niedziela, 27 kwietnia 2014

Jakie? Takie!



Kiedy powiedziałam głośno, że nic nie jest JAKIEŚ, dopóki TAK o tym nie pomyślimy, wywołałam całkiem zażarty spór. Jak to nie jest „jakieś”? TO musi być obiektywnie właśnie takie, jakie jest, a nie takie jak ci się wydaje, że może być, a nie jest. To, co mówisz to tylko semantyczne wygibasy. To manipulacja. Stawiasz świat na głowie!
Mój kochany Rozmówco, któryś wyposażony w „szkiełko i oko” starasz się o przereklamowany obiektywizm, pozwól, że wyjaśnię jak ja to widzę.  A nawet czuję, bo przećwiczyłam na własnej skórze.

Jaki, jaka, jakie? To pytania przymiotnika. Kiedy mówię „jakieś”, czyli takie to a takie, to odpowiadam właśnie na te pytania. Przykład? Patrzę przez okno i widzę: pada deszcz i wieje wiatr. Zerkam na termometr – kilka stopni na plusie. To jest prawda obiektywna. Kiedy mówię podła pogoda, no paskudna, okropna, wstrętna, brrr – to jest już tworzenie JAKIEJŚ rzeczywistości. Teraz inny przykład. Patrzę przez okno, a żar się z nieba leje. Słońce nieprzykryte ani jedną, najmniejszą nawet chmurką. Ani jeden leciutki podmuch wiatru nie zakołysze listkiem na drzewie. Jest chyba ze trzydzieści stopni. Po prostu straszna pogoda, jak na patelni, usmażyć się można, aż trudno wytrzymać.
Pytasz, co z tym można zrobić? Ano z pogodą nic – przynajmniej na razie. A skoro z pogodą nic zrobić nie można, to może przynajmniej inaczej o niej pomyśleć?


Pada i zimno - aż miło iść do pracy (jeśli pracujesz pod dachem :) Wrócisz z pracy, albo jeśli to akurat weekend, to wleź pod kocyk i sobie książkę poczytaj. To jest świetna pogoda – na to, żeby się do kogoś przytulić, żeby upiec ciasto, spotkać się ze znajomymi. Dziecku bajkę opowiedzieć, może taką wymyśloną przez siebie? To jest bardzo dobra pogoda na porządki w szafie, albo na sprucie starego swetra i zrobienie całkiem nowego. Kiedy patrzę przez okno, a na świecie nie świeci słońce i wicher hula, odczuwam wdzięczność, że mam cieplutkie mieszkanko, w którym miło się zaszyć przed deszczem i psa pogłaskać po brzuszku.  

Teraz kolejne ćwiczenie: skwar na dworze i spiekota? Lody sobie kup, albo nogi do zimnej wody włóż. W pracy nie wypada nóg moczyć, to na kark mokrą apaszkę połóż. Dużo pij. W drodze do domu poszukaj cienia w zieleni.
Gołe stopy w trawę włóż.
Klapnij sobie pod drzewem i gołe stopy na trawie połóż. Poczuj chłodny dotyk zielonych źdźbeł. Uciekaj od betonu do parku, nad wodę, albo do lasu. A przypomnij sobie czasem jakąś jesienną szarugę, albo zimową zadymkę. Może to cię ochłodzi?

O bardzo wielu rzeczach można dobrze myśleć. Na przekór obiektywnym trudnościom. Stąd przysłowie: „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Dobre, pozytywne myślenie naprawdę zmienia samopoczucie, pozwala na więcej samozadowolenia. Prawie na wszytko można popatrzeć z dobrej, albo ze złej strony. Mam na myśli zwykłe codzienne zdarzenia, które nam się przytrafiają. 

