, że list ma tylko jednego adresata. Nieznane są też przyszłe losy naszych miłości...
 
Listy bardzo mnie rozczulają. I to nie tylko te pisane do mnie, do których wracam po latach, ale też te pisane przez bliższych i dalszych członków mojej rodziny. Ci ostatni nawet nie przeczuwali – bo i skąd mogli przypuszczać, że po dziesiątkach lat ich słowa poruszą moje serce do głębi. 

Cały plik listów o miłości dostałam od Mamy na swoje 50-te urodziny. To był najpiękniejszy prezent, jaki mogłam dostać. To w przeważającej większości listy pisane przez mojego Ojca do Mamy, gdy leżała w szpitalu położniczym w czasie mojego przyjścia na świat, ale także od mojej Babiśki i Dziadka Jaśka. 

Do paczki pożółkłych już kartek papieru Mama dołączyła, tytułem wstępu, swój list do mnie. Za każdym razem, gdy go czytam nie mogę powstrzymać łez. To łzy radości, wdzięczności, czułości, ale chyba nade wszystko łzy miłości... Czas spędzany z tymi listami jest dobry też dla mego wewnętrznego dziecka, pozytywnie je karmi, a tym samym buduje moją z nim więź. Jeszcze kiedyś o tym napiszę :)

Pod wpływem tej ponownej lektury listu od mojej Mamy, kilka dni temu napisałam do swojego Jedynak list o tym jak go kocham, o tym jak matka taka jak ja kocha dziecka takie jak on. Ciszę się, że przyszło mi to do głowy. Zresztą to nie był pierwszy list o miłości, i o życiu, napisany przeze mnie do mojego Synka. On nigdy na dłużej nie opuścił gniazda, więc zwykłej w takich sytuacjach okazji do napisania listu dotąd nie miałam. Schowało je sobie dzieciątko i kiedyś wyjmie, gdy będzie potrzebowało treści tych słów i obrazu liter nakreślonych moją ręką. To wystarczający powód, aby to zrobić. 

No, właśnie. W pisanych ręcznie listach jest zachowany również charakter pisma jego nadawcy... To jedna z tych naszych niepowtarzalnych cech, które mogą wzruszać...

Podzielę się pięknem starych listów, które dostałam przeszło cztery lata temu. Może ktoś jeszcze zaczerpnie z nich pozytywną energię, a może staną się inspiracją do czegoś dobrego. Nazywam je „zielonymi”, bo mój Ojciec – Rafał, pisał głównie zielonym atramentem. Zacznę jednak od fragmentów wspomnianego wyżej listu od Mamy.
To zdjęcie moja Mama podarowała swojej Mamie, czyli Babiśce
z okazji 20-tych urodzin.
Z tyłu jest dedykacja: "Najdroższej Mateńce- córcia, która tak wyglądała
w najszczęśliwszych chwilach swego 20-letniego żywota - 14 X 1959r. Warszawa" 


„Kochanie, zapraszam Cię do tej cennej lektury o dniach grozy, które wstrząsnęły pól wieku temu Twoimi najbliższymi. Pewnie to zabrzmi górnolotnie, ale przekonaj się sama, że jesteś owocem prawdziwej miłości. Powinnam dać Ci te listy wcześniej, chociaż myślę, że teraz jest właściwy moment, kiedy tak starannie z wielkim zaangażowaniem śledzisz losy rodziny Twego ojca. Tu znajdziesz dowód jak Cię kochał, oczekiwał z niecierpliwością na Twoje przyjście, przygotowywał się na nie.

Ponieważ tak okrutnie zawodzi mnie pamięć, czytam te listy z ogromnym wzruszeniem. Listy o miłości i wielkiej trosce Rafała.

Czytając listy Babiśki teraz dociera, co przeżywała, jak bardzo kochała. (...)
Niezwykle wzruszające są dopiski Jaśka – [niesamowite], że potrafił być tak wspaniałym ojczymem. Zwróć uwagę jak Babiśka pisze, że do tej pory modlił się na stojąco [odnowiona, wojenna kontuzja nogi], a teraz modli się klęcząc, prosząc Boga o życie dla mnie i dla Ciebie
.
Myślę, że dziś zatrucie ciążowe nie stanowi takiego zagrożenia życia matki i dziecka jak wtedy.Jest też, szczególnie w listach Babiśki, wzmianka o tym, jak zdobywało się pomarańcze.

