piątek, 17 kwietnia 2015

Zawodowiec od przodków


... czyli o genealogicznym górniku ;)


Tak mi się wydaje, ale może się mylę, że prawie wszyscy chcielibyśmy wiedzieć, kim byli nasi przodkowie. Niedawno miałam okazję przekonać się o wartości profesjonalizmu w poszukiwaniu korzeni. Może pamiętacie mój wpis o tym, jak Znalazłam cudzego dziadka Ignacego Rychłowskiego. Ten wpis umieszczony na FB przyprowadził na mojego bloga sympatyczną osobę i prawdziwego genealoga Panią Justynę Krogulską, która wraz z mężem Mariuszem zajmuje się poszukiwaniami genealogicznymi. Można o tym poczytać na stronie Szukaj-korzeni.pl



Pani Justyna zajrzała do katalogu w Centralnym Archiwum Wojskowym (tzw. CAW-ie) i z karty katalogowej dowiedziała się, że ów Ignacy Rychłowski z zawodu był kupcem. Urodził się 26 lipca 1895r. w Szymborze (Inowrocław). Był synem Władysława i Katarzyny z domu Holas. Na karcie znajdował się również adres: Inowrocław, ul. Poznańska.


Adres ten Pani Justyna potwierdziła w książce telefonicznej „Urzędowy spis abonentów sieci telefonicznej Okręgu Poczt i Telegrafów w Poznaniu 1926-1927”
 Książka ta ujawnia, że w tym czasie Ignacy Rychłowski mieszkał  w Inowrocławiu na ul. Poznańskiej nr 9 a numer telefonu to 15. To dość niski numer, co może sugerować dwie rzeczy – to, że Ignacy był jednym z pierwszych nabywców abonamentu telefonicznego w tym okręgu co może świadczyć po pierwsze o materialnym powodzeniu, a po drugie o otwartości na nowinki techniczne. Może potrzebował telefonu ze względu na prowadzone kupieckie interesy? Wtedy jednak w książce telefonicznej podałby pewnie jeszcze inne dane – np. handel wyrobami tytoniowymi? Oj, ponosi mnie fantazja, co na ścieżkach genealogicznych poszukiwań jest tyle kuszące, co niebezpieczne.



Pani Justyna z „Szukaj-korzeni” zupełnie bezinteresownie obdarowała mnie informacjami o przodkach mego dziadka Jana Rychłowskiego. Do źródeł dotarła jednego wieczoru. To było fascynujące. Dostałam wiadomość takiej treści:
Pani dziadek urodził się 20 marca 1897r. w Grójcu. Data 8 marca wynika z różnicy pomiędzy kalendarzem gregoriańskim a juliańskim. W zaborze rosyjskim przyjęte było podwójne datowanie w dokumentach” Wiedziałam o tym, bo trafiałam wcześniej na takie dokumenty, w których pojawiało się jeszcze określenie przy dacie „starego stylu”. „Był synem Juliana i Franciszki z domu Strynkiewicz” To też wiedziałam z posiadanych dokumentów, ale od tej chwili dowiadywałam się zupełnie nowych, nieznanych faktów. „Julian i Franciszka wzięli ślub w Grójcu w 1888 roku, co wynika z ich aktu ślubu z dnia 23 stycznia 1888r. Julian miał wówczas lat 50, urodzony był w Pławnie, jako syn Leona i Tekli. Franciszka zaś urodziła się jako pogrobowiec 7 marca 1862 roku w osadzie Błędów. Była córką Andrzeja i Agnieszki z domu Walter. Załączam metrykę chrztu Jana (...)”.


Na skanie aktu chrztu dziadka Jana odnajduję na marginesie dopisek, który potwierdza to, że moi dziadkowie dość długo żyli w tak zwanym związku nieformalnym, a ślub wzięli dopiero 19 sierpnia 1952 roku w Piasecznie. Myślałam, że to się stało zaraz po powrocie dziadka z niewoli w Niemczech.



Pani Justyna wyjaśniała wątpliwości i poszukiwała dalej. Napisała mi tak oto: „Pogrobowiec to dziecko urodzone po śmierci ojca. W akcie urodzenia Franciszki zapisano, że ojciec jej już nie żył. Ojciec Franciszki – Andrzej Strynkiewicz zmarł 1 grudnia 1861 roku. Oto scan... Pani Beato, ciekawą historię może pani opisać :) Rodzice Franciszki Andrzej i Agnieszka Walter pobrali się 9 marca 1861 roku. Przesyłam scany.”