Zaspałam do pracy, dostałam burę i jeszcze muszę to odrobić? Trudno, a może nawet dobrze. Widocznie mój organizm potrzebował snu. Przynajmniej się wyspałam.
Ciasto w piekarniku siadło i zrobił się zakalec? Może i tak da się zjeść, przecież nadal jest słodkie:)  A jak nie, to wyrzucisz. Przecież i tak miałaś się odchudzać. Następnym razem zrobisz je inaczej, albo zrobisz inne, skoro takie ci nie wychodzi. Ciasto z zakalcem to nie jest tragedia, nawet, jeśli to było popisowe danie na wystawne przyjęcie. To może być nawet komedia, jeśli wymyślisz do tego jakąś wesołą historię. Chyba, że wolisz się nakręcić: „cholera, mnie to się nigdy nic nie udaje, kiedy mi na czymś zależy”. Albo: „Baśka sobie pomyśli, że nawet głupiego sernika upiec nie potrafię, a jej to nawet kremówki wiedeńskie lepsze niż w Bristolu za każdym razem wychodzą.” Albo: „no i wywaliłam w błoto 50 złotych, trzeba było kupić gotowe, a nie cukiernika udawać”.  Oczywiście, że następnym razem możesz kupić gotowe – tamte też są dobre. Nie o to chodzi, czy zrobimy tak, czy tak. Chodzi o to jak się czujemy, gdy wymyślamy sobie różne negatywne komentarze na swój temat i otaczającej nas rzeczywistości. Jakie przymiotniki do tego przyczepiamy. Jakie oceny i sądy wydajemy, nawet, jeśli to tylko sprawa pogody lub spalonego ciasta. Nic nie jest JAKIEŚ, dopóki właśnie TAK (dobrze lub źle) o tym nie pomyślimy. 

Ja sobie ćwiczę dobre myślenie. Po prostu, kiedy przyłapię się na „niepozytywnych przymiotnikach”, a na początku trudno to sobie uświadomić, szukam w danej sytuacji dobrych stron. Czasem pomaga mi zobaczenie tej sytuacji, jako dobrej dla kogoś, skoro nie może być dobra dla mnie. Kiedyś notorycznie wściekałam się w metrze, jeśli ktoś mnie ubiegł w zajęciu miejsca siedzącego, albo, gdy nie było takich miejsc. Teraz, jeśli naprawdę źle się czuję jadę na wcześniejszą stację, bo tam przeważnie mogę usiąść. Jednak, kiedy staję do wyścigu o miejsce i ktoś mnie ubiegnie, nie pomstuję w myślach na temat młodych byczków, którzy sobie wygodnie siedzą – rozparci nota bene, a ja, nie młoda już kobieta, dyndam się na stojąco. Wtedy sobie myślę: trochę postoję, a na „Ratuszu” na pewno już coś się zwolni. Albo: teraz postoję, a w pracy się jeszcze nasiedzę. Albo myślę o tym młodym byczku: wygląda krzepko, ale może też go coś boli? Ostatnio w metrze miałam miejsce siedzące, ale usiadł koło mnie wielki facet. Już sobie pomyślałam: taki ogromny i napakowany, że powinien za dwa bilety płacić. Wtedy by sobie dwa miejsca zajmował, a nie na mnie leżał, cholera. Przyłapałam się na tej cholerze i przyszła mi do głowy taka myśl: ciasno ci kochana i niewygodnie? No pewnie, że niewygodnie! To wyobraź sobie, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z tego metra znikają wszyscy ludzie, oprócz motorniczego rzecz jasna. I zobaczyłam metro puściutkie, a ja jedna mogłam sobie na każdej stacji zmieniać miejsce. Oj, poczułam się bardzo nieswojo, i szybko sobie pomyślałam, że dobrze jest mieć ludzi wokół siebie, nawet troszkę za dużych jak na rozmiar jednego siedzenia. Poza tym mogę przecież wstać, a skoro siedzę to znaczy, że wolę siedzieć w ścisku, niż w ścisku stać:)  

W życiu przytrafić się nam mogą naprawdę prawdziwe tragedie i bardzo trudne momenty. Nie jakieś tam codzienne dyrdymały i problemiki. Takie dramatyczne wydarzenia mogą załamać nas zupełnie. Ludzie, którzy wierzą w Boga, mogą przypomnieć sobie wówczas, że swoje troski warto powierzać Boskiej Opatrzności. Mogą powiedzieć kochającemu Bogu: „Troszcz się Ty”.  Ci z nas, którzy w Boga nie wierzą, albo ci, którzy ciągle szukają, muszą radzić sobie w jakiś inny sposób. Ja przećwiczyłam na sobie, a też podpatruję innych, że w życiu jest łatwiej i przyjemniej, jeśli potrafimy we wszystkim znaleźć dobre strony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz