poniedziałek, 2 lutego 2015

Potrzebuję dobroczynności


... czyli po co to komu?

Kiedy byłam dzieckiem oglądałam w TV „Ekran z Bratkiem”. Młodym wyjaśniam, że to był taki młodzieżowy program nadawany zawsze we czwartki po południu. Lubiłam najbardziej te odcinki, w których opowiadano o Klubie Niewidzialnej Ręki, czyli o pomagających dzieciakach. Przez to sama energicznie rozglądałam się dookoła komu podsunąć swoją niewidzialną, pomocną dłoń. W telewizji ukrytą kamerą filmowali jak to ktoś z samego rana drew narąbał, a to łąkę skosił, a to znowu jabłek do koszy narwał jakimś starszym osobom. Wzruszało mnie, kiedy naprawiono psią budę, albo nakarmiono głodne kotki na czyimś podwórzu. 
Rozglądałam się więc po okolicy, czyli po warszawskim Żoliborzu, ale niestety drew do rąbania ani widu, a psy po mieszkaniach zamknięte. Naprawdę się martwiłam, bo jak tu niewidzialnie pomagać w mieście? Czasem tylko sąsiadka pozwoliła mi wyprowadzić swojego psa, albo komuś zakupy po schodach na czwarte piętro wtaszczyłam, ale to nie była przecież niewidzialna ręka.

Teraz to zupełnie co innego. Teraz łatwo zostać dobrodziejem. Teraz wystarczy... sypnąć groszem, bo zewsząd sypią się prośby o datki, wsparcie, wpłaty. No i wpłacam czasem to tu, to tam dla ogólnie mówiąc potrzebujących.

Nie zaspokaja to jednak mojej potrzeby dobroczynności. Ja to bym tak chciała sama własnymi, niekoniecznie niewidzialnymi rękami, coś zrobić dla innych. Wiem, wiem, wiem. Mogłabym pracować po pracy w hospicjum, albo jako klaun z czerwonym nosem w szpitalach dzieci zabawiać, choć to raczej trudno robić wieczorową porą. Więc co? Pozostaje jedynie wsparcie finansowe? 

A właśnie, że nie. Znalazłam dla siebie coś, jakby specjalnie dla mnie wymyślone. Mam z tego tyle prawdziwiej radości, tyle niekłamanego zadowolenia i czuję, że nie dość, że to dobre są uczynki, to jeszcze rączki mam zajęte tym co lubię najbardziej, czyli rękodzielniczym wytwórstwem. Do tego dostaję specjalne głaski, że ładne, że się podoba i że kochana jestem i w ogóle :) 

Wspieram stworzenia, to jest psy oczywiście i koty przy okazji, zamieszkujące w Domu Tymianka. Oddaję tam na aukcje i stragany swoje hendmejdy różne. Wymyślam co i jak, a potem szydełkuję , drutuję, haftuję i zszywam. I i przede wszystkim jestem szczęśliwa, bo moja pracownia szmaciano-wełniana ma cel i sens. Jestem wreszcie Niewidzialną Ręką :))) A ja się dopiero rozkręcam.

Właśnie na blogu Pełnia lata w Domu Tymianka otworzył podwoje Jarmark dla Zakochanych. Są tam przepiękne kartki od Edyty z Kubkiem Kawy, są moje czerwone czerwoności i szare szarości włóczkowe oraz inne niespodziewane niespodzianki, niekoniecznie rękodzielnicze, ale  w temacie jak najbardziej walentynkowym.

Tylko ładnych zdjęć zrobić tym swoim wytworom nie umiem, auuuu. A przecież podobno kupuje się oczami.












Zapraszam też do lektury:
.Odnajduje siebie

26 komentarzy:

  1. Pieknie być niewidxialną ręką..ale widzialną też!!! Pomaganie jest cudne..początek posta to ja chyba pisałam:):) bo to o mnie..tylko,że ja mam przed sobą kurs na wolontariat i ruszę!!! ale rzeczywiście piękny pomysł z tymi akcjami....staram się pomagać jak mogę..widzialnie i niewidzialnie.....sama tez jestem też wdzięczna za pomoc , którą ja dostaję
    \Sciskam mocno!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ściskam przyjacielską Niewidzialną i Widzialną Rękę, Twoja Jolu oczywiście:)))

      Usuń
  2. A ja bylam prawdziwa Niewidzialna reka i nie pamietam jak ale znalazlam sobie starsza Pania (samotna, bezdzietna nauczycielke ok. 75 lat mieszkajaca na 10 pietrze w kawalerce w bloku). Oczywiscie ta moja Niewidialnosc szybko sie skonczyla, choc przez pare miesiecy korespondowalysmy sobie przy pomocy liscikow na wycieraczce.
    Robilam jej male zakupy, wyrzucalam smieci itd. No ale kiedys mnie "przylapala" i bylo po wszystkim. Nadal jej pomagalam, ale juz "widzialnie", a ona w zamian uparla sie odrabiac ze mna lekcje.
    W sumie chyba dobrze na tym wyszlam. Smutna bylam gdy jej juz zabraklo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapomialam dodac, ze fajne te twoje rekodziela :)) Sliczne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja jakaś byłam nieobrotna, że w tym samym miejscu w Warszawie nie umiałam znaleźć. No i tak bardzo chciałam być Niewidzialna :)
      Pozdrawiam Niko :)

      Usuń
  4. Pięknie, Edyty twórczość też podziwiam. Pamiętam niewidzialną rękę... I też pomagam, ale u mnie na celowniku są ludzie, akurat tak się złożyło, więc dobrze, że Ty pomagasz zwierzętom, równowaga jest najważniejsza.

    Ściskam ciepło nieustająco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludziom pomagałam i pomagam zawodowo, więc po pracy akurat zwierzętom, ale to nie było z góry zaplanowane :)
      Równowaga potrzebna, żeby nie okuleć, ha, ha.
      Odściskuję z przyjemnością :)))

      Usuń
    2. Pięknie, podziwiam Beato <3

      Usuń
    3. I dla Ciebie leniwe :) leżące serduszko Małgosiu <3

      Usuń
  5. A ja właśnie zaczaiłam się na Twojego szarego kotka:-) Choć i tak dalej mi się wydaje, że godnie nosić mogą go tylko małe dziewczynki:-)... ale z drugiej strony to ja we wrześniu skończyłam dopiero moje drugie 7 lat:-), więc czemu by nie!!!
    Pojemniki z pieskiem i sercem zacne! Moc pracy!
    Pamiętam hasło "Niewidzialna Ręka to także ty" czy jakoś tak... Też lubiłam oglądać, choć nie wiem czemu, raczej z Telerankiem niedzielnym mi się kojarzy.
    Pozdrawiam bardzo ciepło:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że szary pozna Cię osobiście :)
      Niewidzialna Ręka najpierw (chyba ) była w Ekranie z Bratkiem, a potem może w Teleranku? Sprawdzę u Wszechwiedzącego.
      Ciepłe myśli posyłam :)))

      Usuń
    2. Sprawdziłam - Niewidzialna Ręka w latach 60-tych i 70-tych - w Ekranie z Bratkiem oraz w Teleranku :) program autorstwa Macieja Zimińskiego. Przeczytałam też, że "Tytuł programu wszedł później do kanonu pop-kultury młodzieżowej w Polsce. Sformułowanie było traktowane raczej ironicznie i prześmiewczo, mimo niewątpliwie słusznego przesłania." Noooo, ja zawsze i do dziś Niewidzialną Rękę traktuję z pełną powagą i z uśmiechem jednocześnie :)

      Usuń
  6. Niewidzialne ręce zrobiły całkiem widzialne cuda:) I fotki też całkiem ładne. Bardzo profesjonalne kuszenie się tu przed walentykami uprawia, nie powiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wodzenie na pokuszenie ? :)))
      Uśmiechy ślę , B

      Usuń
  7. Niezwykle zdolne niewidzialne ręce :))
    Podziwiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kiedyś śpiewałam: chlastu (?), hlastu (?), nie mam rączek jedenastu :)))
      ściskam mocno Julio :)

      Usuń
  8. Drogi Wodzu, ja też uważałam, że bycie Niewidzialną Ręką jest najwyższą nobilitacją człowieczeństwa. Marzyłam, żeby wrzucić jakiejś biednej staruszce węgiel do piwnicy, ale niestety, wszędzie w okolicy było centralne ogrzewanie. Dobrze na wychowywano w tamtych czasach, prawda? Staram się teraz wydawać owoce i realizować tamte marzenia, czasem jako zupełnie niewidzialna ręka, często z konieczności jako widzialna. Jestem zaszczycona, ze wspierają mnie takie osoby jak Ty, że Twój talent służy naszym braciom najmniejszym. Uściski ślę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wodzu Plamienia Mniejszych, howk ! Oj, dobrze nas wychowywano i w domu i na podwórku, a nawet w telewizorze :)
      A ja się cieszę , że do Was trafiłam, bo mnóstwo radości po mojej stronie.
      Głaski śle, B

      Usuń
  9. Masz wielkie serce, Beato; tak sobie myślę, że ludzie jakoś sobie poradzą, tyle jest różnych organizacji, fundacji, stowarzyszeń, a zwierzęta zdane są na naszą łaskę; czy mogę "odgapić" ocieplaczyki na zmarznięte ręce? pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario Miła, dziękuję za dobre słowa :)
      Czy odgapić znaczy spapugować, czyli skopiować wzór? Jak najbardziej udostępniam pomysł - choć ja sama go wymyśliłam- bo takie rzeczy z mojego pomysłu , a nie tylko wykonania lubię najbardziej.
      A te czerwone mitenki z kotkami już się sprzedały, czyli poszłoooo psu na budę :)

      Usuń
    2. Tak, tak, to właśnie znaczy, pożyczyłam słówko od blogujących i robótkujących dziewczyn.

      Usuń
  10. nie narzekaj na zdjęcia, chyba nie są takie złe, bo mi się buzia śmieje do monitora........
    Pomysł na wystawienie prac na aukcji przedni.........
    Pozdrawiam z uśmiechami i ciepłe myśli posyłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Alis za przesyłkę pozytywnej energii ;)
      Uściskuję , B

      Usuń
  11. Rozumiem Cię bardzo dobrze...ja też jestem wciąż społecznikiem...a zaczęłam od Niewidzialnej ręki...co to były za czasy wypadów w nocy z moją grupą NRęki...ile śmiechu jak przez ogrodzenie nie mogłam przejść...ile wymykania się z domu aby rodzice nie zobaczyli...i tak jest do dzisiaj...wciąż "zakładam" grupy ludzi i działamy z pomocą...mam wrodzoną taką potrzebę serca...i dobrze mi z tym...choć budzę zdziwienie wśród innych, którzy nie mają takiej potrzeby...

    przytulam...

    OdpowiedzUsuń

Z powodu nieproszonych gości włączyłam moderowanie. Przepraszam, że komentarz będzie trochę czekał na publikację. I miłego dnia Ci życzę :)