To był wieczór pełen wrażeń. Oglądałam scany, czytałam ich treść i dowiadywałam się tylu ciekawych rzeczy o dziadkach dziadka i o jego matce Franciszce. Nigdy tej dziewczynce nie było dane poznać swego ojca. A jakże ciężko musiało być jej matce Agnieszce, która straciła męża kilka miesięcy po ślubie. Choć różnica wieku małżonków może przemawiać za tym, iż było to małżeństwo z rozsądku, a nie z szalonej miłości 




Najpierw był więc ślub, a akt ślubu spisany pod nr 6 z dopiskiem Dańków. „Działo się w Osadzie Błędów dnia dwudziestego stycznia tysiąc osiemset sześćdziesiątego pierwszego roku o godzinie w pół do drugiej z południa. Wiadomo czynimy iż w przytomności świadków Karola Walter Akacza lat dwadzieścia sześć i Tomasza Preis bednarza lat czterdzieści mających obudwóch w osadzie zamieszkałych – na dniu dzisiejszym zawarte zostało religijne małżeństwo między Andrzejem Strynkiewicz po Brygidzie zmarłej w Mogielnicy wdowcem lat czterdzieści dwa mającym urodzonym w Mieście Mogielnicy Powiecie Warszawskim synem niegdy Stanisława i Maryjanny z Grzywaczewskich Strynkiewiczów szewców, w Osadzie Błędów zamieszkałym szewcem. – a Agnieszką Walczy panną lat dwadzieścia trzy mającą urodzoną we wsi Fałków Powiecie Wieluńskim Guberni Warszawskiej córką niegdy Karola i Magdaleny z Jędrzejewskich małżonków Walter Akaczy, we wsi Dańków służącą. Małżeństwo to poprzedziły trzy zapowiedzi w dniach niedzielnych” Tu podane zostały daty zapowiedzi. „Małżonkowie nowi oświadczają, iż nie zawarli żadnej umowy przedślubnej. Obrzędu religijnego dopełnił podpisany Proboszcz ksiądz Jan Bogdan. Akt ten stawiającym i świadkom przeczytany został przez Nas i nowozaślubionego podpisany został.” Pod dokumentem widnieje podpis księdza Jana Bogdana i Andrzeja, ale nazwisko brzmi inaczej - to znaczy Strykiewicz, a nie Strynkiewicz. Nie wiem, czemu ominął literkę „n”? 





 W kilka miesięcy po ślubie mąż Agnieszki, Andrzej umiera. Akt zgonu  sporządzono pod numerem 108 i dotyczy wsi Sadurki. „Działo się w Osadzie Błędów dnia drugiego Grudnie Tysiąc Osiemset Sześćdziesiątego pierwszego roku o godzinie szóstej wieczorem. Stawili się Cyryl Pijanowski szewc zięć zmarłego lat trzydzieści dwa i Wojciech Nowacki dział kościelny lat pięćdziesiąt trzy mający i oświadczyli że wczoraj o godzinie pierwszej z południa umarł tu Andrzej Strynkiewicz lat pięćdziesiąt trzy mający szewc we wsi Sadurkach zamieszkały, urodzony w mieście Mogielnicy syn niegdy Stanisława i Maryjanny małżonków Strynkiewicz, pozostawiwszy po sobie owdowiałą żonę Agnieszkę. Po przekonaniu się naocznie o zejściu Andrzeja Strynkiewicz akt ten stawiającym niepiszącym przeczytany przez Nas podpisany został.”
Uderzają mnie dwie rzeczy – po pierwsze wiek zmarłego. W akcie małżeństwa wpisano 42 lata, a tu, po kilku miesiącach 53. Ten wiek wydaje mi się bardziej prawdopodobny, skoro zgon zgłasza jego zięć lat 32, nota bene również szewc. Posiadanie zięcia oznacza, że dziadek mego dziadka – Andrzej miał więc córkę, pewnie z pierwszego małżeństwa z Brygidą. I ta córka mogła być nawet starsza od Agnieszki Walter Akaczy – babci mego dziadka.   




Ostatnim z dokumentów jest wpisany pod numerem 44 akt urodzenia z dopiskiem Osada Błędów. „
Działo się w Osadzie Błędów dziewiątego  marca tysiąc osiemset sześćset sześćdziesiątego drugiego roku o godzinie szóstej po południu. Stawiła się Agnieszka Snopek odbierająca dziecko, we wsi Błędów zamieszkała lat sześćdziesiąt pięć mająca w obecności Władysława Hermann lat trzydzieści trzy tudzież Karola Walter lat dwadzieścia ośm mający(ch) obudwóch płócienników w Osadzie Błędów zamieszkałych i okazała nam dziecię płci żeńskiej oświadczając, i ż takowe urodzone jest w osadzie na dniu siódmym bieżącego miesiąca i roku o godzinie czwartej rano córka Andrzeja obecnie nieżyjącego i Agnieszki z Walterów lat dwadzieścia dwa mającej małżonków Strynkiewicz szewców. Dziecięciu temu na chrzcie świętym w dniu dzisiejszym przez księdza Jana Bogiem odbytym nadane zostało imię Franciszka a rodzicami jego chrzestnymi byli wyżej wspomniany Władysław Hermann i Teofila Pasek. Akt ten oświadczającemu i świadkom niepiszącym przeczytany przez nas podpisany został”.
Z tych trzech dokumentów dotyczących matki mego dziadka – Franciszki ze Strynkiewiczów wynikać może kilka rzeczy. Jej matka Agnieszka z domu Walter Akaczy mogła mieć brata Karola Walter Akaczy – jej ojciec miał też na imię Karol – więc pewnie synowi też dano Karol. Po drugie jej rodzina mieszkała we wsi Błędów – tam mieszkał Karol i tam – już po śmierci Andrzeja Strynkiewicza – urodziła się Franciszka – matka dziadka Jana. Po trzecie Karol był płóciennikiem. Podobno to inna nazwa tkacza. Ten zawód jest związany z historią Osady Błędów. W połowie XIX wieku była to osada fabryczna z warsztatami przemysłu włókienniczego – filia zakładów w Żyradowie i liczyła 1360 mieszkańców. Była tu też szkoła, sąd i urząd gminy. Potem, gdy osada trafiła w ręce nowych właścicieli niezainteresowanych takim jej rozwojem sytuacja mieszkańców pogorszyła się. Sprawdzam też wieś Dańków (leży nieopodal) bo tam służyła Agnieszka, oraz pobliską wieś Sadurki, bo tam mieszkał Andrzej Strynkiewicz – dziadek dziadka Jana. Andrzej był szewcem podobnie jak jego ojciec Stanisław. Zastanawiam się też nad tym dziwnym dwuczłonowym nazwiskiem „Walter Akaczy”. Dziś w Polsce nie ma nikogo o takim nazwisku, a samych Walterów jest 2.5oo. Ciekawe kim byli rodzice Agnieszki Walter Akaczy... Tak to właśnie apetyt rośnie w miarę jedzenia :) Ale czy to nie jest  piękna historia?



Poznałam ją w jeden wieczór dzięki uprzejmości, sympatii i wiedzy  prawdziwego genealoga Pani Justyny Krogulskiej. To mnie przekonuje, że różne archiwa kryją nieprawdopodobne skarby – wiedzę o naszych korzeniach. Są na wyciągnięcie ręki, tylko trzeba umieć drążyć lub skorzystać z pomocy fachowców. 

20 komentarzy:

  1. ależ mi się kręci w głowie :))))
    ile informacji, jakie cudne wieści...
    znam to uczucie poszukiwań.......

    pozdrawiam wesoło... (jak ja lubię takie posty...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że kiedyś pokazywałaś mi taki portal. Ja próbowałam na tym Genealodzy pl i ... jakoś albo nie mam szczęścia, albo nie umie się tam dobrać :( Przypomnij Alis to Twoje źródło wiedzy :)

      Usuń
    2. dla mnie takie najbliższe źródło to geni, po prostu ogromne drzewo internetowe, najlepiej założyć darmowe konto i zalogować się.

      Ogromne bazy. Jeśli szukamy baz internetowych to linkuję: genealodzy, po lewej stronie linki pod menu główne : http://genealodzy.pl/

      towarzystwa genealogiczne, szukamy terenu i zadajemy pytania:
      http://www.ptg.gda.pl/index.php/bookmarks/action/list/

      Twoja przygoda z Panią od historii Rodziny, to najlepsza rzecz jaka mogła Ci się przytrafić !. Oj prowadzą Cie Kaczko Wspaniali Przodkowie. Gratuluję.

      Usuń
    3. Alis byłam na na stronie Genealodzy pl i własnie tam nie mam szczęścia, albo (co bardziej prawdopodobne) jestem niekumata. Zajrzę do Towarzystwa genealogicznego...
      Pomoc Pani Justyny jest nie do przecenienia. Po prostu koguty mnie opiały :)))

      Usuń
    4. A Geni to po prostu ogromne drzewo genealogiczne, zakładasz tam konto i próbujesz szukać po nazwiskach,
      tu masz pomoc : http://blog.więcek.pl/drzewo_w_geni_krok_po_kroku.html

      Nazwiska w Twojej Rodzinie są na tyle znane, ze masz szanse na jakąś spokrewnioną gałąź trafić. :)
      Oczywiście pomoc Pani Justyny jest ogromna i szczęściara z Ciebie, że Cię znalazła.

      Już toi pisałam, jakiś przodek Cię prowadzi..., pewnie masz go pokazać światu :)))))))))))))

      Usuń
    5. Alis dzięki za podpowiedź :) krok po kroku, to jak dla mnie :)

      Dobrego dnia Ci życzę i czekam na wieści, czy Renia była łaskawa usiąść na jajkach ...

      Usuń
  2. Swietna historia. Chyba nie tylko chce się znać fakty dotyczące przodków, ale wręcz powinno. Podobno nie jesteśmy w stanie dobrze zrozumieć siebie samych, bez wiedzy o historii rodziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Mnie poszukiwanie przodków napadło po czterdziestce - taki jeszcze jeden objaw kryzysu wieku średniego :)))

      Usuń
  3. to musi być niesamowite doznanie, tak odkrywać swoją historię, dowiadywać się o przodkach takich ciekawych rzeczy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam duży niedosyt. Ale tez coś w rodzaju konieczności ciągłości pokoleń, wiedzy...

      Usuń
  4. Czytałam z wypiekami na twarzy, piękne i ta bezintereswona pomoc Pani Justyny. Pani Justyno, dziękuję.

    Beato, dostarczas mi niezwykłych emocji. I pismo, kaligrafia jaką uwielbiam.

    Ściskam ciepło i pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgorzato dziękuję za współprzeżywanie ...
      Odwzajemniam uściski :)))

      Usuń
  5. Matko jak dużo danych! Ja ledwie jakieś daty narodzin i śmierci mam i to głównie dzięki wujkowi, który grzebie i szuka.
    Niesamowita pomoc obcej przecież osoby. Dziś rzadko ktokolwiek chce bezinteresownie pomagać.

    Uściski Beatko :*

    P.S. ależ mi się nie podoba określenie "pogrobowiec"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zachwycona Panią Justyną i jej możliwościami.

      Uśmiechy posyłam do Ciebie Julio :)))

      Usuń
  6. Tyle informacji na raz! Jak ja bym tak chciał ;) Zbliża się pani z poszukiwaniami coraz bliżej do miejsca moich poszukiwań. Też mam przodków (Górzyńskich) w parafii w Błędowie, ale jeszcze za tamtą część rodziny się nie zabrałem bo przygodę ze wspaniałą genealogią dopiero zaczynam :) Powodzenia w poszukiwaniach! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Beato!
      Siadam i piszę z wielu powodów.
      Pierwszy, to znajomość z blogiem tymiankowym. Razem z żoną wspieramy, jak możemy. Najczęściej wybierając to i owo na książkową półkę. Jak wiem pani Beato zakupiła Pani kilka z tych pozycji. Bardzo mnie to cieszy, że uwolnione tytuły znajdują nowych miłośników. Jestem poniekąd ofiarą tych aukcji, gdyż następuje wtedy ponaglanie ze strony mojej ślubnej połowy: kończ już... wystawiamy... No i gnam z czytaniem do utraty tchu. Od czasu do czasu trafiają tam prace naszej plastycznie uzdolnionej córki (Magdaleny Owczarzak).
      To nie przypadek, że wpadam na Pani blog i piszę pod tym postem. Sam jestem autorem blogu historia i ja. Jestem czynnym zawodowo nauczycielem historii. Wśród moich zainteresowań około-historycznych jest genealogia i heraldyka. Nie tylko, że mam wileńskie (litewskie) korzenie, ale widzę, że wymieniła Pani nazwisko "Poźniak" (w złej formie "Późniak"). Wywodzę się z oszmiańsko-wilejskich Poźniaków herbu własnego. Mój prarpadziad Stanisław (I) Poźniak był w 1863 r. torturowany przez samego Murawjowa-Wieszatiela. Moim wujem jest emerytowany profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, wybitny slawista (znawca twórczości Dostojewskiego) Telesfor Poźniak. Widzę więc, że byłby wspólny temat to przegadywania. Kopanie w przeszłości rodziny, to mój osobisty dorobek, godziny spędzone w archiwach, pisaniu listów, spotkań itp. Bardzo pomaga dziś Internet. Też mam inowrocławskie ślady z początku XX w., kiedy na krótko osiedlili się tam moi pradziadowie Grzybowscy. Ale i o tym też piszę na moim blogu. Publikowałem też moje gawędy w lokalnej, bydgoskiej prasie (niektóre dostępne w Internecie). Gdyby udało się Pani dotrzeć do grudniowego numeru "Twego Stylu" z 1994 r. - też tam będę. Gratuluję Pani sukcesów i wytrwałości w poszukiwaniach. Moje badania sięgają XVIII w., docierają do końca XVII w.
      serdecznie pozdrawiam

      Robert Grzybowski (Karol Narocz) & Mariola Grzybowska & "Sabunia" (znajdka znaleziona 8 lat temu w kartonie przy śmietniku)

      Dorzucam link do strony "Gazety Pomorskiej". Życie dopisało ciąg dalszy i nie uwierzy Pani z RPA (!) odezwała się wnuczka Stanisława Horodeckiego! Piszemy do siebie, wysyła mi bezcenne fotografie i dokumenty.
      http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070510/ALBUMY01/70509026

      Usuń
    2. Anonimowego Gościa witam serdecznie :) Z krótkich rzutów okiem w Internecie wiem już, że błędowskie okolice są bardzo interesujące, zwłaszcza w okresie I połowy XIX wieku. Zachęcam i ja do poszukiwań korzeni, bo to niezwykle ekscytująca przygoda.
      Pozdrawiam serdecznie, B

      Usuń
    3. Panie Robercie miło powitać w moich skromnych internetowych progach. I jednocześnie mam okazję podziękować za wspaniałe książki, które dzięki Państwu mogłam nabyć, wspomagając Tymianka. Przedostatnią z nich "Gniazdo" pochłonęłam migiem, bo oderwać się nieomal nie mogłam. Również ze względu na osobę Pani Jadwigi Jaraczewskiej z Piłsudskich, którą mogłam szczęście i zaszczyt poznać. Pisałam o tym na blogu w tej notce "Muśnięcie legendy" : http://wystarczajacopl.blogspot.com/2014/11/musniecie-legendy.html

      Na straganach tymiankowych nie tylko kupuję, ale też podrzucam książki i moje własne rękodzieło :) Mobilizuje mnie moja suczka, którą wzięliśmy ze schroniska..

      Moje genealogiczne poszukiwania są amatorskie i niesystematyczne, ale bardzo mnie cieszą i wzruszają. Z przyjemnością przeczytałam o Pańskich sukcesach na tej niwie.

      Serdecznie pozdrawiam i proszę o przekazanie serdeczności Pani Marioli (Elżbiecie :) i psiuńce łapkę ściskam, Beata B.

      Usuń
    4. Bardzo dużo dat, nazwisk, kaligrafowanych dokumentów ... trzeba wiedzieć, co się czyta, dopasowywać i układać w całość, no i wyciągać wnioski, a Tobie, Beato, idzie to świetnie; czasami pisarze, którzy czynili zapiski w księgach parafialnych czy innych, robili błędy, pisali fonetycznie, omijali litery i pewnie powstawały podobne nazwiska, jednak nie tożsame; fascynujące historie odkrywasz z przeszłości przodków; pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  7. Dziękuję Mario :) Bardzo lubię te łamigłówki rodzinne.

    Serdecznie Cię pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń