piątek, 19 września 2014

Zwariowani właściciele psów...

... czyli czy pies jest członkiem ludzkiej rodziny?

Znam osoby, które nie mają wątpliwości, że pies należy do świata zwierząt, a nie do ludzkiej społeczności. Zdarza się, że słyszę „to TYLKO  pies!” I aż ciśnie mi się na usta dopowiedzenie – „powiedział AŻ człowiek”.
Ja mam inaczej. Dla mnie pies żyjący z ludzkim stadem należy do tego stada.
Bardzo lubię różne zwierzęta, ale psy, które pojawiły się w moim życiu, po prostu kocham. Urodziłam się psiarą i już o tym pisałam w notkach pod zapożyczonym od Klarki Mrozek tytule Nie kupuj kota, weź psa, część 1. oraz  Weź psa, część 2.. I nie uważam, abym była zwariowanym właścicielem psa.
Dinga na wczasach upaja się świeżym powietrzem


Od prawie 11 lat do naszej rodziny należy najwspanialsza suczka na świecie – kundelka Dinga z odzysku. Dzieli z nami codzienność i świąteczne dni. Jeździ z nami na wczasy, czasem na lotnisko. Jest smutna, kiedy się smucimy i wesoła, kiedy poświęcamy jej czas i zainteresowanie. Ileż to razy rozśmieszała nas i rozczulała. a jej zrównoważony charakter i dobre ułożenie były powodem do dumy. Nasza słodka Myszka, Pusia, Tunia i Laleczka reaguje na każde z wielu imion i jest mistrzynią sygnałów niewerbalnych. Jak barometr odczuwa wahania nastroju domowników.

 To ona zawsze nas wita z radością i to do niej nasz Jedynak mówi na dzień dobry „część siostra”. Wiernie towarzyszy mi w czasie relaksującego dziergania na szydełku i podczas kąpieli w łazience. Łazi za mną po prostu ... jak pies :)
Jest uległa kiedy trzeba i stanowcza, kiedy można. Czasem, gdy na to zasłużymy, obraża się na nas i ostentacyjnie odwraca tyłem. Nie od razu da się przeprosić, ani byle czym przekupić. Dinga swój honor ma.
Jednak najczęściej zgadza się na wszystko co jej zaproponuję, nawet na udział w domowym przedstawieniu kostiumowym pt. „Świat na różowo”.
Przedstawienie "Świat na różowo" 2011r.:)



To nie oznacza, że uczłowieczam swojego psa, czy stroję na co dzień w sukienki. Przyznaję się do tego, że ją kocham, choć jest to inne kochanie, niż to „ludzkie”. Wzbudza też we mnie różne inne uczucia. Jestem z niej dumna, kiedy u weta pięknie współpracuje, pozwala się leczyć, i wtedy, gdy słyszę, że nalezy jej się medal „Za dzielność”, albo może założyć fanpage na facebooku.
Buziaczki dla weta :) po zastrzyku!

W naszym małym mieszkaniu w bloku ma swoje miejsce do spania, ale (przecież za naszym przyzwoleniem) jest psem kanapowym. Gotujemy jej jedzenie, karmimy jak niemowlę od kiedy przyszło jej się rozstać ze wszystkimi zębami. Wyprowadzamy na spacery, choć czasem to ona nas wyprowadza. Rozmawiamy z nią, głaszczemy jej aksamitne futerko, przytulamy i zaglądamy w piękne, czarne oczy. W te wielkie oczy, które wodzą za nami pełne miłości, oddania i wierności. Ona cała jest czystą miłością do nas, do każdego z osobna, a do mnie w szczególności. 
Dinga lubi jeść...

Zawładnęła naszymi sercami ta mądra, delikatna i pogodna psinka ze schroniska, która na początku swego psiego życia właśnie od ludzi doznała zła i okrucieństwa. Rozkochała nas w sobie i sprawiła, że od pierwszego dnia stała się członkiem naszej rodziny. Jest istotą mającą prawo do naszej wzajemnej miłości, troski i opieki.
Czarowanie lodówki, może się otworzy?


Nie jest człowiekiem, ale należy jej się dobre, wartościowe jedzenie i miska czystej wody ze źródła. Wygodne miejsce do spania i święty spokój, kiedy ma na to ochotę. Spacery kilka razy dziennie i czesanie, strzyżenie i wycieranie łap. No i oczywiście opieka lekarska, najlepsza jaką możemy zapewnić choremu psu. Wiem, że niejeden człowiek nie ma tak dobrze jak ona, ale czy to znaczy, że psu się to nie należy?

Dinga wyzwala w nas całe pokłady opiekuńczych uczuć. 
Teraz, gdy już bez najmniejszej nadziei na to, że to może nieprawda, może pomyłka, wiemy, że jest chora na raka, musimy skupić się na jej potrzebach. Guz wykryty przypadkiem podczas echa serca to był szok i przerażenie, że już niedługo ją stracimy. Ale trzeba się szybko ogarnąć. Najmniejszy członek naszej rodziny, najbardziej bezbronny, ufny i cierpliwy, potrzebuje nas jak nigdy dotąd.
Na wiadomość, że pies ma nowotwór ludzie różnie reagują. Wiem, że słowo rak nas paraliżuje, że wywołuję lęk. Ale jak inne są reakcje w odniesieniu do zwierzęcia. Niektórzy sąsiedzi, koleżanka w pracy, jakiś znajomy – słysząc od mnie „mój pies ma raka” nie pytają jak ona czuje, tylko natychmiast wydają wyrok i mówią „musisz ją uśpić”. Odpowiadam im, że owszem, kiedy przyjdzie na to czas... 
Na szczęście w większości sygnały, które dostaję od znajomych, przyjaciół i rodziny są empatyczne. Pytają o samopoczucie suczki, o to jak będzie leczona, jakie są rokowania, proponują pomoc. To takie wspierające i miłe. Pomaga nam się z tym zmierzać. No i oczywiście pytają jak my się czujemy wobec tego smutku.
A my na razie cieszymy się sobą, bo tego czasu nie mamy zbyt wiele. 
Weterynarz onkolog, dr Dariusz Jagielski, z którym ustaliłam strategię postępowania, a zrezygnowałam z propozycji chemioterapii, powiedział mi: „ życie ma być przyjemne dokąd się da”
I niech takie będzie, dopóki się da. To nasze zadanie na najbliższy czas. To będzie ważna lekcja optymizmu dla zasiedlającego mnie pesymisty. Bo muszę być pogodna i nie płakać, nie mogę się smucić, bo maja najlepsza suczka na świecie będzie się martwić, że ja się martwię.




Dziś na kanapie...
Chory pies w dobrym humorze:)

Czytaj też:


22 komentarze:

  1. mocno przytulam, dobrze zrobiłaś, nie godząc się na męczenie. Macie mądrego weta.

    OdpowiedzUsuń
  2. śliczna! powodzenia w batalii o zdrowie !

    OdpowiedzUsuń
  3. wzruszające zdania, a jeszcze przedstawiłaś historię kundelki Dinga z odzysku. Te zwykłe, prawdziwe zdania potrafią pokazać prawdziwą miłość. To ważne miejsce w sercu. Szanuję wszystkie podjęte decyzje, dobrze, że jesteście zadowoleni z pracy weterynarza. Dziś jest ważne. Co by było gdyby....... Tych decyzji starajcie się unikać. Trzymajcie się ciepło w trudnych chwilach .....

    OdpowiedzUsuń
  4. Mówią, że miarą człowieczeństwa jest stosunek do zwierząt:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Klarko, dr Dariusz Jagielski jest podobno najlepszym wetem onkologiem w Warszawie, a może i w Polsce. reprezentuje szkołę chemioterapii metronomicznej, ale jest tez rozsądnym człowiekiem, więc dał mi szanse wyboru, żeby z chemii nie skorzystać i wskazał postępowanie - w leczeniu bez chemii. Rozmowy z nim są dla nas wsparciem i drogowskazem. Świetnie też zrobił biopsję guza w płucach. Naprawdę polecam. Oprócz tego pomaga nam nasz "miejscowy" wet, to one zlecił echo serca i organizował pierwsze badania. On też aplikuje suczce onkologiczny lek homeopatyczny za wiedzą onkologa. Oprócz tego zmiana diety, wypoczynek i przyjemności - bo życie z rakiem ma być przyjemne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Alis, bardzo dziękuję za "ciepło". Wiesz, że ja na blogach nowa jestem i nie przypuszczałam, że można tu załapać tyle dobrych momentów, wsparcia i serdeczności :) Dla Ciebie tez dużo dobrych chwil na weekend, pa

    OdpowiedzUsuń
  7. MY, ja też tak sądzę :) Do miłego, B

    OdpowiedzUsuń
  8. To właśnie mnie przyciąga do blogów. Zwykłe miłego dnia, co słychać, dawno nie pisałaś, czy wszystko ok.......
    wiem, ze nie zastąpi to kontaktów z ludźmi, ale takie swoje miejsce jest fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oczywiście Alis, że nie zastąpi, ale wzbogaca. I to jest pozytywna wartość dodana :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie mam psa ale będę miała kiedyś na pewno....Twoja opowieść, tak wzruszająca, tylko mnie w tym utwierdza....Pięknie to opisałaś no bo z serca..
    Pozdrawiam serdecznie
    Jola

    OdpowiedzUsuń
  11. Jolu, pies wnosi do naszego życia tyle dobrych uczuć , emocji i radości. Zresztą podobnie jak koty - choć o tym więcej wie Klarka:) Ale też jest to nieuniknione, kiedyś przyjdzie zapłakać przy rozstaniu. Mnie się wydaje, że nam ludziom potrzeba kontaktów ze zwierzętami - może to jakiś atawizm :), Cieplutko Cię pozdrawiam, Beata

    OdpowiedzUsuń
  12. bardzo są potrzebni Ci nasi psi i koci przyjaciele. Widzę jak traktują swoje zwierzaki,psy i koty moi teściowie czy inni znajomi ....czy to Ty na zdjęciu????Na różowej sesji:):)????

    OdpowiedzUsuń
  13. Ta większa różowa to jakby ja, tylko 3 lata młodsza, a ta futrzana z różową kokarda to Dingusia, też 3 lata młodsza :)
    A to były takie wygłupy i przebieranki z okazji moich 50-tych urodzin, ha, ha . Mam wielki album z tamtych sesji zdjęciowych na pamiątkę "szalonej pięćdziesiątki"> To było coś a propos` Twego dzisiejszego wpisu, że nigdy nie jest za późno na nic, a już na pewno na marzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiesz Baeto, mam taką skrzynię, a w niej moje wszystkie szmaty i szmatki. Wszystkie plany szyciowe, na już i na kiedyś tam...Na dnie tej skrzyni leży smycz. Jest skórzana, dość szeroka, ściemniała od słońca i deszczu. Leży tam od lipca 2011. Położyłam ją tam po przeprowadzce. Wcześniej, wisiała na wieszaku. Wisiała tak bezczynnie, bezużytecznie od wiosny 2011. Nie miałam siły jej wyrzucić.
    Czasem opróżniam skrzynię i wtedy potykam się o tę smycz.Mówię: wyrzucę tym razem, ale potem jakoś tak, ta smycz sama się znajduje w na powrót w skrzyni. Dotykam jej, wącham. Trzymam w dłoni. I przypominam sobie najpiękniejszy na świecie zapach. Zapach psiej sierści.
    PSunia była z nami 13 lat.
    Nie ma jej już 3, a my wciąż za nią tęsknimy.
    Może lekarstwem byłby inny pies, ale z różnych powodów nie możemy sobie teraz na to pozwolić.
    Więc życzę ci, niech twoja psunia będzie z Tobą tak długo jak tylko się da. I niech odejdzie bez zbędnego cierpienia gdy nadejdzie jej czas.

    OdpowiedzUsuń
  15. Och, Kasiu, wzruszyłam się naprawdę... Może dlatego, że mam takie pudełko z różnościami, a na jego dnie leży mała, drobna kolczatka. Leży tam od od 1997 roku. Przeprowadziła się z mani i choć nie pachnie, kiedy się na nią natykam zawsze widzę naszego Kajetana. Po jego dramatycznym odejściu, a był z nami przeszło 14 lat, obiecaliśmy sobie, że już nigdy żadnego stworzenia. Wytrzymałam 5 lat i znowu moje serce zapragnęło tej miłości, tych wiernych oczu, wesołego ogonka. Znowu wzięliśmy biedaka, żeby chociaż jednemu stworzeniu dać dobry los. I to była - jest Dinga. Nie żałujemy tej decyzji, chociaż przed nami najtrudniejsze momenty. Ale mam nadzieję, że też trochę radości, i dobrych chwil.
    Dziękuję że dzielisz się swoimi wspomnieniami i widzisz znowu mamy coś wspólnego, Gorąco, serdecznie - dobranoc :)Beata

    OdpowiedzUsuń
  16. O matko.....współczuję bardzo. Sama mam psa i wiem jak bardzo można pokochać takiego zwierzaka. Przytulam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję Julio, i uśmiecham się do Ciebie, bo muszę trenować dobrą minę :) B

    OdpowiedzUsuń
  18. Mamy psy od zawsze, a najlepiej jak są dwa; kiedy odchodzą, są przeze mnie opłakane, nie zwracam uwagi na uśmieszki, że o! płacze za psem! i nie zamykam się też na następne futrzaki do kochania; zdarzyła nam się taka chwila w życiu, że siedzieliśmy na werandzie swojej pogórzańskiej chatki, a u naszych stóp ani jednego psa; było nam źle, więc zaraz po powrocie przygarnęliśmy Miśkę z nieprzyjemnej hodowli, kiedy nikt jej nie chciał, a za jakiś czas Amika, schroniskową bidę; kota Gucia podrzucili nam przez płot; i tak sobie żyjemy razem; bardzo lubię moje zwierzaki, całe towarzystwo jest wysterylizowane, żeby nie martwić się przychówkiem, śpią z nami, czego się nie wstydzę; a przyznam Ci się w skrytości, że często wolę ich towarzystwo od ludzkiego, zwierzęta nie są obłudne i zawsze cieszą się na mój widok; Beato, będziesz wiedziała, kiedy podjąć tę właściwą, acz niełatwą decyzję, na razie cieszcie się sobą, czasem Wam danym, ciepłymi dniami, bo na pewne sprawy, niestety, nie mamy wpływu; wiem, słabe to pocieszenie; pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Marysiu, jak dobrze Cię rozumiem z tą psią miłością. A wiesz podobno właściciele psów dzielą się na tych, którzy otwarcie przyznają się do tego, że śpią ze swoim psem i na tych, którzy ten fakt ukrywają. No więc przyznam się, Dinga też śpi z nami :), a jak nas nie ma to śpi w zastępstwie z Jedynakiem. Serdeczne słoneczności, Beata

    OdpowiedzUsuń
  20. Kochana psinka.To trudne ale ty tak mądrze do tego podchodzisz... Miałam podobne przeżycia z moją sunią jamniczką. Na szczęście psy nie myślą o tym co je czeka i dlatego mogą być szczęśliwe do końca. Życzę Wam jeszcze wielu wspólnych chwil. AsiaS

    OdpowiedzUsuń
  21. Asiu Kochanie, jak miło Cię widzieć :) I to takie ważne co napisałaś, że psy żyją dniem dzisiejszym. I my tez się staramy nie myśleć co będzie za jakiś czas. Na razie jest dobrze - psinka uśmiechnięta, choć ma w środku potwora. Buziaki , uściski i do miłego w realu :)))

    OdpowiedzUsuń