No, niestety, przeczytasz też o mojej głupocie, niedojrzałości, czym dokładałam im kolejnych zmartwień. Nie wiem, czy wiek [21 lat] mnie usprawiedliwi...

(...) Ty i Piotrek jesteście dla mnie wszystkim, osłodą i balsamem i lekiem na całe zło okropnej [bardzo schorowanej] starości. Mało już mogę dla Was zrobić w podzięce, więc nieustannie modlę się o Wasze zdrowie, powodzenie w domu,  w pracy, by nikt nigdy nie zrobił Wam krzywdy.
                       Mama
(Luty 2011r.)

Zapraszam też do lektury innych listów z zakładki „LISTY”     
 

32 komentarze:

  1. Jaki cudowny wpis!!!!!!!!!!
    Uwielbiam listy (zresztą nie raz o tym pisałam), pisuję (no, nie mogę powiedzieć, że piszę, bo regularności w tym nie ma) i każdy, który otrzymam, cenię bardzo.
    Piękny prezent dostałaś od Mamy, wspaniały!
    Ach, pozdrawiam Cię radośnie w sobotni czas.

    PS Dziś pierwszy raz spotkam się z Osobą, którą znam właśnie z listów (pierwotnie z blogowiska, na którym kiedyś byłam i skąd musiałam przenieść wpisy na bloggera) i która na co dzień mieszka w Kanadzie. I ciesze się na tę chwilę ogromnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak cudownie jest się spodobać, dzieląc się z innymi ! Dziękuję Fibulo :)

      Wspaniałego spotkania, to dopiero jest ekscytujące ... i świat tak się skurczył :)

      Usuń
  2. Wiedziałam. Wiedziałam, że jesteś niezwykła. A teraz wiem też dlaczego.
    Bardzo mocno ściskam :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Beatko, wzruszyłam się do łez...Jesteś niezwykłą Osobą - bardzo rodzinną, uczuciową, przepełnioną miłością....romantyczką :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MM dziękuję za Twoje łzy... Masz podobną duszę ... i miłość do Najbliższych i wyrozumiałość dla Gości ...
      Ściskam najserdeczniej :)

      Usuń
  4. Wzruszający post. Wspaniały prezent :) I ten charakter pisma, moja babcia miała podobny... i ta cola, niezwykłe :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cola z marketu, ale reszta unikaty :)
      Tak mam, że kiedy biorę kartkę zapisaną ręką bliskiej osoby, rozpoznaję znajomy charakter pisma, to jakoś tak mi się miękko robi na sercu.
      A wiesz Małgosiu, że i Twój charakter pisma wydaje mi się podobny. Może masz go po babci :)
      Uściśnień wieczornych krocie z W. ślę :*

      Usuń
    2. Poproszę męża, żeby wypił blogerską colę w moim imieniu i za zdrowie nasze i wasze :P

      a tak serio, z tym pismem, kto wie, to kwestia kaligrafii, pewnie ćwiczenia w jakiś sposób miały wpływ na mój charakter pisma, i na charakter :P

      uściskuję

      Usuń
    3. Blogerska cola już wypita - chyba tylko z wielkiego wczorajszego upału. I jak nie myśleć o blogerkach pijąc colę- blogerkę :)
      Pewnie, że mają wpływ charakter i charakter , ale niepowtarzalny indywidualny rys pozostaje - na szczęście.
      Wymieniam uściśnienia z radością:)

      Usuń
  5. piękny list :) ja tez lubię listy, ale niestety mój mąż nie lubi pisać nawet sms-ów :) ale mam za to listy miłosne z lat dziecięcych od moich wielbicieli :DDDDDDDD
    takie cudowne listy można złożyć w książkę o miłości, co Ty na to?
    pozdrawiam :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka to może by się nie uzbierała, ale jakiś mały zbiorek tu powstanie :)
      Serdeczności Polly mnogość ślę:)

      Usuń
    2. dziękuję za mnogość mocy Twej :)))))))))))))))) i odwzajemniam :D

      Usuń
  6. Uwielbiam pisać listy,
    przechowuję moje do męża i jego do mnie.
    Córce skreślam również parę słów listownie.
    Piękna pamiątka te Twoje listy!
    Czytam każdy wpis z wielką przyjemnością :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło powitać w komentującym gronie Magdaleno :)
      Fajnie, że masz podobnie. I że piszesz listy dziecku.
      Serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Chciałam się pożegnać z blogosferą dwa albo trzy razy. I wciąż trzymają mnie w niej Piękni Ludzie.

    P.S. Piękni Ludzie robią piękne rzeczy :-). Jedną z nich mam od piątku u siebie i nie mogę się nacieszyć :-))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, Tesiu !!!! Wiem, wiem - zakręcona zielona z drugim życiem, ma nowy dom :)))) Jak się cieszę, ze Ci się podoba, choć nie jest dużą torbą, a niedużą torebką na mały suwaczek. Ale za to jest niezwykła, bo tam tyle moich myśli wplecionych :)

      Najserdeczniej SMBO :D

      Usuń
    2. Została przyjęta z honorami, bo obwąchana z zaciekawieniem przez piesia, zauważona przez Tesiowego (co nie jest takie oczywiste w przypadku wszelkich nowości ;-) i dostała honorowe miejsce na wrzosowej podusi w przedpokoju (czyli pomieszczeniu statystycznie najczęściej odwiedzanym), gdzie cieszy oko "przechodniów". Zwiedziła już także najważniejsze dla mnie miejsca poza domem, więc mam nadzieję, że się nie nudzi ;-).
      Co do logiki podczas jej wyboru - ręce opadają :-).
      Coś przeczuwałam, że ona jest bardzo bogata... psychicznie :-))). I masz fajnie, że procesom myślowym towarzyszy tworzenie sztuki. Moim niestety nie :-(.

      SMBO x 100 :-D

      Usuń
    3. Była tworzona na kanapie, albo kawałkiem na lotnisku, czasem przy muzyce, ale raczej w ciszy, więc łapała myśli. A że na kanapie również moja piesia chrapie, to Twoje piesio miało co wąchać, bo zapachy się unoszą siłą rzeczy :) Zakręcona przeszła najważniejszy z możliwych testów na znaczenie, skoro została dostrzeżona przez Tesiowego. jestem naprawdę podbudowana i uszczęśliwiona. Również z tego powodu, że zwiedza świat.

      SMBO x 200 :-D

      Usuń
  8. Ja w biegu, na walizkach, a tu taki wpis! Nie mogłam się nie zatrzymać :)
    Wzruszające......
    Piękna pamiątka takie stare listy. Dziś pisze się maile, a te gdzieś potem giną.....a szkoda...

    całuję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Julio KOchana, udanej wyprawy, wspaniałych przygód i tańca wiele :)
      Buziaki :*

      Usuń
  9. ukochana blogerko mnie TU jeszcze nie było, dopiero dopadłam się do wpisu. W miarę łykania tekstu czekaj na komentarze. Dziś spadam bo padam na nos. bardzo aktywne 2 dni miałam. Mało tu przeczytałam, ale ucztę zostawiam sobie na poniedziałek :)))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze pytanie: te dwie butelki to przypadek czy taka sympatyczna specjalna przyjemność dla Ciebie?

      Usuń
    2. A butelki nieprzypadkowe - chyba talki zamiennik listu :)

      Usuń
    3. też czasem dostaję taki spersonalizowany upominek: bo wiadomo, że mi się to spodoba. Ostatnio kilka razy pochwaliłam się przesyłkami na stole tarasowym, to po kilku dniach znalazłam tam: litrowy słoik z pachnącymi jagodami, ale miałam dobry humor przez cały dzień... :)

      Usuń
    4. Takie jagody, to jeszcze własnoręcznie nazbierane :))) Cud malina, ups - jagoda :)

      Usuń
  10. każdy Twój post mnie w jakiś sposób zaskakuje i zarazem podpowiada jak cieszyć się dniem dzisiejszym, jak szukać w sobie pozytywnej radości i tych małych szczęść które są nam dane

    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję A. Cieszy mnie to co piszesz, bo również po to się pisze, aby Ktoś sobie Coś z nas wziął :)
      Buziak duży :)

      Usuń
  11. Wzruszyłam się bardzo... to piękny, prosto z serca prezent...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wzruszam się za każdym razem, gdy go czytam. Gdy popadam w "rutynę" życia momenty wzruszeń zasilają i ożywiają...
      Dziękuję Loono i serdeczności przesyłam :)

      Usuń