niedziela, 27 kwietnia 2014

Ja.



Urodziłam się w Warszawie na początku 1961 roku. To dobre miejsce na urodzenie się i na dalsze życie. Nie potrafię nawet wyobrazić sobie innego. To też dobry rok – limitowana seria urodzin uświetniona narodzinami 30-to milionowego Polaka. Na szczęście to nie ja byłam tym jubileuszowym noworodkiem. To rok, który przeszedł do historii ludzkości za sprawą Jurija Gagarina. Odbył się pierwszy lot kosmiczny z człowiekiem na pokładzie statku kosmicznego. To jedno okrążenie wokół ziemi po jej orbicie było wówczas najważniejszym wydarzeniem. 

Dla moich rodziców i dalszej rodziny najważniejsze tego roku było jednak to, że JA przyszłam na świat. Nie było to takie proste, ani dla mojej Mamy, ani dla mnie. Z powodu powikłań ciąży musiała leżeć w szpitalu na oddziale patologii, a ja urodziłam się  jako wcześniak ważący ledwie 1800 gramów. Na szczęście nie pamiętam tego kiedy wsadzili mnie do inkubatora. 

Całe dzieciństwo i lata młodzieńcze, aż do dnia ślubu, spędziłam w centrum Żoliborza.  To piękna, zielona dzielnica i bardzo mi tu było dobrze. Tu poznałam mojego męża. Chodziliśmy do tej samej podstawówki i tego samego liceum, byliśmy w tym samym harcerstwie.  Trochę mi było smutno, że wyprowadziliśmy stamtąd.  Tym bardziej, że poznając swoje ojczyste korzenie odkryłam, że tu pokochali się również moi dziadkowie. Kiedy tam wracam czuję się po prostu jak u siebie.

Potem przeprowadzaliśmy się jeszcze dwa razy. Wychowaliśmy syneczka i przez 35 lat wspólnie pokonujemy życiowe zakręty i proste.  Mam dwa zawody, a każdy właściwie polega na wywieraniu wpływu na innych ludzi. Od dawna przekonuję się, że najtrudniej jest zmieniać samego siebie. Jednak to jest możliwe :)  Piszę, żeby nie zapomnieć, jak to się robi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz