… czyli wzruszająca sobota.
Jakiś czas temu Ori zaprosiła mnie do siebie i zobaczenia Pełni lata w Domu Tymianka. Ostatnio ponowiła zaproszenie, tym bardziej, że z wizytą do niej
wybierała się inna bywalczyni jej bloga i straganów.
Bez namysłu odpowiedziałam, że to bardzo kusząca propozycja poznać wreszcie
Jaśnie Pana, Fafkę i Pluszysława. Na to Ori odpisała ustalając szczegóły
przyjazdu, a w ostatnim zdaniu dodała „… Ale błagam, przynajmniej UDAWAJ, że
mnie też chcesz poznać, a nie tylko Fafkę” . No właśnie, przecież Ori TEŻ
chciałam poznać osobiście, oczywiście J. Poza tym byłam ciekawa komu pomagam wspierając
swoim rękodziełem organizowane przez Panią Tymiankowego Domu internetowe
bazarki.
W minioną sobotę umówiłam się więc z nieznajomą Joanną i udałyśmy się kolejką WKD
w podróż w nieznane. Na dworcu odebrał nas Pan Tymianka i już niebawem
przekroczyłyśmy próg Tymiankowego Domu witając się z Ori. Wzruszacze
obszczekiwały nas zgodnie i głośno, ale żaden nie okazywał nieprzyjaznych
uczuć. Na ręce Gospodyni złożyłyśmy przewiezione podarki: smakołyki dla
zwierząt i niespodzianki, które można wystawić na kolejnym straganie na blogu.
Szyłam je i dziergałam już jakiś czas wcześniej. Joanna, która myśli naprawdę o
wszystkim, zabrała ze sobą nie tylko to, ale też domowe ciasto i cały wykwintny
obiad.
Wkrótce we czwórkę zasiedliśmy do stołu. Zasiedliśmy, to znaczy najpierw na słynnej kanapie usadowiły się niektóre Wzruszacze, a potem my, ludzie, czyli tak zwana Służba i Goście. Psy wlepiły w ciasto tęskne spojrzenia, a Ori zaraz zaczęła się usprawiedliwiać, że już dawno psom ciasta nie piekła. Okazało się , że Ori przygotowuje dla nich specjalne, takie mało słodkie ciasto, które uwielbiają. Jeśli myślicie, że można tak sobie zasiąść do stołu i gawędzić bez przerwy, to się mylicie. Stadko psów, między którymi czasem przemyka kot jest bardzo absorbujące. A to ten chce wyjść na dwór, a to tamten chce stamtąd wrócić, a to ów na tego warknął, a to krzywo spojrzał, a to się znowu towarzystwo rozszczekało. I tak w kółko…
Szczególnej troski i obsługi wymaga strasznie stary staruszeczek Tamiś, zwany
Jaśnie Panem, ze względu na (specjalne) względy. Piesek, jak to starowinka,
ciągle czegoś chce, a już sam nie może. Chce na kanapę, a po chwili woli na
podłogę, a może siusiu, a może jednak pić. Więc Ori nosi go na rękach i
pilnuje, aby nikt go nie nadepnął, nie potrącił, nie zakłócał snu. Jaśnie Pan
jest bardzo wrażliwy i delikatny.
Oprócz Tamisia jest jeszcze inny piesek specjalnej troski, czyli niewidomy
Lubiś. Malutki, przemiły i całkiem nieźle sobie radzi nic nie widząc. W pewnym
sensie zastąpił oczy nosem. No i oczywiście Fafka, aktorka komediowo-dramatyczna,
która przewracała oczami, robiła niewinne miny i wdzięczyła się … do ciasta. A
oprócz nich jeszcze dziesiątki pozostałych Wzruszaczy. Niezwykły jest też
czarny kot o imieniu Tofik, bo to chyba pies uwięziony w kocim ciele. Inne koty
zapakowały się do skrzynki po jabłkach, albo do kominka i nie były
zainteresowane ani ciastem, ani nami.
Po powitalnej herbatce ze słodkim dodatkiem przyszedł czas na naukę. Ori chciała się bowiem nauczyć szyć na maszynie. Razem z Panem Tymianka wyładowaliśmy maszynę w motylki i… skończyło się na tym, że uszyłam poszewkę z zasypiającym kotem. Ori przynajmniej posłuchała co gdzie jest w tej maszynie i jak ona działa. Może kiedyś się odważy na samodzielne szycie.
Jadąc tam mniej więcej wyobrażałam sobie jak to jest opiekować się takim stadem
w domu i w ogrodzie, bo część psów mieszka w specjalnych boksach i w budach.
Dopiero na miejscu przekonałam się jak bardzo mniej, niż więcej, moje
wyobrażenia zgadzały się z rzeczywistością. Zdjęcia zamieszczane na blogu są
nieruchome, bez dźwięków i zapachów. Ori nie bez powodu nazywa siebie Służbą.
Bo w istocie jest to służba 24 godziny na dobę. I w dzień i w nocy. Ileż logistycznych
zabiegów i organizacyjnego sprytu wymaga karmienie i „sterowanie” ruchem w domu
i na wybiegu.
Ori oddała stworzeniom całą siebie i swoją życiową przestrzeń. Poświęciła
bezdomnym, chorym, a często starym zwierzętom swoje życie. Wiedzie więc skromne
życie w skromnym, niedużym domu, gdzie priorytetem jest nakarmienie i leczenie
wielu psów i dziewięciu kotów. A przecież Ori jest polonistką, pięknie pisze i
ma świetne pióro. Chciałaby czytać książki w spokoju i sama kiedyś napisać
książkę. Kiedyś...
Od kilku miesięcy staram się wspierać Stragany dla Wzruszaczy, ale to jedynie
kropla w morzu potrzeb. A jednak kropla do kropli i powstanie strumień pomocy.
Każdy może wspomóc jej wysiłki, wystawiając do sprzedaży na straganach
drobiazgi, książki, biżuterię, albo rękodzieło. Można też dokonywać wpłat na
konto fundacji, którą prowadzi Ori.
Dzięki blogowi poznałam Ori, niezwykłą kobietę kochającą stworzenia i jej męża
Pana Tymianka, wspierającego swą wybrankę w jej ziemskiej misji.
Dzięki Ori poznałam Joannę. Sympatyczną, wrażliwą i mądrą osobę. No i poznałam
Wzruszacze, którym Ori ofiarowała siebie.
Zajrzyjcie na bloga Pełnia lata w Domu Tymianka. A jeśli chcecie obejrzeć niezwykłe zdjęcia i przeczytać
zajmujące opowieści „z życia wzięte” odwiedźcie drugi blog Ori Kuchnia pełna Tymianka. Możecie też posmakować
nieziemskiej opowieści o Anieli Aniela w niebie.
P.S.





