niedziela, 23 sierpnia 2015

Wielki apetyt i mała karteczka (6)




Mijała zima 2005 roku, a mój apetyt na wiedzę o dziadkach ojczystych rozbudzony przez pismo z PCK wzrastał coraz bardziej. Rozrastał się wciąż żywiony mnożącą się porcją wątpliwości wywołanych owym pismem. Pisałam o tym w poprzednim wpisie z numerem 5 „Lawina wątpliwości”. Od kilku dziesiątek lat nie miałam kontaktu z żadną osobą z rodziny mego nieżyjącego od blisko 40 lat ojca i gorączkowo próbowałam znaleźć sposób na dotarcie do jakichkolwiek informacji o rodzinie taty. 



I wtedy właśnie przypomniała mi się mała karteczka przechowywana z dokumentami dotyczącymi śmierci mojego ojca Rafała. Był to spis członków rodziny, którzy pokrywali koszty sprowadzenia jego ciała z Rumunii do Polski. Wśród wymienionych osób, o których wiedziałam, że już nie żyją, był też ktoś, kogo nie znałam. Ten ktoś, nazwijmy go Doktorem Wizatem, nie pojawiał się na naszych rodzinnych uroczystościach, nie był też uwieczniony na żadnej fotografii, ale wiedziałam, że rodzice jeszcze przed moim urodzeniem gościli kilka razy u niego. Doktor Wizat nosił nazwisko takie samo jak panieńskie mojej babci Hanki, więc wydawało mi się, że są spokrewnieni. Mama powiedziała mi, że osoba z karteczki to właśnie Wizat i wymieniła nawet ulicę w Warszawie, na której na przełomie lat 50-tych i 60-tych ubiegłego wieku mieszkała ta rodzina. 

Wkrótce udało mi się wyszperać gdzieś starą, papierową książkę telefoniczną. Sprzyjało mi szczęście, bo w umieszczonym w niej spisie nazwisk znalazłam Doktora Wizata mieszkającego przy tej ulicy. Chyba jeszcze tego samego wieczoru z bijącym sercem zadzwoniłam pod wskazany przez łut szczęścia numer. Telefon odebrał mężczyzna, ale głos wydał mi się zbyt młody, jak na kogoś prawdopodobnie po sześćdziesiątce. Niepewna spytałam, czy mogę rozmawiać z Doktorem Wizatem?
Mój rozmówca chciał wiedzieć, w jakiej sprawie dzwonię. Odrzekłam, że jestem córką kogoś z rodziny, nazywam się Beata Bartoszewicz, a moim ojcem był Rafał Sokołowski. Wówczas mężczyzna z nutą dziwnej satysfakcji w głosie powiedział, że z panem W. rozmawiać nie mogę. Zawiesił głos i po chwili, która dla mnie ciągnęła się w nieskończoność, wyjaśnił wreszcie: mój ojciec Doktor Wizat już tu nie mieszka. Zapadła cisza, a ja wstrzymałam oddech czekając, czy na tym rozmowa się skończy. Po chwili namysłu mój rozmówca jednak się przedstawił i dodał, jakby lekko obrażony: - I oczywiście wiem, kim był Rafał Sokołowski. 
W duchu ucieszyłam się, że mój interlokutor to wie, bo w swojej naiwności uważałam, że to wydatnie ułatwi sprawę naszych kontaktów. Nie wypada umieszczać w internecie personaliów żyjących członków rodziny, tym bardziej bez ich wiedzy i zgody, dlatego nowo poznanego członka rodziny będę odtąd nazywać Zezatem. Opowiedziałam więc Zezatowi o swoich poszukiwaniach w PCK i o nadziejach, że rodzina „Ze”atów może mi udzielić informacji o Hance, a nawet pokazać jakieś zdjęcia. Wówczas Zezat pochwalił się, że od zawsze interesował się historią, jest pracownikiem Bardzo Ważnego Muzeum i że w jego prywatnych zasobach znajduje się wiele dokumentów dotyczących rodziny Sokołowskich. Pozyskał je dwadzieścia pięć lat temu dzięki uprzejmości i hojności mojego stryja Krzysztofa Sokołowskiego – brata mego ojca. Krzysztof bowiem stale utrzymywał z nimi kontakt, aż do swojej śmierci w 2000 roku. I tak dowiedziałam się, że brat mojego ojca nie żyje, a wiele rodzinnych pamiątek po Sokołowskich jest od dawna własnością Zezata.

Rozmawialiśmy dość długo, raczej chaotycznie opowiadając o sobie. Choć o sobie to głównie ja mówiłam. Wtedy pierwszy raz usłyszałam, że moja babcia Hanka miała brata Jerzego, który był dziadkiem Zezata. Oznacza to, że ja i Zezat, prawie mój rówieśnik, mamy wspólnych pradziadków. Mój kuzyn-muzealnik obiecał mi spotkanie już wkrótce. Miał do mnie niebawem w tej sprawie oddzwonić i wskazać termin mojej u niego wizyty, jak tylko rozezna się w swoim terminarzu. Mijały dni i tygodnie, a telefon milczał. Nie wiem czemu nie miałam odwagi zadzwonić ponownie, ale za to postanowiłam napisać list. 

O tym, jednak następnym razem.

Zapraszam też do lektury poprzednich wpisów w dziale "Korzenie".

33 komentarze:

  1. Umiesz budować napięcie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno nie sztuka pisać o tym, co się wydarzyło naprawdę. Tak twierdził mój teść, autor jednej książki i wielu artykułów. Miał chyba rację, bo tu po prostu życie napięcie budowało :)

      Usuń
    2. I teraz zrozumiałam, dlaczego nie lubie fikcji literackiej - bo mam zamilowanie do prawdziwej sztuki! :-)

      Skoro pisarstwo jest mocno ugruntowane w Twojej rodzinie, to Jedynak jest chyba "obciążony dziedzicznie" (literacko :-).

      Usuń
    3. Mój teść był dziennikarzem, pisywał o kulturze, robił też audycje radiowe na temat kultury wsi m.in.. Za komuny dość długo był związany z Tygodnikiem Kulturalnym. W latach 80-tycj został naczelnym takiego pisma branżowego Chórów i Orkiestr "Życie Muzyczne". Napisał jedną książkę, właściwie poradnik - "Idziemy do teatru". Moja teściowa jest aktorką. Teść zmarł w 2007r. Niewątpliwie "skrzywienie dziennikarskie" odziedziczył po dziadku mój syn, Jerzy. Wszystkie pieniądze jakie dotychczas Jedynak zarobił ( śmieciowe, niestety) są z pisania :)

      SMBO :)))

      Usuń
    4. Stwierdzenie "nie sztuka pisać o tym, co się wydarzyło naprawdę" to kokieteria Twojego teścia jest, przecież wiesz ;) Wymyślać co prawda niczego nie trzeba, ale "kadrować" już tak, koniecznie, by ująć rzeczywistość w słowa także trzeba talentu, a zepsuć to już naprawdę bardzo łatwo, jak się pisać nie umie. Przecież to także wiesz :))) A może nie wiesz, bo umiesz, więc biedy "nieumiejących" nie doświadczasz :) Całuję!

      Usuń
    5. Bardzo interesującą masz rodzinę :-). Móc porozmawiać ze znawcami o kulturze podczas rodzinnego spotkania, to chyba nie jest zbyt powszechne (choć szkoda, że w pewnym stopniu to już czas przeszły). Życzę Jerzemu prawdziwej pisarskiej/dziennikarskiej kariery, koniecznie połączonej z satysfakcją finansową (bo ten wyzysk w PL jest już poniżej krytyki)!

      SMBOx100 :-)))

      Usuń
    6. Dziękuję Tesiu i odwzajemniam SMBO :)

      Usuń
    7. Wiolu, pewnie, że zepsuć można zawsze i wszystko, kiedy ma się talent psujcy :) A swoją drogą, wielu pisząc o sobie też nieźle fantazjuje :)
      Ściskam mocno :)

      Usuń
  2. i ja mam apetyt na więcej

    z wesołym, niedzielnym pozdrowieniem :) A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciąg dalszy nastąpi :))

      Dobrego dnia Alis :)

      Usuń
  3. Aż wstrzymałam oddech, i co, i co, i co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo ciąg dalszy :)
      Oddychaj Małgosiu, głęboko :)))) Buziaki ślę.

      Usuń
  4. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.
    A ten Zezat to jakiś mało przystępny gość!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet bardzo zamknięty ... w sobie i w spawach wyższej wagi ;-/

      Ściskam Cie mocno Julio poniedziałkowo :)

      Usuń
  5. Ależ to gotowy materiał na książkę! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Potrafisz budować napięcie. Powinnaś pisać powieści sensacyjne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No, "oryginalny" mi wyszedł komentarz. Co stwierdziłam, jak już go opublikowałam i spojrzałam, co wpisali inni :) Ale to chyba nic złego, stwierdzić, że piszesz bosko? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiolu, uznanie z Twoich ust jest prawdziwą nagrodą. A ja łasa jestem nie tylko na galaretki w czekoladzie :))) Dziękuję :)))

      Usuń
  8. a kiedy napiszesz książkę? pytam bardzo poważnie. chciałaby ja przeczytać. Twoja opowieść jest niesamowita. nie tylko przez sam rys historyczny i związek z Powstaniem, ale również niesamowite zbiegi okoliczności, jakie Ci towarzyszą w poszukiwaniach.
    czekam na dalszy ciąg :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polly, o moich dalszych perypetiach na genealogicznych dróżkach będę pisać tutaj. Mam nadzieję, że czasu i zapału starczy :) Książka, cóż, może w następnym życiu, albo na emeryturze - jeśli się zdarzy ?

      Ściskam Cię najserdeczniej :))))

      Usuń
    2. to będę z zapartym tchem czytać blogo-książkę :))))
      buziaki :***

      Usuń
  9. Czytam czasem Twoje wpisy jak powieść i denerwuję się, że tak się urywają w ciekawym momencie... ;-)
    Jak to czasem zaskakująco splatają się różne wątki i tworzą całość. Oczywiście, dla kogoś, kto chce ją zobaczyć.
    Miłego popołudnia, Beatko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cha, cha. Teraz przeglądam komentarze innych czytelników i widzę, że nie tylko ja tak mam. ;-)

      Usuń
    2. Dziękuję Fibulo, miłego wieczoru i poranka takowego :)

      Powieść, którą życie pisze :) jest też niespodzianką dla głównego bohatera :D









      Usuń
    3. O, tak. Oby jak najmilszą niespodzianka była. :-)

      Usuń
    4. Czego nam wszystkim życzę :)

      Usuń
  10. Dostałam wypieków z ciekawości co dalej, a tu bęc, cdn :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Dostałam wypieków z ciekawości co dalej, a tu bęc, cdn :D

    OdpowiedzUsuń